Aktualności
Oliwia Domagalska: Piłka ręczna jest drogą, którą chcę iść i dawać z siebie wszystko
Rozgrywająca PGE MKS-u El-Volt Lublin jest jedną z największych handballowych nadziei swojego pokolenia w kraju. Jej kariera rozwija się modelowo. Przed sezonem 2026/2027 trafiła do zespołu z Lublina, by walczyć o tytuł mistrza Polski. Z Oliwią Damagalską rozmawialiśmy o jej sportowej drodze, nadziejach na udział w EURO 2026 i prywatnych zainteresowaniach. - Nie mam jeszcze złotego medalu, więc zrobię wszystko, żeby go zdobyć. Dla siebie, dla kibiców i dla Lublina – mówi 24-letnia zawodniczka biało-zielonych.
Czy zastanawiałaś się kiedyś, co byś robiła, gdybyś nie grała w piłkę ręczną?
Zastanawiałam się i muszę powiedzieć, że mam wiele takich opcji. Chociaż nie ukrywam, że cały czas szukam tej drogi poza piłką ręczną i lubię próbować różnych nowych rzeczy. Ciężko mi powiedzieć, co byłoby moim głównym celem. Na pewno jest kilka takich rzeczy, które chciałabym robić. Jeśli nie piłka ręczna to nawet inny sport. Długo trenowałam narciarstwo alpejskie. Mam do tej dyscypliny duży sentyment, chociaż już dawno nie jeździłam na nartach, z racji tego, że jest to bardzo kontuzjogenny sport. Musiałam więc z tego zrezygnować, ale cały czas mam tę dyscyplinę w sercu i podczas ostatnich igrzysk zimowych ją śledziłam. Poza sportem na pewno wybrałabym coś w kierunku medycznym, bo zawsze mnie to bardzo interesowało.
W twoim rodzinnym Zabrzu królują głównie dwie dyscypliny: piłka nożna i piłka ręczna. Chyba nie miałaś zbyt dużego wyboru, w przypadku chęci uprawiania sportu zespołowego.
Myślę, że nie. Chociaż to, jak zaczęłam grę w piłkę ręczną to był trochę przypadek. Podczas zawodów sportowych jeden z trenerów do mnie podszedł i powiedział: „Przyjdź na trening, zobaczymy, czy Ci się spodoba. Jesteś leworęczna to już w ogóle super!”. Od tamtej pory już tak zostałam.
Pamiętasz w jakim wieku wtedy byłaś? To czasy podstawówki, czy już gimnazjalne?
Tamte zawody były w szkole podstawowej. Natomiast w gimnazjum poszłam już do klasy o profilu sportowym, z myślą o graniu w piłkę ręczną.
W pierwszej klasie liceum trafiłaś do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Płocku. Wyjazd z domu był dla ciebie ciężkim doświadczeniem?
Na pewno było to trudne, ale mam charakter mocno zadaniowy. Jak przyszedł czas, że trzeba było wyjechać, to byłam nastawiona na to, że wyjeżdżam. Później nie odczuwałam tak mocno, że jestem tak daleko od domu. Często też jeździłam do domu, albo rodzice do mnie przyjeżdżali, więc nie stanowiło to dla mnie już problemu.
Dla ciebie SMS był ważnym momentem w życiu? Czy Szkoła Mistrzostwa Sportowego, to rzeczywiście miejsce, w którym zawodnik się rozwija na tyle, aby potem występować na najwyższym poziomie? Może jednak lepiej byłoby wrócić do większego szkolenia w macierzystych klubach?
Z mojej perspektywy trochę za mało nacisku było kładzionego na samą w sobie naukę. Poziom przedmiotów innych niż piłka ręczna był niski. Zwrócenie uwagi na maturę jest ważne, bo daje to później możliwość wybrania studiów. Dobrze zdana matura znacznie ułatwia życie i umożliwia ewentualne zmiany dalszej drogi oraz zabezpiecza przyszłość. Od strony sportowej jest kilka rzeczy, które bym poprawiła na pewno w SMS-ach. Nie wiem, czy tak naprawdę przygotowało mnie to do gry w profesjonalnym klubie, bo tam panowały zupełnie inne zasady. Później wszystkiego trzeba było się uczyć na nowo. To był na pewno duży przeskok pomiędzy graniem tam, a występowaniem w seniorskim zespole.
Szkolenie klubowe i klasyczne liceum to twoim zdaniem lepsze rozwiązanie?
Uważam, że SMS jest stworzony też dla zawodniczek, które nie mają wyboru
i ewentualnego kierunku rozwoju. Występują one w grupach młodzieżowych swoich klubów, ale ich zespoły nie mają ekip seniorskich na poziomie I Ligi, Ligi Centralnej albo Superligi. Wtedy, jeśli chcesz się rozwijać, to musisz tam iść. Gdyby w poszczególnych województwach było więcej klubów z rozwiniętymi akademiami i zespołami juniorskimi to dla zawodnika jeszcze lepiej. Mieszka wtedy w domu i jest w stanie łatwiej pogodzić sport z nauką. Myślę, że byłoby to lepsze, ale wiadomo, nie żyjemy w idealnym świecie i czasem trzeba podjąć jakiś wybór. Wtedy jest to najczęściej SMS.
W 2019 roku wywalczyłaś z reprezentacją Polski brązowy medal na Mistrzostwach Europy dywizji B kobiet do lat 17. Uznano cię najlepszą prawą rozgrywającą zawodów, a Europejska Federacja Piłki Ręcznej zaprosiła cię do udziału w projekcie „Szanuj swój talent”. Pozostałe nazwiska, które znalazły się na tej liście również grają teraz na seniorskim poziomie. Paulina Wdowiak, Natalia Pankowska, Barbara Zima, Julia Pietras, Nikola Głębocka czy Katarzyna Cygan to tylko niektóre z wyróżnionych zawodniczek. Ta akcja pomogła ci wówczas rozwinąć jeszcze bardziej swoją karierę? Pamiętasz, jak to wtedy wyglądało?
Pamiętam tamte mistrzostwa. „Szanuj swój talent” to był wówczas taki nowy projekt, który nasz rocznik dopiero zaczynał. Teraz jest on zresztą kontynuowany. Razem z Julią Niewiadomską zostałyśmy zaproszone po tym turnieju na event, który miał miejsce w Wiedniu. Miałyśmy tam okazję spotkać się z najlepszymi piłkarkami ręcznymi na świecie. Oprócz tego zwiedzałyśmy trochę miasto, ale ten projekt miał też pokazać, że oczywiście jest czas na sport, ale istnieje też coś poza tym. Miałyśmy okazję dowiedzieć się jak uczyć się i trenować, jak walczyć z presją oraz jak marketingowo podejść do sportu. To wydarzenie próbowało nie tylko rozwinąć nas jako zawodniczki, ale skupiło się na wielu innych obszarach życia. Tak jak mówiłam, ten projekt nadal istnieje. Jestem dodana do grupy na What’s Up-ie, na której organizatorzy robią spotkania z różnymi zawodnikami i jest to bardzo ciekawe. Fajnie, że próbują coś takiego zrobić. Mimo upływu czasu, nadal są w kontakcie z tym zawodnikami i zawodniczkami, którzy już tam byli.
13 marca 2021 roku rozegrałaś finał Mistrzostw Polski Juniorek w barwach swojego macierzystego klubu SPR 1945 Pogoni Zabrze, w którym mierzyłaś się UKS Roxą Lublin. Po bardzo zaciętej rywalizacji i wielu kontrowersjach sędziowskich, twój zevpół przegrał 24:26. Zostałaś wówczas wybrana do najlepszej siódemki turnieju finałowego oraz wywalczyłaś koronę królowej strzelczyń. Chyba w tamtym czasie nikt nie miał już wątpliwości, że możesz zajść daleko.
Już od liceum miałam takie nastawienie, że moim celem jest gra w Superlidze. Cały czas do tego dążyłam. To nie było wątpliwości. Zawsze w to wierzyłam i tak się stało.
W marcu 2021 r. odbyły się finały mistrzostw Polski. Natomiast w kwietniu KPR Gminy Kobierzyce ogłosił, że dołączysz do ich zespołu w sezonie 2021/2022. Pamiętasz, kiedy pierwszy raz nastąpił Twój kontakt z tym zespołem? Grając turniej finałowy wiedziałaś już, że jest szansa, że przejdziesz do Kobierzyc?
Ten kontakt wydaje mi się, że był trochę wcześniej. Trenerka Edyta Majdzińska oglądała moje mecze z tych mistrzostw, ale nie pamiętam dokładnej daty. Wydaję mi się, że nastąpił on przed finałem mistrzostw Polski.
Niestety pierwszy sezon na poziomie Superligi szybko się dla ciebie skończył.
8 października 2021 r. podczas meczu sparingowego kadry K2002 z Litwą, doznajesz kontuzji ACL (więzadła krzyżowego przedniego). Wykluczyła cię ona na rok z gry. Czy w tamtym czasie myślałaś ewentualnie, co możesz robić poza piłką ręczną, czy od początku wierzyłaś, że wrócisz do gry?
Na pewno był to dla mnie ciężki okres. Nie było to idealne wejście w tą profesjonalną piłkę ręczną, ale dostałam bardzo dużo wsparcia. Dzięki temu wierzyłam, że będę w stanie wrócić do grania. Przez to, że ta kontuzja przyszła tak szybko mogłam przestawić to myślenie na takie, że piłka ręczna to nie wszystko. Wiedziałam już, że muszę też rozwijać się poza sportem. Od tego czasu staram się o to dbać, żeby się rozwijać też w innych kierunkach.
Uważasz, że poziom Twojego profesjonalizmu i świadomość swojego organizmu wtedy wzrosły?
Na pewno. Takie doświadczenia uczą zawodnika wiele. Zaczęłam zwracać uwagę na inne rzeczy też.
W pierwszej rozmowie po przyjściu do Lublina mówiłaś, że charakteryzuje cię profesjonalizm. Urazy jednak dopadają nawet najlepiej prowadzących się sportowców. Zastanawiałaś się kiedyś, z czego wynikała ta kontuzja? To był bardziej nieszczęśliwy wypadek boiskowy, czy przyczyniło się do tego też przeciążenie organizmu?
Ciężko powiedzieć. Niby zawsze w tego typu kontuzjach szuka się odpowiedzi, dlaczego to się stało. Tych czynników, które się na to składają może być wiele i mogą być naprawdę różne. Nigdy nie zastanawiałam się, czy wtedy była to jedna konkretna rzecz. Bardziej skłaniam się do tego, że złożyło się na to wiele drobnych czynników. No i po prostu stało się to, co się stało. Na pewno pamiętam, że był tam trener Paweł Tetelewski i bardzo się stresowałam przed tym spotkaniem, ale oprócz tego stresu wiele innych rzeczy też się nałożyło.
,,Dziewczyny nazywają mnie czarnym koniem’’ - tak powiedziałaś w pomeczowym wywiadzie dla TVP Sport po wygranym spotkaniu z lubelskim MKS-em w 2023 roku. Byłaś wtedy zawodniczką Kobierzyc. Czy masz nadal sobie ten pierwiastek „czarnego konia”.
(Śmiech). Myślę, że na ten moment chyba już nie, ale wtedy to był troszkę inny przypadek, bo tego grania w moim wykonaniu nie było aż tak dużo. Jednak zawsze, jak wychodziłam na mecz z Lublinem, to mi „siedziało”, że tak powiem. Zawsze jest tak, że zespół przygotowuje się na te najważniejsze, kluczowe zawodniczki, a później wychodzi na to, że nagrody MVP otrzymują te szczypiornistki, na które nie zwraca się aż takiej uwagi. Myślę, że wtedy po prostu Lublin mnie trochę zlekceważył może i dlatego tak powiedziałam.
Jedno wicemistrzostwo Polski, dwa brązowe medale, przychodzisz chyba do Lublina zdobyć „coś większego”.
Tak. No i w sumie już trochę się to udało, bo do tej pory nie miałam w swojej kolekcji Superpucharu Polski. Nawet nie miałam szansy o niego zagrać. Bardzo fajnie więc, że się to udało.
Niektórzy w polskim środowisku piłki ręcznej myśleli, że do tej pory nam się nie udało go zdobyć, ale jednak był jeszcze 2009 rok. Ty śledzisz to, co się dzieje w piłce ręcznej na co dzień? Lubisz oglądać mecze?
Na pewno oglądam. Nie wiem, czy dużo, czy nie. Czasem jak mam przesyt, to robię sobie od tego trochę przerwy, ale na razie jest jeszcze ok, więc oglądam.
Przechodząc do innej dyscypliny, którą lubisz, czyli tenisa. Kto z „Wielkiej Czwórki” był twoim ulubionym zawodnikiem? Może kibicujesz komuś z obecnych wielkich zawodników, czyli Sinnerowi, albo Alcarazowi?
Jeśli chodzi o kogoś z „Wielkiej Czwórki” to wiadomo, Rafa Nadal. Z racji tego, że on też jest leworęczny. (Śmiech). Obecnie kibicuję Idze Świątek, bo uważam, że jest bardzo inspirującą osobą. Poza tym jest Polką, a jak wiadomo, jako naród nie mamy aż tak dużych tradycji w świecie tenisa. Nie był to wcześniej nasz sport narodowy, a teraz trochę się nim stał. Ogólnie oglądam dużo tej dyscypliny, więc mogłabym wymienić więcej zawodników, ale to są takie dwie osoby, które najbardziej podziwiam.
Czy w pozostałych dyscyplinach jest ktoś, kto Ci imponuje podobnie jak Rafa i Iga?
Wiele było i jest takich osób. Lubię słuchać wywiadów i podcastów z różnych sportów. Nie jest tak, że w grę wchodzi tylko piłka ręczna. Jak były ostatnie igrzyska zimowe, to słuchałam wywiadu z łyżwiarką figurową, Alysą Liu. To było dla mnie bardzo inspirujące. Mówiła w nim o tym, że strona mentalna w sporcie jest bardzo ważna. Opowiadała o wypaleniu, którego doświadczyła, ale też o przerwie od rywalizacji oraz etapie, kiedy postanowiła powrócić do startów. Na Igrzyskach w Mediolanie i Cortinie sięgnęła po kolejne złoto olimpijskie. Poza tym wiele było takich historii i ciężko mi w chwili obecnej przytoczyć więcej przykładów.
Pamiętasz, co czułaś, kiedy po raz pierwszy znalazłaś swoje nazwisko na liście powołanych do kadry narodowej?
Czułam wtedy wiele rzeczy, ale na pewno myślałam o tym, że mój wysiłek, który wkładam codziennie w to, żeby być lepszym zawodnikiem w końcu został zauważony. Poczułam się doceniona, ale też utwierdziło mnie to w przekonaniu, że piłka ręczna jest drogą, którą chcę iść i dawać z siebie wszystko.
Przed Tobą zgrupowanie reprezentacji Polski. Z jakimi celami na nie jedziesz?
Dawno mnie tam nie było. Nie chcę być źle zrozumiana, ale na pewno moim celem jest się nie „podpalić”, uwierzyć w proces i dać sobie czas na rozwój i popełnianie błędów. Jednak lubię, żeby wszystko było takie idealne i perfekcyjne. Wiadomo, że jak jedzie się na zgrupowanie kadry, to spotka się tam najlepsze zawodniczki z naszego kraju, więc nie zawsze wszystko będzie wychodzić idealnie. To jest już naprawdę wysoki poziom, ale chcę się podczas tego czasu też jak najwięcej nauczyć. Jeśli będzie taka szansa, chciałabym znowu zobaczyć, jak gra reprezentacja Norwegii. Uważam, że wiele można wynieść, grając przeciwko tak dobrym zawodniczkom.
Mistrzostwa Europy to impreza Twoich marzeń?
Oczywiście, że tak. Turniej będzie miał miejsce w Polsce, więc tym bardziej jest to coś wyjątkowego. Pamiętam swój debiut podczas meczu w Lubinie i był on dla mnie niezwykły. Tyle osób przyszło mnie wtedy oglądać i wspierać na trybunach. Nie da się opisać tego uczucia. Ma się ciarki i też śpiewanie hymnu przy takiej publiczności jest po prostu niesamowite.
Chciałabyś pracować kiedyś jako trenerka? Czy jednak kiedy myślisz o swoim życiu po zakończeniu kariery, to wolałabyś iść w kierunku aktywności zawodowych, które studiowałaś, czyli dietetyka oraz pielęgniarstwo?
Nie zastanawiałam się nad tym. Jednak chyba ciężko byłoby mi pracować z drugim człowiekiem jako opiekun grupy. Taki mam chyba charakter. Miałam już kiedyś treningi z dziećmi to powiem szczerze, że trochę mnie to przerosło. Pewnie musiałabym się tego nauczyć.
Co sprawiało Ci wtedy największy problem?
Zapanowanie nad przebiegiem treningu i taki chaos, który temu towarzyszył. Trudne było wdrażanie spontanicznych zmian, ponieważ miałam w swojej głowie jakąś wizję. Potem ta wizja w praniu wychodzi całkiem inaczej. Z dziećmi też tak jest, że potrzebują trochę więcej czasu, żeby przyswoić pewne ćwiczenia.
Gdyby kiedyś lubelscy kibice chcieli z Tobą porozmawiać, to lepiej żeby zwracali się do Ciebie „Pani Oliwio” czy „Domiś”?
(Śmiech). Ta ksywka jest ze mną już bardzo długo. Została przyklejona i myślę, że już się nie odklei. Reaguje na oba zawołania, ale sama nie jestem fanką tego pseudonimu. Jednak, jeżeli tak się utarło, to niech tak już zostanie.
Z racji, że lubisz podróżować, to zamkniemy naszą rozmowę tym tematem. Masz jakieś miejsce, w którym jeszcze nie byłaś, a chciałabyś do niego pojechać?
Wiadomo! Jest wiele takich miejsc, ale tego czasu jest za mało i zawsze trzeba coś innego zrobić. Na pewno chciałabym jeszcze raz wrócić do Australii. Chciałabym też zwiedzić Amerykę Południową, bo dla mnie to bardzo ciekawy rejon świata. I tyle. Dla mnie na ten moment to są dwie takie ciekawe destynacje.
Jakie miejsca do tej pory najbardziej ci się podobały?
Australia jest dla mnie takim miejscem. Chciałabym tam znowu pojechać i spróbować sobie nawet pożyć tam przez chwilę. Jest to dla mnie niezapomniane przeżycie. Francja, Włochy itp., ale chyba wybiorę jednak tę Australię.
Australia podoba ci się najbardziej pod kątem kulturowym, czy jest jeszcze coś innego, co cię w niej urzekło?
Pod kątem tego, że wstajesz rano i świeci słońce praktycznie codziennie, a w Polsce wiadomo, że czasem bywa z tym różnie. Kultura też jest bardzo ciekawa. Oprócz tego przyroda, która jest niespotykana w innych miejscach. W tym wszystkim zawarty jest też pierwiastek takiej egzotyki.
Co byś chciała powiedzieć kibicom na początku sezonu? Przywitałaś się z biało-zielonymi barwami całkiem nieźle, bo już w pierwszym meczu ligowym zdobyłaś statuetkę MVP.
Chciałabym powtórzyć to, co mówiłam przychodząc tutaj. Nie mam jeszcze złotego medalu, więc zrobię wszystko, żeby go zdobyć. Dla siebie, dla kibiców i dla Lublina. Zapraszam Państwa na mecze, proszę abyście nas wspierali.
Czas zatem na ostatnie pytanie. Czego nikt o tobie nie wie, a mogłabyś powiedzieć o tym światu?
To jest chyba najcięższe pytanie jakie dziś dostałam. (Śmiech).
To zostawimy je na koniec sezonu.
Chyba tak. Proszę dać mi się zastanowić i w odpowiednim czasie na nie odpowiem.
Z Oliwią Domagalską rozmawiał Ignacy Chodowski





