Aktualności
20 legend - Edyta Danielczuk

Dziś jest wyjątkowy dzień w historii lubelskiego klubu. Dokładnie 20 lat temu nasza drużyna rozegrala pierwsze spotkanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, mierząc się w Bielszowicach z tamtejszą Zgodą. Z tej okazji postanowiliśmy przeformuławać nasz cykl 18 legend na 18 lecie na okrągłą liczbę 20. Prezentujemy wam sylwetkę zawodniczki nietuzinkowej - Edyty Danielczuk.
Gdy przechodziła do zespołu Monteksu leczyła jeszcze kontuzję i trenowała indywidualnie. Nie mogła więc wystartować do walki o miejsce w składzie wraz ze starszą siostrą Dorotą Malczewską. Na swoją prawdziwą szansę musiała czekać do sezonu 2003/2004, gdy zaczęła na dobre występy w lubelskim klubie. Na początku na lewym skrzydle, gdzie jej konkurentką była Małgorzata Rola. Z czasem, rzucana po różnych sektorach boiska, zrobiła z tego swą największą domenę. Włosi mają nawet takie powiedzenie„Fare di necessità virtù", które można przetłumaczyć jako „uczynić z konieczności swoją zaletę". Oddaje ono doskonale naturę popularnej Edzi, która z czegoś, co dla innych byłoby pewnie koszmarem, uczyniła swą niezaprzeczalną wartość. Pojęcie „najwszechstronniejsza" pojawiło się chyba wtedy, gdy zaczęła występować na środku rozegrania. Już wcześniej próbowana była na kole, rzucała bramki nawet z prawego skrzydła, ale do dyrygowania zespołem nie stawia się przecież nigdy przypadkowych piłkarek.
Figura dżokera jest dużo ważniejsza, niż wydaje się wielu osobom. Kto zastępował Sabinę Włodek, gdy doznała kontuzji w 2011 roku w meczu z Vistalem? Edyta, bo któż inny? Mało kto jednak spodziewał się, że jej kolejny sezon zaprzeczy temu, do czego przywykliśmy w poprzednich latach. Edzia figurę dżokera zmieniła na figurę pierwszej kołowej zespołu, zaliczając kapitalne rozgrywki. A w nieudanym ogólnie, pechowym, szarpanym meczu Pucharu EHF z CSM Bukareszt, gdy inne zawodniczki pudłowały nawet z rzutów karnych to ona wzięła piłkę już po końcowej syrenie i rzuciła celnie z siódmego metra. Nie bała się presji i chyba dobrze wiedziała, że zespół jej ufa. Śmiało mogła zostać wybrana najlepszą obrotową turnieju Final 4 PGNiG Pucharu Polski, który zrealizowano w 2012 roku w Lublinie. Zasłużyła na to. To jej bramka została uznana za najefektowniejszą w dwudniowej imprezie, ale ostatecznie tytuł przypadł Patrycji Kulwińskiej. Może na pocieszenie, bo Vistal przegrał sromotnie w wielkim finale turnieju.
Drużyna SPR-u zakończyła tamten sezon na trzecim miejscu w lidze, ale mamy wrażenie, że dla Edyty brązowy medal miał wartość większą niż kilka złotych krążków, bo Danielczuk nigdy wcześniej nie grała tak wiele. Wielka szkoda, że problemy zdrowotne przeszkodziły w kontynuacji ciekawej kariery, ale wspaniale, że sportowa przygoda życia zwieńczona została złotym medalem w sezonie 2012/2013, a kolejne rozgrywki Edyta rozpoczęła już w nowej, równie odpowiedzialnej roli kierownika zespołu. Na boisku zawsze można było na nią liczyć, teraz nikt nie ma wątpliwości, że będzie znakomitą organizatorką. Nie tylko dlatego, że jej piękny uśmiech otwiera wszystkie drzwi.
Taka była i taka jest nasza klubowa legenda. Edyta Danielczuk.






