Aktualności
3 dni do finału: Te dziewczyny mają złoto we krwi!

- Nasze dziewczyny mają złoto we krwi. Wiedzą jak je się zdobywa, a Pogoń wie, że przyjeżdża do twierdzy Lublin, gdzie nie zwykła wygrywać spotkań - mówi Dorota Małek, była zawodniczka MKS Selgros w wywiadzie dla naszej strony klubowej.
Remis 1:1 w serii, zacięta rywalizacja, zespół wraca na swój parkiet na dwa mecze, które mogą zdecydować o mistrzostwie Polski... Co czuje się w takiej sytuacji?
Niesamowite podekscytowanie. Nasze dziewczyny od początku mówiły, że mają ogromny szacunek do Pogoni, a pierwsza lokata wywalczona w sezonie zasadniczym przez Szczecin budzi ich respekt. Myślę też, że dziewczyny się cieszą, że grają wreszcie u siebie, że liczą na publiczność, która ich wesprze. Towarzyszy im też na pewno stres, bo mimo że na takie mecze czeka się cały rok, to i tak wywołują dodatkowe emocje.
Czy faktycznie jest tak, że doping kibiców niesie zespół do walki, że ma to tak duże znaczenie, jak często się podkreśla w wywiadach?
Oj niesie! Choć z drugiej strony potrafi też związać ręce. Zawsze byłam zwolenniczką mówienia, że najlepiej skupić się w trakcie meczu na sobie i swoich zadaniach, ale wiem że przy lubelskiej publiczności można wiele zdziałać na boisku, a zespół niesiony dopingiem jest w stanie wspiąć się na wyżyny.
A czy presja związana z meczami finałowymi może sparaliżować drużynę?
Myślę, że nasza ekipa ma złoto we krwi i wie, jak się rozgrywa takie spotkania. Pamiętajmy, że graliśmy w Champions League i nie raz o mistrzostwo Polski. Nerwy będą na 100%, ale mamy tyle doświadczenia, że szybko poradzimy sobie ze stresem.
Zarówno Ty, jak i wiele Twoich koleżanek obecnie grających w MKS macie na koncie wiele tytułów. Czy jest tak, że wraz z kolejnymi mistrzostwami jest mniejszy stres, presja, paraliż? Krótko mówiąc; czy można do takich emocji przywyknąć?
Można się ograć w meczach o najwyższą stawkę i mieć w nich większe doświadczenie. Nerwy są zawsze, ale trudne spotkania sprawiają, że zespół jest zahartowany w ciężkich bojach. Nasza ekipa tak właśnie zahartowała się w tym sezonie po ciężkim jego początku. Ostatnio pokazała wielką klasę, szybko rozprawiając się z Piotrcovią i Startem.

Jak myślisz, co się dzieje w obozie Pogoni? Z jednej strony MKS zyskał przewagę psychologiczną, bo urwał jeden mecz w Szczecinie, z drugiej Pogoń pokazała klasę w meczu nr 2 podnosząc się z kolan...
Za to spotkanie szczeciniankom należą się gratulacje. Wykorzystały one naszą gorszą dyspozycję. Myślę, że koncentracja w naszym zespole była słabsza niż dzień wcześniej z racji wykonania planu minimum i urwania pierwszego meczu. Pogoń stoi teraz przed historyczną szansą wywalczenia złota. Ale nie wiadomo, co z ich liderką z Brazylii (w meczu nr 2 doznała kontuzji - przyp. aut.), dodatkowo rywalki wiedzą też, że Lublin to twierdza i rzadko kiedy tu zdołały wygrać. Tak było co prawda w zasadniczej rundzie, ale wtedy był inny rytm meczowy, dodatkowo graliśmy w Champions League. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek w play-off Pogoni udało się tu zwyciężyć. Jestem pewna, że Szczecin jest świadomy tego, że przyjeżdża do prawdziwej twierdzy.
Nasz zespół potrzebuje w tym momencie specjalnej mobilizacji, czy to jest ten etap, gdzie jest się na 100% nabuzowanym i stawka robi swoje?
Teraz ta drużyna potrzebuje wyłącznie czasu dla siebie. Dziewczyny same się świetnie motywują i wiedzą o co grają. Jestem za opcją, aby dać im całkowity spokój, adrenalina i tak będzie ogromna, zatem dodatkowe bodźce są zbędne.
Zakładam, że będziesz na obu meczach. Pytanie czy zbierasz jakąś ekipę złożoną z byłych zawodniczek, aby wspólnie wspierać drużynę?
Oczywiście będę w hali, będą tam też moje młode podopieczne i liczę, że będą głośno dopingować MKS. Co do koleżanek z boiska, to zawsze gdy spotykamy się na meczach siadamy razem, a zatem myślę, że i tym razem będzie tak samo.





