Aktualności
Aleksandra Rosiak: Wciąż docieramy się jako zespół

Rozmawiamy z Aleksandrą Rosiak, która podczas niedawnych Akademickich Mistrzostw Świata w Chorwacji zajęła wraz z reprezentacją Polski czwarte miejsce i z dorobkiem 31 bramek na koncie została wybrana MVP całego turnieju.
Jakie to uczucie zostać MVP Akademickich Mistrzostw Świata?
To bardzo duży zaszczyt, choć tak naprawdę moim zdaniem cała drużyna na to zapracowała. Nasz zespół powinien odebrać taką statuetkę, bo bez starań koleżanek moje nazwisko nie zostałoby wyróżnione.
Zajęcie czwartego miejsca w Chorwacji przyjęłyście w reprezentacji z niedosytem?
To była najgorsza lokata, jaka tylko mogła nam się trafić. Nikt nie lubi być tuż za podium. Moim zdaniem bardzo źle podeszłyśmy do półfinałowego meczu z Brazylią. Zagrałyśmy wtedy bardzo słabe spotkanie i widać było, że jesteśmy zmęczone, a trzy nasze zawodniczki są kontuzjowane. Zawężona rotacja w drużynie wpłynęła na to, że zarówno w obronie, jak i w ataku zaprezentowałyśmy się poniżej naszych możliwości. W kolejnym starciu z Koreą Południową niestety również nie wygrałyśmy i dlatego zakończyłyśmy tę imprezę na czwartej pozycji.
Jak oceniasz poziom turnieju w Rijece?
Myślę, że wszystko było w naszym zasięgu. Skoro potrafiłyśmy wysoko wygrać mecz z Hiszpanią, która była faworytem naszej grupy, to mogłyśmy wywalczyć w Chorwacji więcej, łącznie ze złotym medalem.
Podczas AMŚ trener Robert Lis powiedział, że zawodniczki, które nie pojechały na kadrę i zostały w Lublinie z pewnością trenują ciężej niż wy w Rijece...
Nie wiem, kto trenował ciężej, ale mam nadzieję, że nasz wysiłek był porównywalny. W ciągu siedmiu dni rozegrałyśmy sześć meczów, co było dla nas bardzo ciężkie. Tym bardziej, że z racji kontuzji grałyśmy właściwie wszystkie spotkania w pełnym wymiarze czasowym.
Przejdźmy do handballu klubowego. Co można powiedzieć o grze lubelskiej drużyny po pierwszych sparingach?
Na pewno jeszcze nie pokazujemy tego, co mamy grać w trakcie sezonu. Nowe zawodniczki dopiero wchodzą w ten zespół i aktualnie zgrywamy się wszystkie ze sobą. Mamy też pewne problemy z kontuzjami, ale ogólnie mam nadzieję, że na Węgrzech wypadniemy lepiej niż ostatnio w Elblągu.
W poprzednich sezonach MKS często pokazywał, że potrafi zwyciężać nawet pomimo osłabień kadrowych.
Zgadza się i oczywiście zamierzamy w każdym meczu walczyć o zwycięstwo, ale wiadomo, że jest lepiej i łatwiej, gdy każda z nas jest zdrowa i do dyspozycji trenera. Najważniejsze, że w drużynie mamy dobrą atmosferę i wzajemnie się wspieramy. To pomaga w przypadku kontuzji.
W wyniku urazów koleżanek, trener Lis wystawiał cię na turnieju w Elblągu na innej pozycji niż nominalna. Jak tam się czułaś?
W przeszłości grałam już jako środkowa, także nie jest to dla mnie całkowicie nowa pozycja. Choć na pewno inaczej gra się w PGNiG Superlidze i zarządza dziewczynami, które są ode mnie starsze, a inaczej to wyglądało gdy byłam właściwie dzieckiem. Myślę, że jeżeli będę dostawać takie podpowiedzi, jakie do tej pory dawały mi Kinga Achruk czy Vala Nestsiaruk, to sobie jakoś poradzę.
Przed wami przydatny sprawdzian w kontekście gry w eliminacjach Ligi Mistrzyń. Zagracie z sinymi rywalami zagranicznymi.
Właśnie z takimi przeciwnikami gra się najlepiej. Z ligowymi rywalami znamy się bardzo dobrze i wiemy, czego mniej więcej można się po nich spodziewać. Ekipy zagraniczne zawsze mogą nas czymś zaskoczyć, także pomysł wyjazdu na Węgry trzeba uznać za bardzo fajny. W dodatku, my obecnie na treningach nie mamy takiej możliwości, żeby zagrać między sobą, bo przez urazy brakuje nam zawodniczek. Dlatego dobrze, że na Węgrzech dostaniemy kolejne szanse na zgrywanie się. Wciąż docieramy się jako zespół. W najbliższych meczach chcemy wypaść możliwie jak najlepiej.





