LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Biało-czerwone zatrzymane przez Madziarki

news-big

 

Przerażająco wysokie ceny biletów jak na kieszeń przeciętniego Węgra sprawiły, że trybuny Audi Areny w Gyoer wypełniły się tylko w trzech czwartych. 

W pierwszej akcji meczu Izabela Prudzienica odbiła na słupek rzut Kingi Klivinyi, ponowienie w wykonaniu Zity Szucsanszki znalazło już jednak drogę do naszej siatki. Szybko wyrównała Karolina Kudłacz. Naszą grą dowodziła Karolina Siódmiak zmieniana w obronie przez Alinę Wojtas. Kapitan Kudłacz przeszła natomiast na lewą połówkę. Niestety, mimo niezłej gry w defensywie, pierwsze minuty nie były popisem naszych skrzydłowych – czystych pozycji nie wykorzystały i Karolina Zalewska i Kinga Grzyb, a Iwona Niedźwiedź wyrzuciła w tym okresie piłkę w aut.

W 9. minucie trzeci gol Karoliny Kudłacz przyniósł nam pierwsze prowadzenie, z którego cieszyliśmy się jednak raptem 20 sekund. Riposta Madziarek była okrutna i oznaczała trzy trafienia zdobyte pod rząd, w dużej mierze dzięki błędom własnym Polek. W 12.minucie zrobiło się już 3:6, nie tylko dlatego, że współgospodynie turnieju dużo lepiej rzucały z dystansu. Jeszcze w pierwszym kwadransie o czas musiał prosić Kim Rasmussen, ponieważ jego podopieczne były na „-4". Reprymenda na niewiele się zdała, ba, po powrocie na boisko Polkom odgwizdano grę pasywną! Niedługo potem na plac gry weszła do ataku Joanna Drabik, ale po raz kolejny w tym meczu Eva Kiss wygrała rywalizację z rzucającą z 9 metra Wojtas. Niedługo później zresztą wziął time-out, a tablica świetlna wskazywała wtedy jakże niekorzystny dla nas wynik 7:12.

Niestety, już do końca pierwszej połowie o postawie Polek nie można napisać nic pozytywnego. Wynik 7:14 mówił praktycznie wszystko. Biało-czerwone przed przerwą zaliczyły raptem kilka pozytywnych akcji w ofensywie, co zwyczajnie przerażało. Tak jak ledwie 18 rzutów odddanych przed zmianą stron na bramkę rywalek.

Pierwsze dwie bramki w drugiej połowie były dziełem Karoliny Siódmiak, choć dwukrotnie byliśmy też bliscy straty piłki w wyniku gry pasywnej. Węgierki szybko wróciły na w pełni bezpieczne +7. Gole z łatwością zdobywała nawet rezerwowa, masywnie zbudowana obrotowa Szabina Mayer. Przy stanie 10:19 w 37 minucie czas wziął nasz selekcjoner, ale poza zmianą Kingi Grzyb na Agnieszkę Kocelę i powrocie do bramki Izabeli Prudzienicy, nic nie zmieniło się w grze naszej ekipy.

Wszystko zapowiadało pogrom i uratować mogły nas już chyba tylko mniej doświadczone piłkarki drugiego składu. I to raczej po stronie współgospodyń imprezy. Ale te wcale nie chciały spisywać się gorzej niż stała ekipa Madziarek. Trener Nemeth trzymał rękę na pulsie i gdy pod koniec trzeciego kwadransa Polki zmniejszyły ogromne straty do siedmiu trafień, zawezwał swą drużynę na chwilę rozmowy. Walczyła, szarpała Karolina Kudłacz, była też bezbłędna z linii 7 metra, ale to zdecydowanie za mało. Zmarnowaliśmy niezłą postawę Izabeli Prudzienicy między słupkami, bo na niespełna sześć minut przed końcową syreną mogliśmy spokojnie zmniejszyć straty do czterech oczek, co w teorii oznaczałoby jeszcze cień nadziei chociażby na remis.

Na koniec przypomnijmy, że wygrana z Rosją przyniesie nam awans do rundy głównej w Debreczynie. Ale czy po takich dwóch tak kiepskich meczach możemy ją poważnie brać pod uwagę?

Polska - Węgry 23:29 (7:14)

Polska: Prudzienica, Gapska – Kudłacz 7, Siódmiak 3, Niedźwiedź 3, Zalewska 2, Wojtas 2, Gęga 1, Stachowska 1, Kocela 1, Pielesz 1, Kulwińska 1, Drabik 1, Grzyb, Janiszwska

Węgry: Kiss, Biro – Tomori 6, Mayer 6, A.Kovacsics 4, Triszczuk 4, Szucsanszki 3, Planeta 2, Erdosi 2, Pappne-Szamoransky 1, Bognar-Bodi 1, Meszaros, Klivinyi, Bulath, M.Kovacsicz

Sędziowali: Jiri Opava i Pavel Valek (Czechy)

www.handball.pl

Powrót do aktualności