Aktualności
Ciekawostki z Bukaresztu

Tradycyjna seria meczowych ciekawostek, tym razem związanych z rywalizacją w Bukareszcie.
Przerwana dobra passa – Do tej pory Rumunia dobrze kojarzyła się lubelskim piłkarkom. W sezonie 2000/2001 wyeliminowały Otelul Galati, w późniejszych latach wygrywały w Kozim Grodzie z Braszowem, a półtora roku temu nie dały szans Stiinty Baia Mare. Świetną serię przerwała dopiero przegrana z CSM w Bukareszcie.
Zdziwiona Vala – Gram w piłkę od wielu lat, ale tak dziwnego sędziowania jak w Bukareszcie to jeszcze nigdy nie widziałam – przyznała po sobotnim spotkaniu Valentina Nestsiaruk. Starsi arbitrzy z Bułgarii porozumiewali się wprawdzie z naszymi Białorusinkami po rosyjsku, ale często ich decyzji nie sposób było zrozumieć. Ani sercem ani rozumem.
Wdzięczność CSM – bardzo dobra organizacja pierwszego meczu w Lublinie zapadła tak mocno w pamięć włodarzom CSM, że w Bukareszcie skopiowali praktycznie wszystkie pomysły polskich działaczy. Wiceprezes klubu ze stolicy Rumunii przyznał, że zaimponowało mu przede wszystkim zachowanie Sabiny Włodek na spotkaniu technicznym w Lublinie. Nasza pani trener, widząc zakłopotanie na twarzy przybyszy w Bukaresztu zmieniła swój pierwotny wybór koloru bluz bramkarskich, dając możliwość gry w ulubionych trykotach golkiperkom CSM.
Czy ona jest mężatką? – Z dumą można podkreślić, że Sabina Włodek znakomicie reprezentowała SPR w Bukareszcie. Kompetentna, zaangażowana i uśmiechnięta szybko zjednała sobie sympatię organizatorów. Jeden z nich, wyraźnie oczarowany urokiem Sabiny, zapytał nawet lubelskiego dziennikarza, czy nasza trenerka jest mężatką.
Agata nie przyjedzie – Wynik spotkania w Bukareszcie rozczarował nie tylko kibiców naszego klubu, ale też Agatę Szukiełowicz-Genes – polską kołową francuskiego Mios-Biganos, z którym SPR mogłoby się zmierzyć w kolejnej rundzie Pucharu EHF. – Szkoda, liczyłam bardzo na przyjazd do Lublina – przyznała kapitan francuskiej siódemki.
Kibice nie zawiedli – Niestraszne im mrozy czy trudy wielogodzinnych podróży po Polsce i Europie. Mowa oczywiście o kibicach lubelskiej „siódemki”, którzy w sile prawie 30 gardeł stawili się w sobotę w Sali Polivalenta Rapid w Bukareszcie. Jaka szkoda, że po zakończeniu rywalizacji nie mogli świętować awansu swej ukochanej drużyny.
Pora na ligowe hity – na kolejne emocje w europejskich pucharach poczekamy przynajmniej 10 miesięcy, ale to nie koniec ciekawych wydarzeń w hali Globus. Już w środę, 16 listopada do Lublina przyjeżdża „czarny koń” PGNiG Superligi, AZS AWF Gardinia Wrocław, a trzy dni później – w sobotę 19 listopada wielki hit, czyli rywalizacja SPR – Vistal Łączpol Gdynia. Nasze zawodniczki liczą na gorący doping najlepszej publiczności w Polsce.





