Aktualności
Cieszę się z powrotu, w tym zespole jest wyjątkowy klimat

Rozmowa z Małgorzatą Stasiak, nową zawodniczką MKS Perła Lublin.
Jak wrażenia po pierwszych tygodniach pobytu w nowej-starej drużynie?
Trochę czasu minęło odkąd tu byłam ostatni raz... (Gosia grała w lubelskim zespole w latach 2011-2013 – red.) Jak wyjeżdżałam, ta ekipa była zupełnie inna. Ale teraz też jest tutaj bardzo fajnie (śmiech). Dziewczyny szybko mnie przyjęły, atmosfera jest świetna, wszyscy są uśmiechnięci, radośni, widać że mamy dobry klimat.
Zastałaś sporo nowych twarzy... wszystkie od razu rozpoznałaś?
To, że zmieniają się zawodniczki w danym zespole jest raczej naturalnym procesem, bo w każdym klubie zachodzą zmiany pokoleniowe. Mnie od razu tknęło jednak co innego; gdy wyjeżdżałam, to w piłkę grała jeszcze i trenowała z nami Iza Puchacz. Dzisiaj natomiast sprawdza się w roli trenerki. A że w zespole mamy świeżą krew? To jest potrzebne i naturalne w punktu widzenia rozwoju klubu.
Wiele słyszymy w wywiadach na temat trudnych powrotów po przewlekłych kontuzjach, rzadko się jednak mówi jak wygląda powrót do gry po urlopie macierzyńskim. To trudniejsze niż dojście do siebie po jakimś urazie?
Moje szczęście polegało na tym, że w karierze doznawałam raczej drobnych kontuzji. Najdłuższy rozbrat ze sportem trwał 4 miesiące, gdy miałam problemy z barkiem. Teraz powrót do treningów trwał znacznie dłużej. Po urazie znacznie szybciej zaczyna się rehabilitację, wchodzi w odpowiedni rytm. To kwestia kilku tygodni, nawet przy poważniejszych przypadłościach. Po porodzie jest inaczej. Owszem, ruszałam się, trenowałam, jednak nie były to takie aktywności, jakie podejmuje się podczas normalnej rehabilitacji.
Trener dał Ci określony czas na powrót do optymalnej dyspozycji, czy nie ma tutaj żadnych konkretnych założeń i deadline'ów?
Mądrze podchodzimy do tego tematu. Zobaczymy jak mój organizm zniesie obciążenia i kiedy wejdę w odpowiedni rytm.
A jak wygląda Twoja aklimatyzacja – ponowna – w Lublinie?
Świetnie! To nawet zabawna sprawa, bo mieszkam przy tej samej ulicy i mam tak samo blisko do hali, jak kiedyś. Dziewczyny bardzo sympatycznie mnie przyjęły, czuję, że to fajny powrót na przysłowiowe stare śmieci. Jestem bardzo pozytywnie nastawiona i cieszę się będąc w tak dobrym zespole. Codziennie widzę, ile każda z dziewczyn wnosi do niego, jak stara się na treningach i jak przyczynia się do naszego rozwoju. Wyniosłam więcej plusów niż minusów ze swojej przeprowadzki. W zasadzie jedynym minusem jest to, że jesteśmy daleko od naszych rodzin. Teraz mój synek może jeszcze nie wiedzieć kim są i jaką wartość mają babcia z dziadkiem, ale taki brak kontaktu może doskwierać.
Twój debiut w drużynie zbiegł się z powrotem do składu aż trzech kontuzjowanych zawodniczek. To sprawia, że pole manewru dla trenera Lisa jest naprawdę duże.
Przede wszystkim taka sytuacja pozwala nam w spokoju pracować, zaplanować treningi od A do Z, stwarza wielość taktycznych rozwiązań. Wcześniej tego nie było. Dla mnie to też dobra sytuacja, bo sprawia, że nie jestem pod żadną presją, mam komfort psychiczny; mamy w zespole zawodniczki w optymalnej formie, dające dużą jakość. Dzięki temu ja mogę spokojnie wracać do dobrej dyspozycji. Oczywiście chciałabym osiągnąć 100-procentową formę jak najszybciej, ale wiem, że nie ma co się spieszyć. Trener też daje mi tyle czasu, ile potrzebuję.
Mieliśmy długą, bo aż dwumiesięczną przerwę w rozgrywkach. Teraz jednak natężenie meczów będzie tak duże, że trudno będzie nadążyć. Granie w lidze, Pucharze Polski, wkróce dwumecz w Lublinie w ramach EHF Challenge Cup...
Zgadza się, styczeń jest bardzo napięty. Trener pewnie się cieszy, że może przy okazji takiego maratonu rotować szerokim składem, bo na każdą pozycję mamy po praktycznie dwie zawodniczki. To spory komfort. Dodatkowo dobrze przepracowaliśmy grudzień. Oby nas omijały kontuzje, a będzie dobrze.





