LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Drużyna mistrzowska pokona drużynę mistrzów

news-big

 

- Założeniem jest rozwinięcie tego, co jest już na dobrym poziomie i „przesunięcie” na poziom wyższy. To jest cel również i mojej pracy. - mówi w wywiadzie dla naszej strony dr. Kamil Wódka, nowy członek sztabu szkoleniowego MKS Lublin.

Psycholog sportu to chyba jeszcze niezbyt często spotykana w Polsce specjalizacja. Czy działacze klubowi, trenerzy dostrzegają potrzebę pracy drużyny z psychologiem?

Psychologia sportu jest dziedziną, która się w Polsce rozwija już od kilkudziesięciu lat. Inną kwestią jest fakt, że cały czas to wygląda u nas tak, że dużo więcej mówi się, że potrzebne jest przygotowanie mentalne i współpraca z psychologiem, niż ma to rzeczywiste przełożenie na realną współpracę. Kluczem jest to, że kolejne kluby i kolejne reprezentacje podejmują taką współpracę, która jest systematyczna i długofalowa.

Pan dotychczas w większym zakresie współpracował ze sportowcami w dyscyplinach indywidualnych, choćby z kadrą skoczków narciarskich i Kamilem Stochem. Czym różni się od typowo indywidualnego treningu praca z drużyną?

Może zacznijmy od początku, czyli od tego na czym ta praca może polegać. Założeniem jest wprowadzenie nowego rodzaju treningu, którego celem jest podniesienie umiejętności psychologicznych, które mają potem pozytywnie wpływać na wynik sportowy. Mówiąc inaczej na efektywność zawodnika (zawodniczki) w czasie rywalizacji. Pomóc w tym, aby zawodnik potrafił pokazać to, co umie nie w sytuacji treningowej czy sparingowej, ale w sytuacji realnej rywalizacji meczowej. Żeby być w tym zakresie pomocnym trzeba poznać specyfikę danego zawodnika, ja też i dyscypliny, którą uprawia i rozważyć, co będzie potrzebne, by tą efektywność podnieść. Jeśli to jest sport indywidualny to ważne jest inwestowanie w rozwój jednostki, jeśli natomiast jest to sport drużynowy to jest to z jednej strony dbanie o to, by budować drużynę i tu standardowo używa się takich haseł-celów do pracy jak budowanie „ducha drużyny", kształtowanie „chemii drużyny". Mówi się też o uzyskiwaniu zjawiska synergii, czyli takiej zależności, gdzie efekt końcowy działania nie jest tylko prostą sumą składowych na niego wpływających, gdzie „dwa dodać dwa" da coś więcej niż logicznie z tego równania wynikające „cztery". Tu jest duże pole do popisu dla całego sztabu i wszystkich zawodniczek, żeby z tych osób, które stanowią drużynę stale tworzyć coś, co będzie więcej niż sumą jednostek. Jest takie dobre hasło, które oddaje istotę tej pracy i jednocześnie pokazuje jej cel „Drużyna mistrzowska pokona drużynę mistrzów".
Drugi aspekt pracy z drużyną to dbanie o to by zawodnik się rozwijał indywidualnie - podnosił swoje kompetencje.

Niedawno rozpoczął Pan pracę z zespołem. Czy ma już pan pierwsze spostrzeżenia? To dość duża grupa, dodatkowo pracować Pan będzie z kobietami.

Z kobietami pracuje się troszkę inaczej, to są różnice naturalne i nie ma co udawać, że podejście do pracy z kobietami jest takie samo jak z mężczyznami. Inna jest ich wrażliwość, nie mnie rozsądzać czy mniejsza czy większa, ale inna i to wymaga innego podejścia. Mam już pewne doświadczenia, bo pracowałem z żeńską drużyną piłki ręcznej. Cała grupa jest dość liczna, jest to pewnego rodzaju wyzwanie, ale na pewno takie, które warto podjąć. W Lublinie grono zawodniczek jest liczne, kilka z nich dopiero przyszło do klubu, cześć z nich jest młodsza, cześć bardziej doświadczona. Zadanie polega na tym by rozwijać kolektyw w oparciu o te założenia, o których przed chwilą byłą mowa.

Skoro o wyzwaniach mówimy, to przed klubem rywalizacja w Lidze Mistrzów. Dla większości zawodniczek jest to nowa sytuacja, bo polska drużyna od dziewięciu lat nie grała na tym poziomie. Naturalnie więc rodzą się obawy co do rywalizacji na najwyższym poziomie z wydaje się silniejszymi rywalami.

Po pierwsze nie zakładajmy z góry, że te drużyny „na pewno" są mocniejsze, ponieważ jeśli się tą hipotezę „kupi", to potem można mieć z tego powodu pewne kompleksy, które niekoniecznie muszą być uzasadnione. Poza tym nie zostałem zaangażowany dlatego, że pojawiła się Liga Mistrzów, moje rozmowy z prezesem toczyły się od pewnego czasu. Idea mojej pracy w klubie jest taka, że nie pojawiam się po to by gasić jakiś pożar, czy w sposób nagły rozwiązać problemy. Mamy przecież do czynienia z zespołem, który sprawnie funkcjonuje, czego oczywistym dowodem jest chociażby to, że jest aktualnym Mistrzem Polski. Klub patrzy na to trochę z innej perspektywy.Założeniem jest rozwinięcie tego, co jest już na dobrym poziomie i „przesunięcie” na poziom wyższy. To jest cel również i mojej pracy. Po drodze jest Liga Mistrzów, oczywiście będziemy się do niej przygotowywać, ale nie jest to ostateczny punkt pracy. Nasza współpraca jest przewidziana na dłuższą perspektywę, jeśli wszystko będzie się układało pozytywnie, chciałbym żeby była to perspektywa lat. Zależy mi na wprowadzeniu pewnego zwyczaju, tak aby dla zawodniczek było oczywiste, że skoro chcą się rozwijać i inwestują w każdy obszar swojego funkcjonowania, czyli przygotowanie fizyczne, taktyczne i techniczne, to tak samo logicznym jest inwestowanie w przygotowanie mentalne i w tym celu jest zaangażowany trener mentalny.

Czy Pana praca opiera się na przygotowaniu i analizie, czy też będzie pan dawał wskazówki także w trakcie meczów?

Na pewno będę starał się być bardziej z boku i w tle, bez wybijania się nawet nie na pierwszy a nawet na drugi plan. Myślę, że podstawową zasadą, także w czasie meczu to „po pierwsze nie szkodzić". Czasem, gdy się chce zrobić za dużo, może się okazać, że taka pomoc jest nawet i szkodliwa. W pierwszej kolejności poznaję zespół i dyscyplinę. Szanuję hierarchię która jest także w sztabie szkoleniowym. Najważniejszą osoba jest główny trener, a ja jako jeden ze współpracowników powinienem być osobą, która przygląda się spokojnie z boku i w dyskretny sposób służy radą i wsparciem. Będę starał się być na meczach, bo to ważne by zobaczyć zawodniczkę w takiej sytuacji. Tak samo jak w sparingowej i treningowej i zebrać informacje, które mogą usprawnić działanie.

Często przy okazji meczów Ligi Mistrzów wspomina się o wielkim Monteksie. Takie porównania są dodatkową motywacją czy bardziej obciążeniem czy dana zawodniczka będzie w stanie dorównać legendzie.

Po pierwsze – ta historia może pokazać, że „można" i to z niej warto by zaczerpnąć. Dodatkowo można powiedzieć, że wiele z aktualnych zawodniczek jest na tyle młodych, że mają czystą kartę i będą ją zapisywać, oczywiście w klimacie szacunku dla tego, co było już osiągnięte.
Na sytuację związaną z grą na poziomie Ligi Mistrzyń możemy popatrzeć z dwóch perspektyw – że jest to presja, obciążenie, może i strach, a z drugiej, że jest to coś co może być wyzwaniem przyjemnym, pozytywnym odczuciem, czerpaniem przyjemności i radości z gry, cieszeniem się z tego że można grać na takim poziomie. I w tym drugim kierunku pójdzie moja praca. Zadaniem jest, aby jak najmocniej skupić się na tym, co my możemy zrobić, jak możemy się przygotować do wyzwań. Ważne, aby drużyna wychodząc na boisko chciała wygrać a następnie, żeby w czasie tego przebywania na boisku drużyna wiedziała, co chce zrobić i jak to realizować i walczyła.
Pytaniem jest także jak będziemy rozliczać zawodniczki – czy jeśli wyjdą na mecz skoncentrowane, będą realizowały przekazane im przez trenera zadania, będą walczyły o każdy metr boiska, ta walka będzie bez żadnych ustępstw – to wtedy warto taką postawę docenić, niezależnie od uzyskanego końcowego wyniku.
Rozliczanie wyłącznie wynikowe, szczególnie w sporcie, gdy na wynik wpływa tak wiele rzeczy, jest zadaniem nieco karkołomnym.

Mówi się że porażka więcej uczy niż zwycięstwo, jest coś w tym utartym haśle?

Porażka może więcej uczyć niż zwycięstwo w tym sensie, że możemy ją odpowiednio wykorzystać dla swojego rozwoju. Jeśli przydarzyła nam się porażka, przeanalizowaliśmy sytuację, w jakiej ona miała miejsce i rozumiemy, co do niej doprowadziło, to wtedy mogą z niej płynąć korzyści. Dlatego nie jestem zwolennikiem takiego podejścia, gdzie o porażce „trzeba jak najszybciej zapomnieć" z założeniem, że nie ma sensu jej analizować ani zastanawiać się, co do niej doprowadziło, bo „taki jest sport". Moim zdaniem dopiero po analizie tego, co funkcjonowało dobrze i zbudowaniu na tych wnioskach skutecznego planu działania na przyszłość, można się rozwinąć i dzięki temu przekuć tą porażkę w sukces. To właśnie mówię zawodnikom, kiedy zaczynam pracę, że wpisane w nią będą słabsze momenty, gorszej dyspozycji, to jest naturalne i będzie trzeba przez te momenty przejść żeby być mocniejszym.

Takim słabszym momentem może być powrót zawodniczki po kontuzji, istnieją jakieś sposoby, aby ten powrót był dla samej zawodniczki łatwiejszy?

To też jest kwestia bardzo indywidualna. Są zawodnicy, którzy podchodzą do kontuzji na zasadzie „zdarzyło się, ale już jest w porządku, wracam i nie ma problemu". Część zawodników ma jednak z tyłu głowy taką delikatną obawę. Zależnie więc od tego jakie są zapotrzebowania danej osoby, tak dobierane jest oddziaływanie. Jeśli zawodnik nie zgłasza obaw, czy też braku pewności czy dany narząd dobrze „zadziała", to uważam, że nie ma potrzeby, żeby w tym temacie nadmiernie „grzebać". Natomiast jeśli są zbyt duże objawy, to czasem konieczne jest podjęcie pewnego „treningu korygującego", pomagającego przywrócić wymagana pewność siebie.
Uważam, że już na etapie rehabilitacji warto pracować z każdym zawodnikiem również w wymiarze treningu mentalnego, aby przygotować do powrotu. Na zasadzie profilaktyki budować w zawodniku przekonanie, że będzie pewnie i zdecydowanie wykonywał określone ruchy i zadania.

Wiele się mówi o dodatkowym wsparciu, jakie dają drużynie kibice. Z punktu widzenia profesjonalisty, faktycznie „ściany pomagają"?

Dla części zawodników wsparcie kibiców to będzie coś uskrzydlającego i dodatkowo mobilizującego, u części może być to czynnik, który przemotywuje. Wpływ na taką reakcję ma na pewno posiadane zawodnicze doświadczenie, jak i między innymi typ temperamentu. Przeważnie gdy zawodnik jest pewny swoich umiejętności, to taki doping może go uskrzydlić. Oczywiście korzystnym jest, gdy zawodnik cieszy się, że gra u siebie, a jednocześnie skupia się na swojej pracy, a ta atmosfera dodatkowo go unosi. Jeśli jego przygotowanie jest ustabilizowane, a zadania do wykonania usystematyzowane i wpojone, to atmosfera w hali może być jak najbardziej pomocna.

 

Dr Kamil Wódka specjalizuje się w pracy ze sportowcami. Od pięciu lat mieszka w Lublinie i tu prowadzi praktykę zawodową, jest wykładowcą Wszechnicy Świętokrzyskiej, prowadzi konsultacje także w Krakowie. Trzykrotnie uzyskał nominację na Psychologa Olimpijskiego przy PKOL, towarzyszył Reprezentacji Polski podczas Igrzysk Olimpijskich w Vancouver. Przez ostatnie pięć lat pracował z kadrą skoczków narciarskich.

Więcej informacji na stronie psychologsportu.pl

Powrót do aktualności