Aktualności
Dżony gotowa do walki

- Mam nadzięję, że Monika Marzec będzie ze mnie dumna - mówi nowa kołowa MKS Lublin, Joanna Szarawaga.
Co było decydującym czynnikiem o wyborze MKS Lublin? Wiemy, że miałaś wiele innych propozycji z innych czołowych klubów z Polski.
Lublin jest mistrzem Polski, grają tu najlepsze zawodniczki, a do tego jest jeszcze trenerka Monika Marzec, która jest dla mnie przykładem i która obiecała pomóc mi w dalszym rozwoju. Wabikiem jest oczywiście też Liga Mistrzyń i możliwość występów w tych rozgrywkach.
Jesteś teraz jedną z najmłodszych piłkarek naszego klubu. Jak przyjęła cię reszta drużyny, w tym zawodniczki znacznie bardziej doświadczone od ciebie?
Na początku wstydziłam się, bałam się wszystkiego, stresowałam, ale dziewczyny okazały mi dużo ciepła, dlatego cała ta trema szybko minęła.
Na boisku tej tremy u ciebie nie widać, nawet trener Jankowski, nieskory przecież do wielkich komplementów, bardzo ciepło wypowiada się o tobie w wywiadach.
To również zasługa dziewczyn, właśnie Doroty Małek czy "Mani" Majerek, które udzielają mi wielu wskazówek na boisku, a ja szybko mogłam zintegrować się z nowym zespołem.
Zdajesz sobie sprawę, że podobnie jak Kasia Kozimur jesteś piłkarką dość anonimową dla większości naszych kibiców. Nie występowałaś wcześniej w PGNiG Superlidze. Możesz powiedzieć kilka słów o sobie?
Pochodzę z Dębna, tam zaczęłam grać, ale nie miałam wielkich perspektyw rozwoju, dlatego przeniosłam się do Koszalina. Tam spędziłam trzy lata, a potem przeprowadziłam się do Gliwic, do SMS, wiedząc, że w Szkole Mistrzostwa Spotowego najlepiej pogodzę treningi z nauką. Mam 184 cm wzrostu, to na pewno mój plus na boisku, choć w życiu prywatnym, jako kobieta, wolałabym mieć o kilka centymetrów mniej. Jestem waleczna, na boisku daję z siebie wszystko, natomiast dużo jeszcze mam do poprawienia w kwestii szybkości, obrony i zgrania z zespołem. Jestem silna fizycznie, resztę kibice zobaczą we wrześniu.
W tej obronie masz mieć bardzo ważne zadanie, jako druga, obok Ali Wojtas, z "wież" na środku.
Właśnie z Alą pracuję najwięcej, jest komunikatywna, dużo rozmawiamy, ma znacznie większe doświadczenie ode mnie, dlatego staram się czerpać od niej jak najwięcej.
Rozmawiałem w Elblągu z trenerem polskiej kadry młodzieżowej, Andrzejem Niewrzawą. Powiedział znamienne słowa, że mimo swoich 19 lat, jesteś mentalnie gotowa do gry w Lidze Mistrzyń.
Nie mam problemów ani z motywacją, ani taką siłą wewnętrzną. Mam wsparcie i ze strony bliskich, i ze strony trenerów, tak tu w Lublinie, jak w reprezentacji młodzieżowej. Teraz spoczywa na mnie większa odpowiedzialność, bo zostałam jedyną kołową i muszę czekać na powrót Asi Drabik.
Dawno nie mieliśmy piłkarki o tym imieniu w zespole, a teraz mamy już dwie i to na tej samej pozycji. Dostałaś już jakieś przezwisko dla ułatwienia?
Dziewczyny mówią na mnie "Dżony", co jest taką zmodyfikowaną wersją "Dżoany". Fajna ksywka, polubiłam ją nawet.
Wróćmy do osoby Moniki Marzec. Jesteś z nią umówiona na bliższą współpracę, ze względu na obecność w tym samym mieście?
Tak, trenerka powiedziała, że będzie przychodzić na nasze treningi, a czasem popracuje ze mną indywidualnie. Chciałabym pójść w jej ślady, nie ukrywam tego. Na razie i tak zanotowałam duży przeskok z pierwszej ligi do zespołu, który niedługo rozpocznie występy w Champions League. W przyszłości oczywiście chciałabym występować w kadrze seniorek, tak jak Monika. Mam nadzieję, że kiedyś będzie ze mnie dumna.
Na obu ostatnich turniejach MKS-u towarzyszyli ci rodzice. Masz jakieś sportowe tradycje rodzinne?
Mama pogrywała w piłkę ręczną, ale raczej amatorsko, mój tata natomiast uprawiał lekkoatletykę. Większość moich krewnych miała czynny kontakt ze sportem, może i dlatego teraz mam w nich tak duże wsparcie i mogę liczyć na ich obecność w dniu mojego debiutu w MKS, zarówno w Superlidze jak i w Champions League.
Jakie plany na najbliższe tygodnie?
Treningi, treningi i nareszcie chwila czasu, by zobaczyć dokładniej Lublin, który zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Potem liga, a od października zaczynam studia na WSSP. Kierunek? Fizjoterapia.





