LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Edyta Charzyńska: czuję wielkie wsparcie

news-big

 

Wychowanka Jutrzenki Płock coraz śmielej radzi sobie w pierwszym zespole MKS-u. Wcześniej znana głównie z występów w pierwszoligowym AZS UMCS, teraz staje się podstawową zawodniczką drużyny Sabiny Włodek. 

21-letnia rozgrywająca ze względu na problemy kadrowe, zmuszona jest grać na pozycji obrotowej. Radzi sobie bardzo dobrze, czym potwierdza swoją boiskową uniwersalność. Rozmawiamy z naszą "nową" kołową po meczu z Olimpią-Beskid Nowy Sącz.

Edyta, jak zdrowie?
- Nie narzekam. Jest dobrze, miałyśmy trudny okres przygotowawczy, ale trener Szymczuk wykonał kawał dobrej roboty i jak widać, wytrzymujemy. A jak u Ciebie?

Ja też nie narzekam. Pytam o zdrowie, bo w zaistniałej sytuacji każdy upadek którejś z was wywołuje u kibiców stan przedzawałowy?
- Musimy uważać , każda z nas zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji kadrowej, gramy kolejny mecz dziesiątką zawodniczek. Ale przecież nie położymy się przed rywalem. Przeciwnik przyjeżdża walczyć z nami o każdy punkt, o każdą bramkę. Taka sytuacja też nas dodatkowo mobilizuje i wzmacnia wewnętrznie.

Trudno też was rozszyfrować, w jakiej formie jesteście i na co was stać, skoro prawie połowa zespołu leczy kontuzje?
- Zgadza się. Końcówka każdego meczu jest dla nas dużym wyzwaniem, przecież musimy grać po 60 minut na pełnych obrotach. Mam jednak nadzieję, że z każdym kolejnym dniem dołączą następne zawodniczki i sytuacja stanie się łatwiejsza.

Mówisz o końcówkach meczu, ale z Olimpią-Beskid to początek spotkania był najsłabszy w waszym wykonaniu?
- Może to właśnie wynikało z tego, że od pierwszych minut nie chciałyśmy całych sił włożyć w ten mecz. Chciałyśmy je umiejętnie rozkładać. Biegać przez 60 minut nie jest wcale łatwą sprawą, można się wykończyć. Później jednak włączyły nam się nasze „motorki” , dałyśmy radę w drugiej połowie i pewnie wygrałyśmy.

Sabina Włodek musiała doprowadzić was do pionu w przerwie?
- Trenerka powiedziała nam, że musimy zagrać mądrzej, szybciej i trochę się pobudzić, wtedy na pewno będziemy grać lepiej. Każda z nas chyba wzięła sobie to do serca i faktycznie z każdą kolejną minutą wszystko zaczęło funkcjonować.

A Ty jak się czujesz na boisku. Wchodzisz dopiero w ten zespół?
- Gram na nie swojej pozycji, ale czuje się bardzo dobrze. Duża w tym zasługa koleżanek i naszych trenerek. Bardzo mi pomagają. Jeśli czegoś nie wiem, zapytam i momentalnie dostaje cenną radę. Wiele zyskuje rozmawiając z naszymi kontuzjowanymi obrotowymi. Przychodzą na treningi i mówią mi co robię źle, a co powinnam poprawić. Wiele czerpie z tych treningów i wiele mi to daje w dalszym rozwoju. Czuję wielkie wsparcie.

Nie grasz na swojej pozycji, ale z Vistalem zagrałaś bardzo dobrze, z Olimpią także. Nie myślałaś o tym, żeby zmienić pozycję i przejść z rozegrania na koło?
- (śmiech) Oj nie wiem, o tym zdecyduje trenerka.

To świadczy tylko o tym jak uniwersalną zawodniczką jesteś?
- Staram się jak mogę. Dobrze czuje się na kole, daje radę . Robię wszystko co w mojej mocy, chociaż nie jest łatwo. Jaka będzie moja przyszłość i pozycja w zespole? Zobaczymy.

 

Rozmawiał:
MG

Powrót do aktualności