Aktualności
Gawlik: Będzie okazja do rewanżu


- Zaliczyłyśmy dopiero co porażkę na gdyńskim parkiecie, więc należy szybko tę halę odczarować i walczyć o Puchar Polski - mówi w wywiadzie z naszą stroną Weronika Gawlik, bramkarka SPR Lublin.
Minęło kilka dni od meczu z Vistalem. Wspominacie jeszcze to spotkanie? Była jakaś specjalna analiza?
- Trudno nam nie myśleć o meczu, na wygranie którego była spora szansa. Oczywiście wraz z trenerami przeanalizowałyśmy przyczyny tej porażki i postaramy się zastosować wyciągnięte wnioski. Vistal jest, jak zawsze, mocną drużyną, więc nie pora popadać w czarną rozpacz, tym bardziej, że przed nami jeszcze ogrom spotkań. Bardzo dobra pierwsza runda daje nam obecnie pewien margines na drobne potknięcia, choć wierzymy, że to było ostatnie w obecnym sezonie. Okazję do rewanżu znajdziemy już niedługo.
Po trudnym styczniu, gdzie graliście praktycznie co kilka dni, po meczu w Gdyni był czas na chwilę oddechu?
- W zasadzie miałyśmy aż półtora dnia odpoczynku, bo na piątek i sobotę miałyśmy zaplanowane treningi. Niestety wszechobecna w tych dniach grypa dała o sobie znać, dopadając mnie jeszcze przed wyjazdem do Gdyni i zmusiła do nieplanowanego "odpoczynku" do końca zeszłego tygodnia. Od początku tygodnia pracujemy już ciężko z pozostałymi dziewczynami przed niedzielnym spotkaniem.
Teraz mecz ze Startem Elbląg, który po całkiem niezłym początku sezonu spisuje się słabiej, a trenerem elblążanek przestał być Jerzy Ciepliński.
- Sezon jest bardzo długi, a obecny system rozgrywek nie skreśla żadnego zespołu, który po dwóch rundach zmieści się w pierwszej ósemce. Co więcej, ten sezon obfituje w niespodzianki i pokazuje, że każdy zespół może wygrać z każdym.
W ubiegłym tygodniu odbyło się losowanie Final Four Pucharu Polski, który odbędzie się w Gdyni. Jak je oceniasz?
- Gdzieś musimy grać. Szkoda, że znowu nie u nas, jednak parkiet jest wielkim atutem a kibice i ściany pomagają osiągnąć lepsze rezultaty. Zaliczyłyśmy dopiero co porażkę na gdyńskim parkiecie, więc należy szybko tę halę odczarować i walczyć o Puchar Polski. Nie ma sensu oceniać losowania, jeżeli wcześniej znane są przeciwniczki. Możemy tylko żałować, że ten turniej nie odbędzie się u nas, jak w zeszłym roku. Lubelscy fani pokazali, że można przy takiej okazji stworzyć wspaniałą atmosferę i świetnie się bawić, wspomagając przy tym własny zespół. Będziemy miały okazję do odegrania się na zawodniczkach z Gdyni lub Lubina za ligowe porażki i postaramy się ją wykorzystać.

Miniony weekend był udany dla polskich drużyn, grających w europejskich pucharach. Uważasz, że klubowa piłka ręczna w Polsce idzie do przodu?
- Życzyłabym sobie tego jak wiosny po ciężkiej zimie.
Należy tylko żałować, że wśród tych drużyn nie ma SPR Lublin.
- Bardzo nam przykro, że nasza przygoda zakończyła się w taki sposób. Szkoda, bo mecze z nieznanym przeciwnikiem dużo dają w sensie rozwoju sportowego. Nigdy nie jest się do końca pewnym, co prezentuje dany zespół, podczas gdy na własnym podwórku wszyscy znamy się nawzajem. Z drugiej strony, dodatkowe wyjazdy to kolejne obciążenia finansowe dla wciąż walczącego z kryzysem klubu. Dla przetrzebionej kontuzjami drużyny, zmuszonej do gry praktycznie jedną siódemką, każdy kolejny mecz to duży wysiłek oraz ryzyko dalszego uszczuplenia stanu osobowego. Widać więc, że w każdej smutnej sytuacji można znaleźć pozytywną stronę.
W czerwcu reprezentacja Polski stanie przed szansą wywalczenia awansu do mistrzostw świata. Rywalem będą Szwedki. Jako jedna z kadrowiczek myślisz już o tym dwumeczu?
- Myśl o eliminacjach wciąż siedzi gdzieś z tyłu głowy, jednak w tym momencie należy się skupić na bieżących celach - dobrych rezultatach na ligowych parkietach i walce o Puchar Polski. Mecze ze Szwedkami odbędą się dopiero w czerwcu, jedyne co możemy teraz robić to ciężko trenować.
Rozmawiał Marcin Burek





