Aktualności
"Gęsia " o zdrowiu, złocie i następnym sezonie

To nie był łatwy finał dla MKS-u Selgros Lublin. Piłkarki ręczne Vistalu Gdynia postawiły bardzo trudne warunki, a lubelski zespół w dodatku przynajmniej w dwóch spotkaniach musiał sobie radzić bez jednej ze swoich liderek Marty Gęgi. Lubelska rozgrywająca bowiem zmagała się z dużymi problemami zdrowotnymi już od dłuższego czasu, które apogeum osiągnęły właśnie podczas finałów. Podczas środowego spotkania w galerii Olimp drużyny z kibicami, zawodniczka opowiedziała nam między innymi o swojej chorobie, rywalu, finale i lubelskich kibicach.
Bartłomiej Olek – LUBSPORT.PL: Na początku chciałbym się zapytać o pani zdrowie, ponieważ zabrakło panią też na liście powołanych na dwa eliminacyjne mecze na mistrzostwa świata z Ukrainą. To prawda, że czeka panią jakiś zabieg?
Marta Gęga – rozgrywająca MKS-u Selgros Lublin: Czeka mnie zabieg na serce. Nie jest on poważny, nie zagraża mojemu zdrowiu, także nic takiego się nie dzieje. Jednak niestety muszę go zrobić i wyklucza mnie on w tym roku z gry w kadrze.
A z przygotowań z zespołem do następnego sezonu?
To jest trzydniowy zabieg, po nim oczywiście czeka mnie trochę mniej wysiłku, ale normalnie będę zdolna do gry już od początku przygotowań do kolejnego sezonu.
Ale nie jest to związane z ostatnimi pani problemami zdrowotnymi przed spotkaniami z Vistalem Gdynia?
Nie, to nie ma nic wspólnego z tym. Jakiś czas temu dopadła mnie bardzo mocna grypa, musiałam się leczyć bardzo mocnymi antybiotykami i te moje absencje były spowodowane tylko i wyłącznie powikłaniami tej choroby.
W pierwszym finałowym meczu zagrała pani tylko kilka minut, w drugim już więcej i w trzecim w Gdyni też miała już pani grać, ale ostatecznie nie weszła pani na parkiet. Kiedy się okazało, że jednak nie może pani zagrać?
Wypadłam ze składu dosłownie minutę przed wejściem na parkiet. Po prostu nie byłam wstanie grać, dostałam wysoką temperaturę i sanitariusze zdecydowali, że pojedziemy do szpitala. I potem Sabinie Włodek trudno było ustawić na nowo cały zespół.
Kiedy pojawiły się te problemy z chorobą?
Już z Pogonią Szczecin grałam z temperaturą i ta choroba wlokła się za mną dłuższy czas. Dlatego też ciężko było mi się odnaleźć na parkiecie.
To dobrze, że wszystko skończyło się pomyślnie. Pani jest już zdrowa, a z Gdyni wróciła pani ze złotym medalem na szyi. Jak pani ocenia postawę Vistalu w tych finałowych spotkaniach?
Wydaję mi się, że Vistal postawił nam wysoko poprzeczkę, ciężko było nam się przebić przez ich obronę, zarówno u siebie, jak i na wyjeździe. Wydaję mi się, że to była ich mocna strona. Bardzo mnie cieszy to, jak zagrały młode zawodniczki z Gdyni. Pokazały charakter i że potrafią walczyć z każdym. Wydaję mi się, że właśnie dzięki takim młodym dziewczynom, które bardzo dobrze się rozwijają pod skrzydłami pana Pawła Tetelewskiego, w naszym kraju będzie większy poziom piłki ręcznej. Każdemu zespołowi życzę, żeby miał tak dobrze rozwijające się zawodniczki, bo wtedy handball w Polsce będzie coraz lepszy.
Czy kiedykolwiek brała pani udział w meczu, w którym były dwie dogrywki i o zwycięstwie jednej z drużyn rozstrzygnęły dopiero rzuty karne?
Nie, nie przypominam sobie takiego spotkania. Ani takiego, w którym grałam, ani takiego, którego miałam okazję oglądać.
A to spotkanie mogła pani oglądać w telewizji w szpitalu?
Nie, obejrzałam go dopiero następnego dnia. Natomiast wspólnie z naszym psychologiem sportu Kamilem Wódką śledziliśmy relacje w Internecie.
Już drugi mecz wygrałyście i zapewniłyście sobie 18. tytuł mistrza Polski. Jednak w przeciwieństwie do poprzedniego roku, sukces świętowałyście poza Lublinem. Dopiero dziś spotkaliście się z dużą grupą swoich kibiców w galerii Olimp. Jak ci się podoba?
Bardzo miłe spotkanie, świetnie zorganizowane. Jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ ci kibice byli z nami od początku i teraz też kończą z nami ten sezon. Czapki z głów dla nich i dziękuję im za wspieranie nas przez całe rozgrywki i za dzisiejsze przyjście.
www.lubsport.pl





