Aktualności
Joanna Drabik: każdy chce bić mistrza

Przed meczem z KPR w Jeleniej Górze rozmawiamy z naszą reprezentacyjną kołową, Joanną Drabik.
KPR Jelenia Góra. Zespół z dołu tabeli; 4 spotkania i tylko jeden zdobyty punkt. Jak mobilizować się na mecze z takimi rywalami?
Zawsze gra się trudniej z tego typu przeciwnikiem, ale po tym, co już się wydarzyło w tym sezonie, na pewno nikogo nie będziemy lekceważyć. Mamy zagrać swoje w obronie, swoje w kontrze i po prostu pewnie zwyciężyć.
Na chwilę wróćmy do wydarzeń z Piotrkowa Trybunalskiego: tam przez 10 minut może nie tyle pachniało sensacją, co mieliśmy bardzo niespodziewany przebieg spotkania; było już bowiem 7:4 dla Piotrcovii. To był wynik braku koncentracji? O słabym początku zdecydowały takie elementy, których w pierwszej kolejności trzeba unikać w Jeleniej Górze?
Nie, myślę, że nie było to spowodowane brakiem koncentracji. Wydaje mi się po prostu, że każdy zespół z którym gramy podchodzi do naszego meczu zgodnie z zasadą „bij mistrza”. Jest wyjątkowo zmobilizowany i zmotywowany na takie spotkanie. Piotrków bardzo mocno walczył, napierał, trudno nam się przez moment grało. Dopiero druga połowa to była nasza dominacja i duża przewaga. Wszystkie wtedy zagrałyśmy na fajnym, wysokim poziomie.
Niestety podczas spotkania doszło do przykrego incydentu z udziałem Agaty Wypych, która doznała groźnej kontuzji. Widziałaś tę akcję z najbliższej odległości, a niektórzy kibice gospodyń zarzucali Wam, w dużych emocjach i złości, nawet pewną złośliwość. Jak to w rzeczywistości wyglądało?
Wyszłam razem z Martą Gęgą do rzucającej, ale nie było faulu, ani nawet żadnego kontaktu. Dobrze to widać na jednym ze zdjęć, które ktoś wrzucił po tym meczu. Agata po prostu źle upadła i doznała kontuzji. To była bardzo przykra sytuacja i oczywiście nikomu nie życzę, aby spotkało go coś podobnego. Tym bardziej mi przykro, że doszło do tego w meczu z naszym udziałem. Zarzut, że mogła to być złośliwość ze strony którejś z nas to nonsens. Nikt nigdy celowo by komuś nie wyrządził krzywdy! A Agacie życzymy mnóstwo zdrowia i szybkiego powrotu na parkiet!
Dziwnie się gra ciągle poza Lublinem?
Tak. Nie ma co ukrywać, że najlepiej się gra u siebie. Ale może to i dobrze, że tyle teraz jeździmy? Zbliża się powoli zima, więc długie wyjazdy byłyby męczące, a tak czekać nas będzie wtedy wiele meczów w Lublinie.
Za nami cały miesiąc gościnnych występów, a przed nami... niemal drugie tyle.
Jest to z pewnością dziwne uczucie dla nas i przykre dla kibiców, którzy wreszcie chcieliby, żeby sezon rozpoczął się także w Lublinie. Nie dzieje się tak jednak z naszej winy. Z niecierpliwością czekamy aż wreszcie będziemy mogły zainugurować rozgrywki na Globusie.
Sezon dopiero wystartował, ale już mamy niespodziewanego lidera: AZS Łączpol Gdańsk. Mimo, że ten zespół rozegrał jeden mecz awansem, to jego obecność na pierwszym miejscu może być zaskoczeniem?
Nie wiem, czy to jest niespodzianka. Jak mówisz; to dopiero początek rozgrywek, różnice między zespołami są minimalne. Nam już teraz gry nie ułatwiają kontuzje, ale mam nadzieję, że to się szybko zmieni i wkrótce będziemy grać w pełnym zestawieniu.





