Aktualności
Karolina Kochaniak żegna się z MKS Perła Lublin

Porozmawialiśmy z Karoliną Kochaniak, która z powodów osobistych opuszcza drużynę mistrzyń Polski, MKS Perła Lublin.
Po roku gry w MKS żegnasz się z Lublinem. Dlaczego?
Niestety musiałam podjąć taką decyzję z powodów osobistych. Po prostu muszę być bliżej rodzinnego domu.
Wahałaś się, podejmując tę decyzję?
Tak, nawet bardzo długo. To nie była decyzja, którą podjęłam w ciągu jednego dnia. Tak jak jednak mówię, z powodów osobistych nie miałam innego wyjścia.
Jest ci żal, że ta przygoda kończy się tak szybko?
Oczywiście. Szczególnie że zrobiłam postęp i spędziłam tu fajny rok, nawiązując dobry kontakt z dziewczynami, trenerami, kibicami, którzy wspierali nas na każdym meczu, niezależnie od tego, czy grałyśmy u siebie, czy na wyjeździe. Szkoda mi, bo to był naprawdę dobry czas, zakończony zdobyciem pierwszego dla mnie mistrzostwa.
Chyba szkoda, tym bardziej że mimo że macie mistrzostwo, to nie mogłyście go świętować.
Niestety. Myślałam, że swojego pierwszego mistrza będę świętować bardziej niż w pojedynkę w domu. I tak jednak bardzo się cieszę, że udało nam się zdobyć złoto.

Mówiłaś, że to był fajny rok. Jak możesz ocenić cały sezon w swoim wykonaniu?
Szczerze mówiąc, nie lubię takich ocen, wolę, żeby oceniał mnie trener, czy chociażby kibice. Wydaje mi się jednak, że dzięki temu, że w tym sezonie występowałam w Lublinie, zrobiłam naprawdę spory postęp, krok naprzód. Na pewno zmierzyłam się z rywalami z górnej półki, bo gry w Lidze Mistrzyń, czy Pucharze EHF nie da się porównać do meczów w Superlidze. Myślę, że cały sezon mogę więc ocenić pozytywnie.
Był taki mecz, który wpłynął na ciebie wyjątkowo, ukształtował cię w jakiś sposób?
Chyba każde spotkanie w Pucharze EHF, tym bardziej że grałyśmy w nim okrojonym składem i nie zawsze było „kolorowo”. Mimo to trzeba było wziąć się w garść i walczyć do końca, nie można było się poddać. Myślę, że właśnie to było wyjątkowe dla każdej z nas i każda z nas wyciągnie z tych meczów wyjątkową lekcję.
No właśnie. Dla ciebie był to pierwszy rok w MKS, a szybko musiałaś wziąć odpowiedzialność za zespół, bo te bardziej doświadczone zawodniczki wypadły ze składu z powodu kontuzji. To było trudne?
Z jednej strony tak, a z drugiej nie jestem zawodniczką, która stawia dopiero pierwsze kroki w Superlidze. Przez to, że było nas mało, każda z nas musiała wejść w swoją rolę i robić to, co potrafi najlepiej. Wiedziałyśmy, że nie ma alternatywy, nie ma nikogo innego, kto może wziąć na siebie odpowiedzialność, zrobić coś za nas.
Widzisz szanse na powrót do MKS w przyszłości?
Ja – tak, jestem tylko ciekawa, czy klub też by tego chciał. Zobaczymy, jak się życie potoczy, bo, jak pokazuje moja sytuacja, bywa różnie. Chciałabym, by w przyszłości udało mi się jeszcze zagrać w biało-zielonych barwach.
Są szanse na to, że w przyszłym sezonie zobaczymy cię w Lublinie w barwach innej drużyny z Superligi?
Nie wybrałam jeszcze co prawda klubu, ale myślę, że tak. Zawsze chętnie tu wrócę.
A jak w ogóle mijają ci teraz dni? Jesteś jeszcze w Lublinie?
Nie, wróciłam do Szczecina. Do Lublina na pewno przyjadę zabrać swoje rzeczy i pożegnać się z dziewczynami, trenerami, klubem. Mam nadzieję, że będzie możliwość, by się spotkać. Aktualnie trenuję indywidualnie na tyle, na ile mogę. Czekam, aż to wszystko minie i będzie można na spokojnie wyjść z domu.





