LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Legendy MKS #25 - Kamila Skrzyniarz

news-big

 

Był rok 2006. Do Lublina wraz z trenerką Ewą Kruk miało trafić kilka młodych zawodniczek z Kielc, ale ostatecznie kontrakt podpisała jedynie ona. Dziś, gdy MKS Perła mierzy się z drużyną ze stolicy świętokrzyskiego, jej serce bije mocniej dla Lublina. Nic dziwnego, bo to właśnie tu przeżyła najpiękniejsze lata swej sportowej kariery . Kamila Skrzyniarz – bohaterka dzisiejszego odcinka cyklu 25 legend na 25 lat.

Można zastanawiać się, bo nie dysponujemy odpowiednimi badaniami, która zawodniczka w historii MKS dysponowała najlepszym startem i przyśpieszeniem na pierwszych dwóch-trzech krokach. Do głowy momentalnie przychodzą nazwiska skrzydłowych - Sabiny Włodek, Joanny Wodniak (Obrusiewicz), Iwony Nabożnej, ale wśród rozgrywających nie było chyba szybszej piłkarki od Kamili Skrzyniarz.
Urodziła się w Kielcach pod panieńskim nazwiskiem Drogosz i pochodzi z usportowionej rodziny. Jej bliskim krewnym był słynny pięściarz Leszek Drogosz, medalista olimpijski, nazywany „czarodziejem ringu”. Jego pomnik znają doskonale kibice piłki ręcznej, bo stoi przed wejściem do Hali Legionów. Kama waleczność i determinację została więc w genach, a gdy trafiła na najwyższą ligową półkę, musiała od początku mieć świadomość, że chętnych do gry w pierwszym składzie Lublina jest bardzo wiele. Niezrażona tym, że czasem dostanie tylko kilka czy kilkanaście minut na udowodnienie swej przydatności, dawała mocne impulsy, wchodząc na boisko. Już w swym pierwszym sezonie w ówczesnym SPR miała ogromny wkład w efektowne i wcale niełatwe zwycięstwo 3:0 w finałowej konfrontacji z Piotrcovią. Trzecie spotkanie rozgrywane w hali Relax miało scenariusz godny sportowego thrillera. Mało kto pamięta, że indywidualne krycie dostała Dorota Małek, tymczasem Kamila, ustawiona po jej prawej stronie, znakomicie przejęła rolę liderki. A trzeba pamiętać, iż barw Piotrcovii broniły wtedy byłe lub przyszłe zawodniczki naszego klubu, że wspomnimy o Kristinie Svatko (Repelewskiej), Justynie Alberciak (Jurkowskiej), Hannie Strzałkowskiej czy Iwonie Niedźwiedź. Jako humorystyczną ciekawostkę dodajmy, że protokół z tamtego meczu zamieszczony na stronie federacji w drużynie gospodyń przedstawia niejaką Kingę …Polonez.
W kolejnych sezonach Kamila mogła posmakować gry w Europie, gdzie w 2008 wraz z ekipą SPR dotarła do ćwierćfinału Pucharu EHF, ulegając w dwumeczu późniejszemu triumfatorowi rozgrywek – HC Dinamo Wołgograd. To był największy sukces poza krajowym podwórkiem MKS od dobrych sześciu lat, a przecież trudno było nazwać ówczesną sytuację organizacyjną ustabilizowaną.
Pierwszy okres gry Kamili w Kozim Grodzie zakończył się w 2011. Coraz większe problemy finansowe, a także chęć gry w dłuższym wymiarze czasowym były głównym powodem powrotu Skrzyniarz do rodzinnych Kielc. Powrotu jakże udanego, bo doświadczenie zdobyte w Lublinie okazało się wprost nieocenione. Z 157 bramkami w 28 ligowych meczach Kama (wraz z Bułgarką Stefką Agovą) została najlepszą snajperką KSS , a na wiosnę 2013 z kielczankami dotarła aż do ćwierćfinału Pucharu Challenge, eliminując po drodze francuskie MIOS. Nic więc dziwnego, że Lublin upomniał się o „swoją” zawodniczkę, a także o utalentowane Honoratę Syncerz oraz Joanną Drabik. No, ale jeśli Kamila w styczniu 2013 zdobyła 14 goli (!) w meczu z naszą ekipą, dała wyraźny sygnał trenerowi Edwardowi Jankowskiemu, że warto znów jej zaufać. Wypada wręcz żałować, że w tym okresie Skrzyniarz nie dostąpiła zaszczytu występu w reprezentacji, bo nigdy nie ukrywała, że jest to jej sportowe marzenie. Szybkość, dynamika, a także nadgarstek to cechy, które miała absolutnie na europejskim poziomie.
2013 rok to zatem czas powrotu do ukochanego Lublina oraz debiutu w Lidze Mistrzyń. To również początek drugiej pięcioletniej kadencji w Kozim Grodzie, używając tej prezydenckiej terminologii.
Kto myślał, że Kamila będzie tylko wzmocnieniem w ligowych meczach, szybko zmienił zdanie. Jakże szkoda, że jej 8 goli w konfrontacji z zaprzyjaźnionym FTC Budapeszt w prestiżowych rozgrywkach Champions League nie przełożyło się na punkty naszego zespołu. Zabrakło niewiele, ale rok później przyszedł udany dwumecz z Metz Handball i trzy punkty wywalczone przez MKS. Kamila, z powodzeniem grająca i na środku, i na prawym rozegraniu dołożyła swoją cegiełkę, wpisując się do protokołu w obu spotkaniach. A swą piękną karierę z Lublinem w sercu zwieńczyła potrójną koroną w 2018, choć w ostatnim okresie borykała się z problemami zdrowotnymi.
Na osobny akapit zasługuje determinacja Kamili i silna psychika, która pozwoliła jej przetrwać najtrudniejsze chwile. Życiorys kielczanki mógłby posłużyć za fabułę filmu, rzadko bowiem się zdarza, by jedna osoba musiała dźwigać na barkach tak wiele bolesnych przeżyć. Zmarły w 2012 Leszek Drogosz byłby bardzo dumny. Dumna jest też cała rodzina MKS. Gdy Kama wróciła do Lublina, słyszała często jakże znamienne słowa „witaj w domu”. Dziś możemy napisać – witaj w gronie klubowych legend.

 

 

Powrót do aktualności