Aktualności
Marta Gęga: Zamierzam wejść w rozgrywki pełną parą

O nadchodzącej rundzie, powrocie po kontuzji, zgraniu zespołu i innych kwestiach rozmawiamy z Martą Gęgą.
Ostatnio musiałaś pauzować z powodu naderwanego mięśnia. Czy już wszystko w porządku z twoim zdrowiem?
Pod koniec roku powoli wchodziłam w rytm treningowy, żeby nie odnowić sobie kontuzji. Wiadomo, że fizycznie czuje się jeszcze trochę słabiej, bo przez dwa tygodnie byłam poza treningiem. Jednak nie poddaje się i nie jestem mięczakiem. Starałam się pomóc drużynie w ostatnich sparingach, na ile mogłam. A w lidze to już w ogóle nie będzie żadnych wymówek, więc zamierzam wejść w rozgrywki pełną parą.
Przerwa w zmaganiach w PGNiG Superlidze była dość długa, więc na pewno tęsknicie za walką o punkty?
Oczywiscie. Zwłaszcza jeśli mowa o grupie zawodniczek, która nie pojechała na kadrę, tylko została tutaj w Lublinie. Nawet oglądając mecze na mistrzostwach chciało mi się grać i wejść na boisko, by pomóc dziewczynom. Ale taka przerwa też jest dobra i dużo wnosi. Czasami nawet się śmieje, że lepiej jak ktoś odpocznie.
Wspomniałaś o mistrzostwach Europy. Jak ci się podobały?
Mocno trzymałam kciuki za Francuzki, z sentymentu do kraju, w którym spędziłam w przeszłości dużo czasu. Chociaż byłam też za Rosjankami, bo grają naprawdę bardzo dobrą, mocną piłkę ręczną. Wydaje mi się, że na tych mistrzostwach nie miały sobie równych. Zaskoczyło mnie to, że podczas turnieju było dużo błędów i nonszalancji w grze. Może to było spowodowane zmęczeniem zawodniczek? Wiele dziewczyn wypowiadało się, że po prostu powinna być jakaś przerwa przed zgrupowaniami kadry czy turniejami. Zmęczenie miało wpływ na liczbę błędów we wszystkich meczach.
Trener Lis mówi, że zgranie waszego zespołu jest coraz lepsze. Też to czujecie na boisku?
Na pewno, choć ciężko mi wypowiadać się o całym okresie przygotowawczym, gdyż miałam kontuzję i nie wystąpiłam we wszystkich sparingach. Ogólnie jestem w tej drużynie już szósty rok. Jak nie będzie mnie dwa tygodnie czy miesiąc, to wracam do składu z powrotem i wiem, co mam grać. Nie potrzebuje dużo czasu, żeby się ponownie wkomponować. Każda z nas ma podobnie. Dlatego jestem optymistycznie nastawiona do kolejnej rundy.
Zawodniczki, które dołączyły do drużyny latem mówią, że są zdecydowanie bardziej oswojone z taktyką, a w pierwszej rundzie bywało im ciężko ze "złapaniem" wszystkich założeń, co było widać w niektórych meczach...
My naprawdę jesteśmy bardzo wyrozumiałym zespołem. Wiele zależy od dobrej atmosfery w drużynie. Staramy się dobrze przyjmować nowe zawodniczki, żeby czuły się swobodnie. Pamiętamy, że w zeszłym sezonie trener mówił, że zaczniemy grać dopiero w kwietniu i tak było (śmiech). Dlatego nastroje przed nadchodzącymi meczami są jak zawsze bojowe.
Poruszyłaś wątek atmosfery, a mówi się, że ją najbardziej budują wyniki. Dlatego teraz najważniejsze będzie pierwsze zwycięstwo w nowym roku z EKS Startem Elbląg?
U nas w drużynie i chyba w każdej innej jest tak, że porażki bardziej scalają zespół. Wydaje mi się, że z przegranych meczów wyciągamy jeszcze więcej niż z wygranych. I to jest budujące. Choć wiadomo, że każda porażka boli, niezależnie od tego z jakim rywalem i że lepiej nie przegrywać (śmiech). Oczywiście, że chcemy zacząć rok od zwycięstwa. Myślę, że jak uzupełnimy naszą grę o wszystko to, co robiłyśmy ostatnio na treningach i jak przełożymy to na przyszłą rundę, to wyjdziemy z tego obronną ręką.
A czego życzysz sobie i kibicom w 2019 roku?
Wytrwałości, by zmieniać to, co zmienić można. Pogody ducha, aby pogodzić się z tym czego zmienić nie można. I mądrości aby odróżnić jedno od drugiego.





