LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Marzyłam o grze tutaj

news-big

 

Na wstępie wypada chyba zapytać o twoje pierwsze lubelskie impresje.

Paulina Masna: Czuję się tu bardzo dobrze, mamy fajną ekipę i jestem bardzo pozytywnie nastawiona przed nowym sezonem, moim pierwszym tutaj.

Wychowywałaś się w Karczewie, raptem 150 km od Koziego Grodu, ale czekałaś długie lata, by trafić do MKS.

Do Lublina przyjeżdżałam wielokrotnie, już jako juniorka, kibicować dziewczynom w europejskich pucharach. Organizowaliśmy wycieczki z Karczewa, siadałam w najwyższym rzędzie hali Globus, chłonęłam tę atmosferę i robiłam tonę zdjęć. Byłam bardzo podekscytowana, mogąc śledzić szczypiorniak na najwyższym poziomie w Polsce. Tu się przyjeżdżało zobaczyć dobrą piłkę ręczną.

Marzyłaś wtedy o tym, by z roli sympatyczki MKS stać się piłkarką naszego klubu?

Z tyłu głowy miałam taką myśl, takie marzenie, nie ukrywam.

Z jedną z klubowych legend łączy też cię przezwisko.

Rzeczywiście, dziewczyny mówią do mnie „Mania”, tak jak nazywano Małgorzatę Majerek. Znam historię klubu, mam wielki szacunek do wspaniałych dokonań, do tej marki, do mistrzowskiej tradycji i chciałabym być częścią nowego rozdziału.

Kilka ostatnich sezonów spędziłaś poza granicami Polski, dlatego nie wszyscy kibice kojarzą cię z boiska.

Jestem prawą rozgrywającą, leworęczną zawodniczką, ze sporym już bagażem doświadczeń. W naszej lidze występowałam w Olimpii Beskidzie Nowy Sącz, Pogoni Szczecin i w Łączpolu Gdańsk, skąd trafiłam do ligi szwedzkiej, do zespołu Boden, a potem do Rumunii.

Trafiłaś pod skrzydła słynnego Pera Johanssona, który z reprezentacją Szwecji zdobył we wspaniałym stylu srebrny medal EHF Euro 2010. Jaki to człowiek?

- To człowiek o największym temperamentem, jakiego znam. Często go wręcz ponosi, bo nienawidzi przegrywać. Nigdy wcześniej nie pracowałam z trenerem, który dostawałby tyle żółtych kartek , ale zawsze jego ogromną zaletą była motywacja przekazywana drużynie. W Szwecji miałam bardzo intensywny okres kariery, musiałam poprawić się siłowo, biegowo, bo przeżyłam zderzenie z inną piłką ręczną.

Grałaś tak dobrze, że Johansson poprosił o kontakt do ówczesnego selekcjonera Polski, Leszka Krowickiego, by rekomendować cię do naszej reprezentacji.

Per nie miał takich mocy, ale był to na pewno bardzo miły gest. Dużo zyskałam jako zawodniczka, choć szczególnie zimą bywało w Boden ciężko, ze względu na klimat, aurę. Proszę sprawdzić na mapie, to prawie tysiąc kilometrów na północ od Sztokholmu.

Mało kto wie, że pomagałaś naszej drużynie w czasie zwycięskiej drogi do Challenge Cup.

Po wyeliminowaniu Rincon Fertilidad Malaga wydawało się, że półfinałowym rywalem MKS będzie szwedzki Kristianstad. Miałam na dysku nasze ligowe spotkania z tym zespołem, więc gdy poproszono mnie o pomoc, nie wahałam się nawet sekundy. Pamiętaj, że od zawsze miałam sentyment do Lublina. Szwedki w ostatniej minucie straciły awans na rzecz tureckiego Ardesen GSK, więc koniec końców moje materiały nie zostały wykorzystywane.

Z zimnej Szwecji trafiłaś do zupełnie odmiennej Rumunii, gdzie zaczęłaś znakomicie.

W Baia Mare miałam chyba najwyższą formę sportową i ten początek, do czasu kontuzji, rzeczywiście należał do bardzo udanych. Ogromna w tym zasługa trenera, którym był Costica Buceschi, prywatnie ojciec bardzo znanej piłkarki Elizy. To było najbardziej intensywne pół roku w mojej karierze.

Czy dziś jesteś już w pełni zdrowia, gotowa na 100% do pracy w sezonie przygotowawczym?

Tak, na nic nie narzekam. Nie mogę się już doczekać grania w nowym zespole, w tym zestawieniu personalnym. Co ciekawe, mijałam się w poprzednich klubach z kilkoma obecnymi piłkarkami Lublina, ale nigdy nie grałyśmy w jednej ekipie. Oczywiście, mimo kilku lat poza Polską, cały czas śledziłam na bieżąco rozgrywki, nie mam więc zaległości.

Po raz pierwszy w seniorskiej karierze będziesz tak blisko domu?

Tak, rodzina już ma ochotę przyjechać w odwiedziny. To fajna odmiana, takie zupełne novum w moim życiu po 13 godzinach jazdy do Rumunii. Jeśli ktoś jeszcze narzeka na polskie drogi, powinien kiedyś pojechać do tego kraju, a szybko zmieni zdanie. Dziś dzieli nas półtorej godziny, więc na pewno karczewianie będą znów częstymi gośćmi w hali Globus.

Powrót do aktualności