Aktualności
Na początku 60% to talent


Zapraszamy do lektury wywiadu z naszą bramkarką - Weroniką Gawlik
Cel minimum zrealizowany – oceniają media dwa pierwsze starcia z Vistalem.
Trudno się z tym nie zgodzić. Niedzielna wygrana była wręcz wyszarpana po niezwykłej walce, bo to ostatnie sekundy meczu zadecydowały o tym, że nie była potrzebna dogrywka. Wróciłyśmy do Lublina w dobrych humorach po bardzo ważnym zwycięstwie. W sobotę natomiast zagrałyśmy nie na tyle dobrze, by zwyciężyć i jesteśmy tego świadome.
Świąteczna przerwa wybiła z rytmu chyba obie drużyny, bo w sobotę poziom był znacznie niższy niż dwa tygodnie wcześniej w pucharze Polski.
W pucharze Polski poszło nam wyśmienicie, wygrałyśmy zdecydowanie oba mecze, ale Vistal 1 kwietnia nie postawił nam wysoko poprzeczki. W Lublinie przyjezdnym gra się trudno, bo nasi kibice pomagają nam w ogromnym stopniu. Ściany zawsze pomagają gospodarzom, co pamiętam jeszcze z meczów w Rudzie Śląskiej, gdzie potrafiłyśmy pokonać i Zagłębie i SPR. W najbliższy weekend chcemy wykorzystać ten wielki atut, jakim jest gra przed własną publicznością.
Ostatnie miesiące to bardzo dobry okres w Twoim życiu. Zbierasz zewsząd komplementy, a po meczach pucharu Polski rozmawiał z Tobą Antoni Parecki – trener bramkarek naszej reprezentacji. Czego dotyczyła ta rozmowa?
Trener udzielał mi dodatkowych wskazówek, co mogę poprawić w swej grze i pogratulował mi postawy w meczach o puchar Polski.
Była mowa o powołaniu na najbliższe zgrupowanie reprezentacji?
Nie, o tym mowy nie było, choć oczywiście chciałabym znów być powoływana do reprezentacji, bo już w niej zaliczyłam kilka spotkań. Jestem ambitną osobą, ale decyzja należy zawsze do trenera. Wysoką formę pokazuje Ania Baranowska, wróciła do gry Gosia Gapska, dlatego konkurencja jest duża. Może przyjdzie kiedyś moja kolej.
W obu meczach w Gdyni z Vistalem udało Ci się obronić rzuty karne. Masz jakiś swój własny sposób na przechytrzenie rywalek?
Przy rzutach karnych bramkarka teoretycznie ma niewielkie szanse na obronę. W sobotę Loredana Mateescu oddała mi praktycznie piłkę w ręce, bo widocznie chciała powtórzyć przerzutkę, którą pokazała w Lublinie, ale zagranie nie było udane technicznie. Rzut Sabiny Kobzar odbiłam „na fantazji”, to też dobry sposób (śmiech).
Jak układa się Twoja współpraca z Anią Baranowską? Był taki okres, gdy mogłaś czuć się mniej doceniana, broniłaś niewiele, a to „Czajna” była zdecydowanym numerem 1. Dziś eksperci podkreślają, że SPR ma dwie bramkarki na wysokim poziomie i od dłuższego czasu nie schodzicie poniżej pewnego pułapu.
Ania miała bardzo dobry początek sezonu, dlatego trudno było wtedy oczekiwać, że będę często pojawiała się na parkiecie. Dostałam kilka szans od trenera i starałam się je wykorzystać . Nasza współpraca przebiega wzorowo, co widać chyba na meczach, bo uzupełniamy się, dajemy sobie nawzajem wskazówki i wspieramy się, tak jak przystało nie tylko na koleżanki z drużyny, ale na przyjaciółki. Z tego miejsca pozdrawiam ją i dziękuję za wiele obronionych piłek.
Dzięki innym koleżankom z drużyny – Kristinie Repelewskiej i Sabinie Włodek – mogłaś też poprowadzić trening bramkarski ze studentami WSSP. Jak oceniasz to nowe doświadczenie w Twoim życiu?
Z dorosłymi studentami były to moje pierwsze spotkania i przyznam, że nie było łatwo nauczyć ich kilku elementów. Gibkość trenuje się latami, a pewne ruchy bramkarek są trudne nawet dla piłkarek z pola. Czasami było więc zabawnie, ale to bardzo cenne doświadczenie. Na zmianę z Anią Baranowską opiekuję się też młodymi bramkarkami trenującymi pod okiem Moniki Marzec.
Jakie rady mogłabyś dać dzieciakom, które marzą o karierze bramkarza w piłce ręcznej?
Kiedyś czytałam, że na początku przygody z piłką ręczną proporcje są następujące: 60% talent, 40% praca. Potem wszystko się zmienia i to praca staje się najważniejsza. Na pewno na bramce ważny jest wzrost, choć są bramkarki niewysokie, które wypracowały swój styl i nie odbiegają od tych znacznie wyższych. Gibkość i szybkość, a także refleks to na pewno podstawa. Do tego myślenie, bo przynajmniej 30 minut, czyli głównie podczas akcji drużyny przeciwnej trzeba być maksymalnie skoncentrowanym. Ogólnie, nie jest to łatwa robota, ale kocham to, co robię.
Wybiegając kilka dni do przodu, widzisz SPR w finale PGNiG Superligi?
Marzę o tym, chcę zagrać jak najlepiej, chcę by zespół zagrał jak najlepiej, a nasi kibice ponieśli nas do zwycięstwa.





