LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Nie róbmy dramatu po jednym nieudanym meczu

news-big

 

Panie trenerze, to pytanie może zabrzmieć dziwnie, ale... jak samopoczucie po pierwszej w tym sezonie i pierwszej w pańskiej trenerskiej karierze porażce?
Powiem tak: lepiej, że ona przyszła już teraz, a nie w jakimś gorszym, newralgicznym momencie. Ale ten moment tak czy inaczej musiał nadejść; to część sportu: porażki są jego naturalnym elementem. Nie robię z tego dramatu, chcę także aby dziewczyny w siebie nie zwątpiły. Uczulałem je na to od początku sezonu, aby w momencie gdy przegramy jakiś mecz, nie było załamania. Mógłbym się żalić i tłumaczyć na wiele sposobów tę przegraną, ale zostawię to dla siebie. Nie chcę wylewać gorzkich żali. Cóż, bywa, po prostu. Teraz szykujemy się do kolejnego meczu i liczę, że w dziewczynach jest sportowa złość.

Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że w meczu ze Startem kibice oglądali nieco inną, słabszą drużynę, niż w poprzednich spotkaniach?
Nie przesadzałbym z takimi ogólnikami. Nie uważam, aby to było załamanie formy. To był po prostu ciężki mecz z rywalem z wyższej półki, do tego na jego terenie. Po słabej pierwszej połowie, w której kiepsko spisywał się nasz blok defensywny, w drugiej podnieśliśmy się, nasza gra wyglądała dobrze, odrobiliśmy straty i doprowadziliśmy do remisu. Mieliśmy piłkę na przełamanie, niestety nie wykorzystaliśmy tego i to się zemściło.

No właśnie; wydawało się, że po rewelacyjnym pościgu w drugiej połowie i po tym, jak nasza drużyna odbudowała się w bardzo trudnym momencie, mamy już Start „na widelcu”...
Niestety zdecydowały niuanse. Elbląg grając w przewadze wyszedł na plus jeden, my nie odpowiedzieliśmy i straciliśmy inicjatywę, przegrywając ostatecznie mecz.

Jak drużyna zareagowała psychicznie na tę – bądź co bądź niespodziewaną – porażkę?
Po powrocie do Lublina już na pierwszym treningu robiliśmy wszystko, aby nie było po tym meczu śladu w naszej psychice. Mamy to szczęście, że sportową złość, która w nas siedzi, będziemy mogli szybko wyładować, bo kolejny mecz gramy w bardzo krótkim odstępie czasu.

Nie wspomnieliśmy jeszcze o problemach zdrowotnych. A tych już na pierwszym etapie sezonu mamy od groma; w Elblągu trener nie mógł skorzystać z Alesii Mihdaliovej, Kamili Skrzyniarz, Oli Uzar, Eleny Petkovskiej, Sylwii Matuszczyk, a do tego pod koniec meczu urazu nabawiła się Gosia Rola...
Nasze treningi to jakaś masakra... Przy tak zdziesiątkowanej kadrze nie ma szans, żeby przećwiczyć cokolwiek zarówno w ataku, jak i obronie. Ale liczę na to, że sytuacja będzie się zmieniać. „Rolka” powinna szybko wróćić do gry. Sylwia Matuszczyk miała podejrzenie bardzo poważnej kontuzji kolana, na szczęście uraz okazał się mniej groźny. Dochodziły do nas złe wiadomości, ale po konsultacjach okazało się, że jej powrót do gry nastąpi szybciej; być może kibice zobaczą ją już w dwumeczu z Macedonkami w ramach EHF Challenge Cup. Zaznaczam jednak przy tym, że jeśli nie będzie w 100% zdrowa, nie pozwolę jej grać. To nie ten moment sezonu, abyśmy mogli z czymkolwiek ryzykować. Alesia ma 30 października kontrolę i jeśli wszystko będzie dobrze – a taką mam nadzieję – to od 1 listopada powróci do treningów. Zobaczymy jak będzie podczas nich wyglądać i jak szybko będzie nadawać się do gry. Myślę, że może powrócić już w meczu z Macedonkami, choć tutaj także nie będziemy podejmować niepotrzebnego ryzyka. Kamila Skrzyniarz ma się coraz lepiej; w najbliższych dniach czeka ją wizyta u lekarza i wydaje się, że w ciągu 3-4 tygodni zobaczymy ją na parkiecie. Ola Uzar z kolei wróci prawdopodobnie na początku stycznia.

Początek sezonu jest dość specyficzny; już po kilku kolejkach mieliśmy długą przerwę rezprezentacyjną, potem maraton meczów wyjazdowych, do tego doszły problemy zdrowotne. To wszystko chyba ma wpływ na to, że ciężko jest spokojnie realizować założony wcześniej plan i szlifować wysoką formę?
Dużo ludzi mówi, że nam mecz w Elblągu nie wyszedł. Owszem, było sporo minusów, ale każdy kij ma dwa końce; można dostrzec też sporo pozytywów. Choćby gra w ataku: dochodziliśmy do czystych pozycji, nieźle rozgrywaliśmy akcje. Bramkarka Startu grała jednak fenomenalnie, to trzeba jej oddać. Trzy bramki, które traciliśmy po ostatniej syrenie to mylący wynik. Tam wystarczyła jedna akcja na naszą korzyść minutę, dwie przed końcem i mielibyśmy odwrotny rezultat.

Niektórzy po tym spotkaniu rzucali złośliwe hasła, że jak przegrywamy ze Startem, to z Zagłębiem nie mamy czego szukać. Chciałby Pan coś odpowiedzieć na takie komentarze?
Jeżeli ktoś tak mówi, to znaczy że kompletnie nie zna się na sporcie. Popatrzmy na to, jak grało Zagłębie w Kobierzycach; przegrywało prawie cały mecz, dopiero pod koniec uratowało zwycięstwo. Jeśli ktoś nas skreśla po jednej porażce, to nie jest prawdziwym kibicem. My wierzymy, że tacy są cały czas z nami i będą nas wspierać także w gorszych chwilach. Ciężko, żebyśmy po trzech miesiącach wspólnej pracy, do tego w utrudnionych warunkach, osiągnęli magiczne efekty. Czegoś takiego w sporcie nie ma. Cierpliwości... Apeluję o spokój; porażki to element sportu i zdarzają się każdemu, ale przed nami jeszcze mnóstwo gry i jeszcze więcej pracy. Wierzę, że to zaprocentuje i liczę, że prawdziwi kibice będą z nami!

Powrót do aktualności