LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Patrycja Królikowska: Mamy dużo wniosków do wyciągnięcia

news-big

 

Z naszą skrzydłową rozmawiamy m.in. o pierwszej części sezonu, nadchodzących wyzwaniach i "kociej" kawiarni.

Od kilkunastu dni przygotowujecie się do drugiej rundy obecnego sezonu. Z jakimi nadziejami wróciłyście do treningów?
Z tymi samymi nadziejami, co przed rozpoczęciem sezonu. Na pewno jesteśmy jeszcze bardziej gotowe do pracy, bo każda z nas miała trochę czasu, by odpocząć. Naszym atutem jako drużyny będzie to, że jesteśmy bardziej zgrane niż po letnim okresie przygotowawczym.

Zimowy okres przygotowawczy jest krótszy niż letni, ale wydaje się dość intensywny...
Latem jest miesiąc przerwy od treningów i w tym czasie mamy nakazane by jak najwięcej odpoczywać. Wiadomo, że po czterech tygodniach, gdy ciało się regeneruje, to ruszenie "z kopyta" do pracy jest naprawdę ciężkie. Oczywiście, większość trenerów zaleca w przerwie letniej rower, pływanie, czy inną aktywność, którą dana zawodniczka lubi, żeby głowa odpoczywała. Leżeć i nic nie robić to my przecież nie potrafimy (śmiech). Zimą jest zupełnie inaczej, bo gdy wracasz do trenowania po tygodniu wolnego, to nie odczuwasz takiej różnicy.

Jakbyś podsumowała pierwszą część sezonu?
Poza małymi potknięciami, które zdarzają się nawet najlepszym, to wydaje mi się, że są pozytywy. Na pewno fajnie byłoby dalej grać w europejskich pucharach, ale skupianie się przez cały tydzień na jednym meczu ligowym też ma swoje atuty. Przed nami dużo pracy. Mamy też dużo wniosków do wyciągnięcia. Strata czterech punktów do Zagłębia nie jest duża, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nam już nie mogą przydarzyć się wpadki i zrobimy wszystko, by ich uniknąć.

A jaka to była dla ciebie runda pod względem indywidualnym?
Poza zawieszeniem i złamanym nosem, nie było tragedii. Jednak te wykluczenia stanowiły sporą część minionej rundy, więc nie można jej oceniać kolorowo. Chciałabym, żeby było lepiej. W drużynie od początku czułam się bardzo dobrze i nie miałam problemów z aklimatyzacją. Dagmara Nocuń, Aneta Łabuda i Sylwia Matuszczyk mieszkają obok mnie i od początku pomogły mi wejść do zespołu. A teraz, przez to, że nie mam auta, to podwożą mnie na treningi (śmiech).

Część waszego składu ma za sobą występ na mistrzostwach Europy, które nie były udane. To może mieć wpływ na postawę w klubie?
Nie sądzę. Każda z zawodniczek musi teraz skupiać się przede wszystkim na tym, co dzieje się w klubowej drużynie. Jesteśmy profesjonalistkami i porażki są wpisane w nasz zawód. Gdybyśmy miały rozpamiętywać długo każde niepowodzenie, to nasze głowy nie poradziłyby sobie z tym i nie grałybyśmy zawodowo w piłkę.

Przeniosłaś się do Lublina po latach gry w Szczecinie. Jak się czujesz w naszym mieście?
Dobrze. Jednym z moich ulubionych miejsc jest pewna kocia kawarnia. Ludzie tam sobie przychodzą, piją kawkę, jedzą ciacha i mogą kupić smakołyki dla przebywających w lokalu kotów. Koty mają tam swoje drapaki, półeczki, można je pogłaskać. Jest naprawdę przyjemnie, zwłaszcza dla takich "kociar" jak ja (śmiech).

Powrót do aktualności