LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Poznaj ksywy naszych zawodniczek!

news-big

 

Zastanawialiście się kiedyś jakimi ksywkami nazywają się wzajemnie piłkarki MKS Perła Lublin? Czy wiecie która z zawodniczek biało-zielonych to "Bąbelek", a która to "Lama"? Przedstawiamy cały przekrój pseudonimów w naszym zespole. Każda z dziewczyn opowiada o swoich ksywkach:

Kinga Achruk
To chyba nie będzie dla nikogo zaskoczenie, że najczęściej nazywają mnie "Kinia". Kiedyś miałam też ksywę "Byździora", od mojego panieńskiego nazwiska, ale mało kto o tym wiedział.

Gabriela Besen
Większość osób mówi do mnie po prostu "Gabi" lub "Gabica". Natomiast członkowie mojej rodziny mówią do mnie "Bea", ale to jest zarezerwowane wyłącznie dla nich.

Weronika Gawlik
Wszyscy mówią na mnie "Wera". Na boisku ciężko krzyczeć "Weronika", bo to zbyt długie imię. Chociaż trener próbuje i nawet mu to wychodzi, ale pewnie tylko dlatego, że stoję na bramce. Jakbym grała w polu, to bym wciąż biegała po parkiecie i mogłabym nie słyszeć (śmiech).

Marta Gęga
Wołają na mnie "Gęsia". Takie swego rodzaju zdrobnienie od nazwiska. O żadnej innej mojej ksywie mi nic nie wiadomo (śmiech).

Aleksandra Januchta
Kiedyś na zgrupowaniu kadry wymyślono mi tę ksywę, ale właściwie to nie pamiętam dlaczego (śmiech).

Zagadka od Małgorzaty Stasiak: Nie tylko w naszym zespole mamy "Pysię", ponieważ pewien polski sportowiec też ma taką ksywę. Osobie, która zgadnie o kogo chodzi, stawiam czekoladę!

Agnieszka Kowalska
W klubie najczęsciej nazywają mnie "Koci", od panieńskiego nazwiska Kocela. Natomiast w czasach, gdy grałam w Jeleniej Górze, to wołali na mnie "Robak". Może dlatego, że byłam taka chuda? W sumie to nie wiem (śmiech).

Patrycja Królikowska
Chyba od małego, z powodu mojego nazwiska zawsze byłam "Królikiem". Nigdy mi to nie przeszkadzało i lubię tę ksywę.

Aneta Łabuda
Mówią na mnie "Mała", chyba z racji wzrostu (śmiech). Na dzień dzisiejszy nie mam innych ksywek, choć po drodze było dużo różnych. Teraz jeszcze muszę namówić trenera, żeby mówił do mnie po ksywie, bo póki co zwraca się do mnie po imieniu.

Sylwia Matuszczyk
W sumie to w moim przypadku nie ma tylko jednej ksywki. Mam ich kilka i można powiedzieć, że każda dziewczyna nazywa mnie inaczej. Zwracają się do mnie chociażby "Syla", "Sikki", "Ru", "Ruda" i coś by się jeszcze znalazło, więc jest tego naprawdę mnóstwo.

Mia Moldrup
Różne osoby zwracają się do mnie w różny sposób. W świecie piłki ręcznej zazwyczaj jestem po prostu nazywana po imieniu. Mia to krótkie imię, które łatwo wymówić chyba na całym świecie, więc pewnie dlatego nikt nie wymyśla mi żadnych pseudonimów. Ale kto wie, może się jakiegoś dorobię w lubelskim klubie. Natomiast najwięcej ksywek ma dla mnie moja mama, ale nie będę ich zdradzać (śmiech).

Valentina Nestsiaruk
W lubelskiej szatni mam ksywę "Bąbelek", bo najczęściej do pozostałych dziewczyn zwracam się per "bąbelku" i tak jakoś zostało. Z kolei w kadrze narodowej od dawna wołają na mnie "Timon", bo miałam kiedyś ustawiony na telefonie dzwonek z bajki "Timon i Pumba". Dobrze, że nie zaczęli wtedy nazywać mnie "Pumba" (śmiech).

Dagmara Nocuń
W sumie to nie mam żadnej ksywy. Po prostu wołają na mnie "Daga", czyli skracają moje imię.

Aleksandra Rosiak
Najczęściej nazywają mnie "Rosi". Natomiast trener mówi na mnie "Lama" i tak też się przyjęło w drużynie, dlatego niektóre z dziewczyn również się do tak do mnie zwracają. Wszystko wzięło się od tego, że trener stwierdził swoim bystrym okiem, iż mój tatuaż z lwem wygląda jak lama (śmiech).

Małgorzata Stasiak
Mam paręnaście ksyw. Najczęściej używana to "Suchar". Kiedyś, jak byłam w SMS-ie to była jedna taka starsza koleżanka, która nazywała się Ania Baranowska, teraz Wysokińska. I ona, często by zaimponować młodszym koleżankom, opowiadała kawały. Jednak były one straszliwie suche, a ja nie bałam się skrytykować Ani i stwierdziłam, że jest słaba i wali suchary. Ona odparła, że to ja jestem sucharem i tak zostało.

Joanna Szarawaga
Od początku gry w piłkę ręczną mówią na mnie "Dżony" (śmiech). Po latach od "Dżoany" doszło do "Dżonego", przybierając po drodze różne formy, w tym np. "Dżonatan". Każdy wybiera swoją ulubioną wersję (śmiech).

Ewa Urtnowska
Raczej całe życie byłam po prostu "Ewką" i żadne ksywy się mnie nie trzymały. Ale może tutaj w nowym zespole dostanę jakąś, która się przyjmie? Czas pokaże.

Powrót do aktualności