LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Presja utrudnia pracę, ale sobie z nią radzę

news-big

 

Presja nigdy nikomu nie ułatwia pracy, ale trzeba umieć sobie z nią radzić. Lubelskie środowisko zawsze było wyjątkowo wymagające, a ja jestem do tego przyzwyczajona - mówi Sabina Włodek w rozmowie z portalem mks.lublin.pl.

Za nami trudne dni i bolesne porażki z Indeco oraz Vistalem. Jak wygląda atmosfera w drużynie po tych przegranych?
Na pewno takie mecze mobilizują. Zdajemy sobie sprawę z tego, że wygraną w Gdyni straciłyśmy przez 12 minut słabości w ataku. W obronie było świetnie, a świadczy o tym ilość straconych bramek. Miałyśmy problemy w ataku pozycyjnym i stąd strata punktów. Ale w zespole jest pełna mobilizacja, mamy świadomość, że to dopiero początek sezonu. Wiadomo; mamy inną formułę rozgrywek i każde stracone punkty bolą podwójnie, ale to jest do odrobienia.

Pojawiło się sporo zarzutów ze strony kibiców, że Sabina Włodek nie kontroluje zespołu, nie radzi sobie, nie ma pomysłu... Jak Pani odniesie do tego?
Myślę, że przez trzy lata broniły nas wyniki. Porażki zdarzają się każdemu, to nic nowego w sporcie. On nie jest systemem zero-jedynkowym. Gdybyśmy patrzyli tylko na to, kto jest faworytem i przyznawali z tego tytułu punkty, to z góry moglibyśmy ustalać wynik każdego meczu. To jest jednak sport, każdy walczy o zwycięstwo, a na mecze z mistrzem każdy wyjątkowo się mobilizuje i spręża. Jak wygramy pięć spotkań, jest to szeroko przyjęta norma, gdy przegramy jeden, to jest to wielka sensacja. Lubelskie środowisko jest specyficzne, bardzo wymagające i przyzwyczajone do zwycięstw i medali. Tutaj oczekiwania są zdecydowanie większe, niż w innych miastach. Jest sporo wylewania gorzkich żali, ale rozumiem to, jestem w Lublinie od ponad 20 lat.

Ciężko się pracuje, gdy nad głową, po niemal każdej porażce, ciąży hasło „trener musi odejść”?
Na pewno nie jest to łatwe. Dużo lepiej się pracuje, gdy jest spokojna, wolna głowa. Ale na nas zawsze była i będzie presja. To niczego nie ułatwia, ale trzeba po prostu z tym sobie radzić.

A miała Pani myśli, żeby to wszystko rzucić w kąt i zostawić piłkę ręczną?
Ten sport to jest całe moje życie. Od małego jest moją fascynacją i miłością, oddałam się piłce ręcznej całkowicie. Oczywiście czasem chodzą mi różne myśli po głowie i może najłatwiej byłoby dać sobie spokój, ale ja to po prostu kocham.

Wracając do spraw bardziej przyziemnych; po reformie rozgrywek każda porażka boli podwójnie; zmniejsza szanse na mistrzostwo i mówiąc wprost: każe liczyć na potknięcia innych...
Sezon jest bardzo długi. Oczywiście; teraz każdy punkt ma większą wagę, ale przed nami jeszcze wiele grania w pierwszej rundzie, potem runda rewanżowa, a następnie kolejne dwa etapy grania z najlepszymi. Jest mnóstwo meczów na odrobienie strat, a druga faza sezonu będzie trochę innym wymiarem fazy play-off.

Niestety już na początku sezonu nie omijają nas problemy, zwłaszcza na rozegraniu. Nie ma w składzie Iwony Niedźwiedź, wypadły też Ola Rosiak, Edyta Charzyńska... Kiedy można spodziewać się pełnego składu?
Czekamy na to. Mamy rzeczywiście kłopot na rozegraniu. Nie dość, że jest sporo kontuzji, to jeśli jeszcze któraś ze zdrowych dziewczyn nie ma dnia, to dopiero jest prawdziwy problem... Ale Edzia jest już „w treningu”, pojedzie z nami prawdopodobnie do Piotrkowa. Ola Rosiak za 10 dni ma konsultację lekarską w sprawie kontuzjowanej kostki. Nie zapominajmy o Oli Januchcie, która też nam wypadła, problemy ma także Gosia Rola, której zabraknie w niedzielę. Takie coś boli, i to bardzo.

Jakie słowa pocieszenia można znaleźć w takim momencie. Tak po ludzku; co można powiedzieć kibicom, aby zapewnić ich, że – mówiąc kolokwialnie – będzie dobrze?
Przez te wszystkie lata nie zawodziłyśmy. Wielokrotnie mówiło się, że nie mamy składu na tytuł, a my go zdobywałyśmy. Mam nadzieję, że i tym razem tak będzie, a wiara w nasz zespół nie upadnie.

Powrót do aktualności