Aktualności
Raport z Hiszpanii #3: Pierwszy krok wykonany, pora wracać

Półtorej dekady temu pewien trójmiejski działacz stał twardo na stanowisku, że sens Pucharu Challenge zaczyna się dopiero od półfinału. Twierdził, że wcześniejsze rundy nie wnoszą nic pod względem sportowym, a kosztują polskie drużyny nawet więcej niż występy w bardziej znanych rozgrywkach. Słowa te nie do końca oddają rzeczywistości MKS Perły w tym sezonie.
Już ćwierćfinałowa konfrontacja z Rincon Fertilidad Malaga przyniosła nie lada emocje, a rywal z Hiszpanii był z pewnością tej samej klasy, co turecki Ardesen GSK. W obu wspomnianych przypadkach o powodzeniu naszej drużyny decydowały rewanże, szczególnie ich drugie połowy, gdy wyraźnie zaznaczała się przewaga „Perełek Lisa”. W niedzielę 6 maja w miasteczku Telde na Wyspach Kanaryjskich MKS wykonał pierwszy krok w kierunku zdobycia Challenge Cup. Za tydzień w hali Globus zaczniemy wszystko od stanu 22:22, a szał radości przyniesie nam każde , nawet najbardziej symboliczne zwycięstwo.
Iza Puchacz, która w 2001 triumfowała w Pucharze EHF doskonale pamiętała, że wyjazdowy mecz finałowy w Koprivnicy również zakończył się remisem. W Lublinie zaś Montex odprawił Podravkę siedmioma bramkami, więc byłoby wspaniale, gdyby historia zatoczyła koło. Skoro los chciał, że nie pojechaliśmy znów do Chorwacji, niech powtórzą się zdarzenia sprzed niespełna dwóch dekad.
Niedziela przebiegła nam bez problemów. Nie było opóźnień, nieplanowanych zwrotów akcji, kolejny raz z bardzo dobrej strony pokazał się hotel w Maspalomas, w którym mieszkaliśmy, co na tle wszelkich marcowych komplikacji w Maladze zrobiło na nas świetne wrażenie. Jeśli już trzeba by do czegoś się przyczepić, można mieć pewne wątpliwości, czy sędziowie Roberto Scevola i Tal Alperan powinni byli przywieźć miejscowym działaczom włoskie produkty kulinarne i czy ta sama dwójka arbitrów winna przyjeżdżać dwukrotnie na Wyspy Kanaryjskie w ciągu kilku miesięcy. W Italii nasza ukochana dyscyplina, zwana tam „pallamano” od lat nie może się wyrwać ze stagnacji, stąd nie dziwią dość proste błędy sędziów z tego kraju w niedzielnym spotkaniu.
Sam mecz z dziennikarskich stanowisk oglądało się bardzo dobrze. Zawiodła nieco frekwencja, bo na trybunach zasiadło niespełna półtora tysiąca widzów, a organizator tuż przed rozpoczęciem zawodów zapraszał widzów zza bramek, by przynieśli się na dwukrotnie droższą trybunę główną, bo to zawsze lepiej wygląda w telewizji.
Weronika Gawlik zapytana o to, ilu jej znajomych i członków rodziny obejrzy niedzielne starcie na Globusie, odparła, że pewnie będzie to pół hali, a gdy doda się znajomych znajomych i, uwaga, znajomych znajomych znajomych obiekt zapełni się do ostatniego miejsca. Trudno zresztą, żeby w ogóle któryś z fanów naszej drużyny nie kojarzył pani kapitan, która w Telde zdecydowanie wygrała swoisty pojedynek z Silvią Navarro. Na kole królowała Joanna Drabik, choć potwierdziły się wcześniejsze obserwacje, że obrotowa gospodyń Haridian Rodriguez stanowi spore zagrożenie, będąc zresztą najlepszą snajperką Rocasy w lidze hiszpańskiej i Pucharze Challenge. Dużą karierę ma przed sobą Seyna Mbengue, która niedawno podpisała nowy trzyletni kontrakt z klubem. Plusik można postawić przy nazwiskach kilku innych lubelskich szczypiornistek, choć nie sposób oprzeć się wrażeniu, że potencjał naszej drużyny w ataku jest znacznie większy i w hali Globus powinniśmy zdobyć pokaźniejszą liczbę bramek. Niesamowitym charakterem wyrwaliśmy cenny remis, wychodząc z drobnych tarapatów, jakim był niekorzystny stan 20:22 na półtorej minuty przed końcem.
Po obiedzie ekipa MKS Perły udała się na zasłużony relaks i regenerację. Wszystkie piłkarki zażyły kojącej kąpieli w oceanie, o czym zaświadcza chociażby filmik na naszym facebookowym profilu, tym bardziej, że woda była naprawdę ciepła. W chwili, gdy pewnie wielu z was czyta tę relację, mistrzynie Polski są już w drodze do Koszalina. Prosto z lotniska Las Palmas Gran Canaria MKS ruszył w poniedziałkowy poranek do Berlina, a stamtąd już klubowym autokarem na jeden z ostatnich meczów ligowych. Jeśli czegoś zazdrościć piłkarkom Rocasy, to tylko faktu, że do najbliższej niedzieli nie muszą rozgrywać żadnych spotkań, tymczasem Perełki Lisa czekają aż dwa starcia. Ale takie niedogodności kształtują ten nasz charakter, a podrażniony potwór jest jeszcze groźniejszy w kluczowych momentach.
Z Hiszpanii Michał Pomorski





