Aktualności
Raport z Malagi #2: hiszpański Dzień Świra

Piątek był w Maladze istnym Dniem Świra. Zobaczcie, oczami naszego hiszpańskiego wysłannika, jak z bliska wyglądało zamieszanie z "przeciekającymi" halami, miejscem rozegrania meczu i fatalną organizacją klubu z Malagi.
W czwartek wieczorem gospodarze rywalizacji uprzedzili nas, że piątkowy mecz ze względu na przeciekający dach w hali Carranque zostanie przeniesiony 5 km na północ Malagi do innego obiektu. To właśnie tam pojechałem w pierwszej kolejności z delegatem z Malty i sędziami z Czech. Niewiele osób wie, ale w Hiszpanii nie jestem tylko korespondentem naszego klubu. Przede wszystkim mam przyjemność zastępować przez kilka dni Edytę Danielczuk, najlepszą kierowniczkę w Polsce. Stąd właśnie moja obecność na spotkaniu technicznym i przeprowadzane inspekcje. Zwykle takie spotkania trwają maksymalne 30 minut, dziś już wiem, że czasem znalezienie odpowiedniego miejsca do rozegrania ćwierćfinału może zająć ponad cztery godziny. Ale po kolei.
Wizyta w Ciudad Jardin trwała może kwadrans, może nawet mniej. Wiadra ustawione na parkiecie, do których grubymi kroplami spadała woda z dachu oznaczały niedopuszczenie boiska do gry.
– Wracamy zobaczyć, jaka jest sytuacja w hali Carranque – zaproponowali gospodarze. Nie było wcale lepiej, kilka mokrych miejsc w różnych rejonach boiska i brak możliwości szybkiej naprawy. Tu też nie zagramy – zadecydował delegat Matthew Mamo, ale wykorzystał ten czas na ustalenie kolorów koszulek i bluz bramkarek oraz inne przedmeczowe formalności.
Podczas gdy uzgadnialiśmy te istotne szczegóły, pani prezes Rinconu Fertilidad nazywana przed wszystkich „Pepą” dzwoniła w poszukiwaniu następnego obiektu do inspekcji. Do hali miejscowych koszykarzy nawet nie zajrzeliśmy, choć drużyna gra w ten weekend na wyjeździe. Tam podobno sytuacja wyglądała jeszcze gorzej. – Mamy sygnał, że jest obiekt, w którym kapie z dachu tylko w jednym miejscu i podobno plamy wody są poza boiskiem – zakomunikował Sebastian, nasz kierowca i tłumacz reprezentujący miejscowy klub. Zatem znowu kaptury na głowy, połamane parasole w rękę i do samochodu. Rozczarowani i zmęczeni sędziowie z Czech poprosili o odwiezienie ich do hotelu. Cóż, słowa organizatorów odnośnie wspomnianej hali okazały się półprawdą. Faktycznie tylko w jednym miejscu woda spadała na parkiet, ale chodziło niestety o środek pola bramkowego! Same bramki wypadałoby zresztą wymienić na te do piłki ręcznej. Nie było oczywiście takiej potrzeby, bo delegat z Malty nie dopuścił i tej hali do gry. Organizatorzy proponowali, że w przypadku, gdy kolejna arena okaże się mokra i śliska, spróbują znaleźć jakieś rozwiązanie na przeciekający dach. – Może zagramy w piłkę wodną albo popływamy kajakiem – zaproponował Sebastian, wciąż zachowując hiszpański spokój. - Trafiliście na najgorszy tydzień w roku, a prawdę mówiąc nasze obiekty nie nadają się do gry w czasie ulewy – przyznał szczerze. Miły, kompetentny, ze świetnym angielskim, ale po 16.00 przestał nagle odbierać telefony.
Dach czwartego wizytowanego obiektu nie przeciekał wcale, co przyjęliśmy wręcz ze zdziwieniem. Mnogość linii i boisk w poprzek i wzdłuż hali nie wyglądały dobrze, ale delegat był bardzo zdeterminowany, by mecz doszedł do skutku. Wraz z zarządcami kompleksu sportowego uzgodniliśmy dokładnie, co należy przygotować przed rozpoczęciem spotkania. Udało się też wynegocjować przeprowadzenie właśnie na tym obiekcie sobotniego treningu MKS-u. Była 14.20.
Mogłem zatem wracać do hotelu i wysłać adres hali jednemu z naszych kibiców, który do Malagi przyleciał aż z Londynu (szacunek!). Gdy o 19.00 dotarliśmy do wspomnianego przed chwilą Polideportivo Municipal Lemon w miejscowości Alhaurin de la Torre, zastaliśmy jeden wielki bałagan. Na jednej części trenowały młode koszykarki, na drugiej trwały zajęcia z gimnastyki, a parkiet pokrywała jeszcze wykładzina. Delegat z Malty załamał ręce i dał organizatorom czas do 19.35, gdy na rozgrzewkę powinien wyjść nasz zespół. – Zaczynam się wkurzać – przyznał, wspominając rozmowę z innym kolegą po fachu, który uczulał go na złą organizację klubu z Malagi. O 19.30 Matthew Mamo był gotów opóźnić rozpoczęcie meczu o kwadrans, co przekazał osobiście naszym trenerom, zostawiając im wolną rękę w kwestii wyboru. Wykonał też telefon do EHF, informując o zaistniałych okolicznościach. Jako że połowa boiska, na której miały rozgrzewać się Polki była już prawie gotowa, Robert Lis podjął decyzję o rozpoczęciu meczu o 20.30, zatem zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami.
A resztę już znacie z naszych innych relacji na tej stronie.
Z Malagi, Michał Pomorski





