Aktualności
Robert Lis: Każdy ma prawo do słabszego meczu

Z Robertem Lisem, po pierwszym meczu 1/4 finału EHF Challenge Cup, rozmawia Michał Pomorski.
Co Pana zdaniem było przyczyną piątkowej, minimalnej porażki naszego zespołu?
Zadecydowały dwa czynniki. Po pierwsze rozbicie po środowym meczu w Kobierzycach, długa podróż, brak możliwości treningu w dniu spotkania, cały ten bałagan organizacyjny z halami i konieczność długiego przebywania w hotelu. Przez pierwsze 20 minut graliśmy bardzo słabo w obronie, widać było, że Hiszpanki są od nas szybsze. Później to się wyrównało, zaczęliśmy solidnie prezentować się w defensywie, ale ten drugi czynnik determinujący ostateczny wynik meczu to nasza skuteczność. 7 bramek w drugiej połowie to sytuacja, jakiej nie pamiętam, od kiedy pracuję w Lublinie.
Ukłuła nas szczególnie Argentynka Macarena Gandulfo, czy to zgadzało się z Pana przewidywaniami i oceną siły rywala? Malaga była lepszym zespołem niż wynikało to z materiałów video?
Wiedziałem, że kluczowe piłkarki Rinconu to trzy rozgrywające (Pessoa, Boada, Gandulfo – przyp.red) i kołowa (Paula Garcia – przyp.red.), co potwierdziło się na parkiecie. Nie dramatyzujmy jednak, bo Hiszpanki rzuciły 19 bramek, dodajmy nawet im te trzy gole z karnych, które odbiła Gabi, a wciąż nie będzie to imponujący wynik. Chciałbym, aby MKS, grając na wyjeździe, w hali rywala tracił tyle goli. Wolę zawsze koncentrować się na swojej drużynie, zespół Malagi niech ocenia ich trener, ja mam wpływ tylko na własne zawodniczki. Zawiodła nas skuteczność, bo tworzone pozycje w ataku były naprawdę klarowne, jednak górą była zwykle bramkarka Fernandez.
Jest co poprawiać przed rewanżem w niedzielę. Na sobotnie przedpołudnie, praktycznie w porze następnego meczu z Malagą macie zarezerwowany trening.
Sobotni trening jest głównie po to, by dziewczyny się zregenerowały, rozbiegały, na pewno nie będziemy kombinować taktycznie, zagramy dalej swoje, bo klucz siedzi w głowie. Ta sportowa złość dziewczyn, a są przecież i te, które w piątek seryjnie marnowały okazje, przełoży się na ich inną postawę w niedzielę. Każda zawodniczka ma prawo zagrać słabszy mecz, ma prawo nie rzucić ze stuprocentowych sytuacji, nasz problem polegał jednak na tym, że pewna niemoc dotknęła prawie wszystkie piłkarki. Problem zatem nie był w jednej osobie, ale całościowo i właśnie nad tym musimy teraz popracować. Fizycznie wyglądamy bardzo dobrze, owszem, pierwszy fragment zagraliśmy za wolno, lecz to normalne po takiej podróży i braku treningu. Należy skupić się nad głową, nie dopuścimy do tego, by ktoś się teraz załamał i przeżywał niepowodzenie.
Czytał Pan pewnie w dzieciństwie taką książkę „Do przerwy 0:1” o przygodach Paragona i jego kolegów w Pana rodzinnej Warszawie.
Pamiętam lepiej film.
Można tak zatytułować piątkowe starcie, rozpatrywane jako pierwsza połowa pełnej rywalizacji o półfinał?
Zgadza się. Jestem święcie przekonany, że żadna z dziewczyn nie pomyśli nawet, że ten dwumecz jest przegrany, ja też nie. Zrobię wszystko, by drużyna zmobilizowała się. Wyszliśmy ze sporego bałaganu po pierwszej przegranej w Elblągu, gdy spadła na nas fala krytyki, że w zasadzie nie potrafimy grać i to wszystko jest jeden wielki dramat. Wyszliśmy z tego, teraz pewnie też się pojawią tego typu głosy, ale pamiętajmy, że obecnie nie jesteśmy jeszcze drużyną, która będzie wszystko wygrywać. Jesteśmy w budowie i to, co może starczyć w naszej lidze nie musi wystarczyć w Europie. Jeszcze raz powtórzę, zagraliśmy w piątek bardzo słaby mecz. Koniec, kropka. Jesteśmy w stanie grać dużo lepiej i myślę, że tak właśnie będzie w niedzielę.





