LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Robert Lis: Daliśmy rywalkom amunicję

news-big

 

Obawialiśmy się bardziej o własne bezpieczeństwo niż o poziom sportowy zespołu Ardesen, tymczasem przyjedziemy do Polski cali i zdrowi, za to z niekorzystnym rezultatem.

Bezpieczeństwo rzeczywiście zostało nam zapewnione. Rywalizowaliśmy w specyficznej hali, przy specyficznych kibicach, ale to my daliśmy rywalkom i ich fanom amunicję. Dopóki trzymaliśmy wynik w okolicach remisu, publiczność była spokojna, jednak nie zamierzam szukać usprawiedliwień, bo trzeba grać w każdych warunkach. Sam wynik jest na pewno rozczarowujący. Szkoda, że to aż pięć bramek.

Na czym polegał nasz problem w tym meczu?

Zagraliśmy kompletnie nie naszą grę, w obronie popełnialiśmy błędy w tak dużej liczbie, do jakiej nie przywykliśmy. Rozumiem, że zawsze ktoś może się zagapić, przysnąć na moment, choć uczulamy na to dziewczyny na odprawach taktycznych. To są żywi ludzie walczący z innymi żywymi ludźmi, a błąd jest też elementem gry.

Dlaczego w Turcji przez całe spotkanie broniła Aleksandra Januchta, a Weronika Gawlik weszła tylko na jeden rzut karny?

Mamy dwie bramkarki, a że Weronika ostatnie dwa spotkania grała praktycznie po 60 minut, w niedzielę dałem szansę Oli. Taka była decyzja sztabu szkoleniowego, podyktowana też troską o zdrowie naszej kapitan. „Pysia” nas nie zawiodła, bo patrząc na jej małe doświadczenie na arenie międzynarodowej,  spisała się bardzo przyzwoicie.  Nie chciałbym, żeby ktoś nawet pomyślał, że gdyby broniła Weronika, wynik byłby inny.

Przez początkowe 11 minut tylko raz zdobyliśmy gola, a w drugiej połowie po raz pierwszy trafiliśmy do siatki rywalek w 37. minucie. Skąd tak nieudane fragmenty tych zawodów w ataku?

Zdaję sobie z tego sprawę, tylko że jedną sprawą jest kreować akcje, a drugą je wykończyć. Zaczęliśmy bardzo spokojnie, bo takie było założenie, by się nigdzie nie śpieszyć. Nie szarżowaliśmy, a mimo wszystko straciliśmy 28 bramek. Najgorsze, że mamy te pozycje, ale czasem nie przekładają się one na konkrety, tak jak właśnie w niedzielę. Ważniejsza od samej liczby bramek po stronie zysków i strat jest ta różnica -5 do odrobienia w Lublinie. 

To zadanie realne?

Na Globusie czeka nas zupełnie inne spotkanie, jestem tego pewien.  Zobaczymy, co będzie na koniec tego dwumeczu, bo za nami dopiero jego pierwsza połowa. Nie będę oceniał klasy drużyny Ardesen, patrzę na swój zespół, a w Turcji zagraliśmy po prostu bardzo źle. Nie zamierzam dramatyzować i biczować się, ale potrafię obiektywnie spojrzeć na siebie i nasz zespół, by powiedzieć, że to prawdopodobnie był w ogóle najsłabszy mecz od mojego przyjścia do Lublina, włącznie ze spotkaniami towarzyskimi. Cieszę się, że taki mecz, skoro musiał się kiedyś zdarzyć, przytrafił się w momencie, gdy możemy odrobić straty w Lublinie, a ta przegrana niczego jeszcze nie przesądza. W lidze strata punktów po słabych zawodach mogłaby być bardziej kosztowna.

Sportowy truizm mówi o ścianach, które pomagają gospodarzom.

Mam nadzieję, że nasi kibice zgotują podobne powitanie zespołowi Ardesen, jak powitali nas Turcy. Chciałbym, by do hali Globus przyszli ci, którzy wierzą w nasz awans, bo są z nami na dobre i na złe. Chcą dopingować do sześćdziesiątej minuty, ponieważ czują się częścią tej społeczności. Niech krytykujący nas po porażkach zostaną lepiej w domu. Jeszcze nie przeglądałem Internetu, ale spodziewam się nieprzychylnych komentarzy pod naszym adresem.  Naprawdę przyjmę każdą krytykę, lubię merytoryczne uwagi, tę właśnie konstruktywną polemikę, obserwacje poparte doświadczeniem i wiedzą, ale nie przyjmuję plucia na dziewczyny, że jedna nie rzuciła, druga nie zablokowała itp. Tego po prostu nie znoszę, bo wygrywamy i przegrywamy zawsze jako cała drużyna.

Za mecz w Turcji warto postawić plusik przy nazwisku Aleksandry Rosiak?

Nie oceniam indywidualnie, co nie znaczy, że nie chwalę za udane zawody. Same gole to nie wszystko, musimy pamiętać, że na każdą bramkę pracuje cały zespół, dlatego wolę rozpatrywać mecze w takim kontekście. Trudno też kogoś wyróżniać, gdy przegrywamy spotkanie pięcioma golami. Dostaliśmy soczystego klapsa w policzek i zapamiętamy tę nauczkę na jakiś czas.

Rewanż za tydzień w Lublinie, ale po drodze jeszcze jedno spotkanie, czyli pierwszy mecz półfinału Pucharu Polski z Zagłębiem. Co można zmienić w tak krótkim czasie?

Nie tyle musimy coś zmienić, ile wrócić na swoje tory. Zagrać po prostu dobry mecz, tym bardziej, że po zawodach w Lubinie będziemy mieli cztery dni przerwy, by skupić się na rewanżu z Turczynkami. Na razie koncentrujemy się na najbliższym starciu w pucharze Polski. Cały poniedziałek będziemy w podróży z Ardesen przez Trabzon, Stambuł, Warszawę aż na Dolny Śląsk. Jestem 100% pewien, że zaprezentujemy się lepiej niż w Turcji, bo takie mecze po prostu nam się nie przytrafiają często. Pewne kwestie nie funkcjonują identycznie w męskim i żeńskim szczypiorniaku, ja też mogę popełniać błędy, bo jest to mój pierwszy rok pracy z kobietami. Do środy się jednak „ogarniemy”.

Zapytam zatem na koniec. Pięć bramek do odrobienia to dużo czy mało?

Ani jedno, ani drugie. Mogę podać rozmaite przykłady z moich doświadczeń i historii piłki ręcznej. Można wygrać na wyjeździe, a zaprzepaścić awans w rewanżu u siebie. Matematyka mówi jedno - minimum pięć bramek  do odrobienia to trzy gole na połowę i jesteśmy w finale.

Powrót do aktualności