Aktualności
Sylwia Matuszczyk: Urosłyśmy nie tylko fizycznie, ale i mentalnie

- Styczeń był dla nas bardzo trudny, bo nie dość, że miałyśmy mocno okrojony skład, to było więcej meczów, z których część grałyśmy za granicą. Teraz mamy komfort zmian, a wracające po kontuzjach dziewczyny są głodne gry - mówiła po wygranym 32:23 meczu z Eurobud JKS Jarosław kołowa biało-zielonych, Sylwia Matuszczyk. Sprawdźcie całą rozmowę z najskuteczniejszą zawodniczką naszego ostatniego ligowego spotkania.
Po poprzednim spotkaniu, z Piotrcovią, mówiłaś, że cieszysz się, że Asia Szarawaga jest w tak dobrej formie i nie przeszkadza ci, że przez to ty grasz mniej. W meczu z Eurobud JKS Jarosław spędziłaś jednak na parkiecie sporo czasu i byłaś najskuteczniejszą zawodniczką MKS.
Zawsze staram się pomagać drużynie. Nie chodzi nawet o grę, a o dobro całego zespołu. Jeżeli mogę dołożyć cegiełkę do zwycięstwa, to ogromnie się z tego cieszę. Najważniejsza jest współpraca na pozycji, to, żeby chociaż jedna z nas prezentowała wysoki poziom, bo pozwala to zbliżyć się do mistrzostwa.
A co, jak dwie obrotowe prezentują dobry poziom?
To wtedy gramy na dwa koła (śmiech).
Jak w ogóle oceniasz mecz z drużyną z Jarosławia?
Grałyśmy falami. Chapeau bas dla wszystkich, bo w pewnych momentach obrona chodziła tak, jak powinna i każda z nas była tam, gdzie powinna być. Były jednak chwile, gdy w nasze szeregi wdawała się dekoncentracja i nie realizowałyśmy założeń taktycznych. Z tego powodu traciłyśmy głupie bramki. Myślę jednak, że jeśli trzymamy się tego, co mamy robić na boisku, to nasza gra wygląda naprawdę dobrze.
Porównując styczeń i luty w waszym wykonaniu, ten drugi miesiąc był o niebo lepszy. Wynika to tylko z tego, że część zawodniczek wróciła po kontuzjach, czy może również z faktu, że nie gracie co trzy dni?
Myślę, że składa się na to wszystko po kolei. Styczeń był dla nas bardzo trudny, bo nie dość, że miałyśmy mocno okrojony skład, to było więcej meczów, z których część grałyśmy za granicą. Teraz mamy komfort zmian, a wracające po kontuzjach dziewczyny są głodne gry. Możemy tylko się cieszyć chociażby z formy Oli Rosiak, która w meczu z JKS zanotowała zabójczą końcówkę.
Ale chyba urosłyście też mentalnie.
Na pewno. Na treningach mamy więcej czasu na przećwiczenie pewnych aspektów, zagrań. Gdy grałyśmy co trzy dni, brakowało nam tego. Wracałyśmy z meczu, regenerowałyśmy się i, mówiąc kolokwialnie, „z buta” musiałyśmy wejść w kolejne spotkanie. Dlatego trudno było podtrzymać optymalną formę.
Teraz macie kilka dni przerwy. Co robić z tak dużą ilością wolnego czasu?
Ja będę na pewno odpoczywać, chociaż aktywnie. Uważam, że chwila wytchnienia będzie dla nas wszystkich na wagę złota. Zawodniczki, które w styczniu grały tak dużo, muszą się zregenerować, by nabrać sił na dalszą część sezonu.
Po tej przerwie czekają was trzy niełatwe spotkania: z KPR Gminy Kobierzyce, pucharowe z ekipą z Koszalina i „święta wojna”. Co będzie kluczowe w tych meczach?
Tak naprawdę na razie skupiamy się tylko i wyłącznie na spotkaniu z drużyną z Kobierzyc. Osobiście nigdy nie wybiegam w przód, nawet jeśli na horyzoncie jest starcie z Zagłębiem. Najbliższy rywal, czyli KPR, prezentuje ostatnio wysoką formę, a w swoim składzie ma bardzo dobre zawodniczki na każdej pozycji. Nie ma co prawda jednej wiodącej piłkarki, ale tworzy kolektyw, a to na boisku na ogromne znaczenie.





