Aktualności
Szimonetta Planeta: Pracujemy nad rozwiązaniami. Pomagam, gdzie mogę
Kontuzje w lubelskiej drużynie zmuszają sztab szkoleniowy do eksperymentów. Uraz Sylwii Matuszczyk sprawił, że w roli kołowej sprawdziła się Szimonetta Planeta. - To dla mnie nic nowego – mówi nominalna prawa rozgrywająca.
Szimonetta Planeta to jedna z tych zawodniczek, które wyniku kontuzji nie mogły przepracować z zespołem okresu przygotowawczego w pełnym zakresie. Węgierska rozgrywająca nie zagrała także w meczu o Superpuchar Polski i pierwszym spotkaniu nowego sezonu ORLEN Superligi Kobiet. Obecnie jest do dyspozycji lubelskiego sztabu szkoleniowego i trzeba przyznać, że stanowi ważny element lubelskiego zespołu.
- Ten sezon nie jest łatwy. To dopiero początek, ale mamy w zespole wiele kontuzji. Gdy ktoś wraca do gry, wypada kolejna zawodniczka. To trudne. Pracujemy nad rozwiązaniami i wariantami rotacji. Myślę, że wszyscy widzą, że nie mamy wielu opcji zmian. Idziemy jednak dalej i robimy, co w naszej mocy – mówi zawodniczka. Szimonetta Planeta w ostatnich meczach stała się właśnie jedną z takich opcji. Trener Paweł Tetelewski obsadził niemal dwumetrową Węgierkę w roli obrotowej. Planeta poradziła sobie jako kołowa fantastycznie. Z ośmiu goli, które zdobyła w tym sezonie, połowę rzuciła, grając właśnie na tej pozycji w starciu z Enea MKS-em Gniezno.
- Grałam jako obrotowa także na Węgrzech. Oczywiście tam też byłam nominalną prawą rozgrywającą, ale w ramach niektórych zagrań taktycznych zmieniałam pozycję. Szczególnie w starciach z niskim drużynami. To dla mnie zatem nic nowego. Cieszyłam się, że mogłam pomóc drużynie. Obecnie nie ma z nami „Sylli”, a "Dżony" potrzebuje trochę czasu na odpoczynek, więc pomagam, gdzie mogę – przyznaje Planeta.
Być może zobaczymy rozgrywającą „na kole” także w kolejnym meczu z Galiczanką Lwów. Popularna „Szimi” przyznaje, że nie grała jeszcze przeciwko tej drużynie. - Nie miałam okazji zmierzyć się z Galiczanką. Nie wiedziałam nawet, że ten zespół gra w polskiej lidze. Byłam zaskoczona, gdy dziewczyny mi o tym powiedziały. Myślę, że to dla nich dobra szansa. Obejrzałam kilka ich spotkań. Sądzę, że nie będzie łatwo. Nie mogę się jednak tego doczekać. Ciężko trenujemy, by rozgrywać mecze – kwituje pierwsza węgierska szczypiornistka w historii ORLEN Superligi Kobiet.
Kolejne starcia także nie zapowiadają się na łatwe. Po meczu z Galiczanką lublinianki rozegrają starcia z KPR-em Gminy Kobierzyce i Zagłębiem Lubin. Stawka rośnie więc z każdym kolejnym meczem. - Kolejne starcie z Zagłębiem to mecz z tą samą drużyną, lecz w nieco innej atmosferze. Gramy w końcu w innych rozgrywkach. Stawką meczu jest awans do EHF European League. Myślę, że wszyscy czują presję. Zagłębie także. Będziemy walczyć. Sądzę, że ostatni mecz był dobry. Musimy jednak robić mniej błędów. Widać było jednak poprawę od pierwszego starcia z Lubinem o Superpuchar Polski. Mam więc dobre przeczucia względem kolejnych spotkań z Zagłębiem – kończy rozgrywająca PGE MKS-u El-Volt Lublin.
Patronami zawodniczki są LINGUATON i PRADOS.
Zapis rozmowy w formie AUDIO w języku angielskim dostępny jest poniżej:





