Aktualności
Turczynki ostatnią przeszkodą przed finałem Challenge Cup

Operacja półfinał Challenge Cup rozpoczęła się jeszcze w Maladze, w niedzielę, 4 marca. Tuż po naszym awansie, jeszcze ze stanowiska prasowego, kupiłem bilety lotnicze do Malmö. W kolejną sobotę właśnie w Szwecji mieliśmy bowiem poznać rywala na drodze do wielkiego finału. Nie jest tajemnicą, że wraz z panią kierownik Edytą gorąco liczyłem na zespół z Kristianstad (wym. Kri’HANsta), który w pierwszym spotkaniu w Turcji wygrał 26:23 z miejscowym Ardesen (wym. ArdySZEN). Mało kto wie, ale Szwedki dotarły na tamte zawody wymęczone po karkołomnej podróży i przymusowym noclegu na ławkach lotniska w Budapeszcie.
Grając u siebie rewanż, wypoczęte i wyspane, były więc jego zdecydowanym faworytem. Nadal twierdzę, że sportowo są ciekawsze i nieco groźniejsze od Turczynek. Już w poniedziałek, 5 marca mieliśmy zgrane i zapisane na komputerach dwa mecze ligowe Kristianstad z Boden, a wszystko dzięki uprzejmości Pauliny Masny, polskiej zawodniczki tego klubu. W piątek zabezpieczyliśmy profilaktycznie nagrania spotkań ligi tureckiej, ale wciąż wierzyliśmy, że to Szwedki będą naszym rywalem. Dlaczego tak nam na nich zależało? Logistyka wyjazdu do Kristianstad byłaby przysłowiową bułką z masłem (wiem, dziś sklepy zamknięte, ale porównanie chyba dobre). To spokojne miasteczko, w którym Polki występowały na EHF Euro 2016, leży 105 km od lotniska Sturup/ Malmö, niewiele większy dystans jest do portu lotniczego w Kopenhadze. Lot z Warszawy trwa raptem 65 minut, kosztuje zwykle grosze, co dawało nam nadzieję na obecność na trybunach także lubelskich kibiców.
To właśnie fani byli bohaterami sobotnich zawodów w Szwecji. Ardesen dopingowała grupa około 30 tureckich imigrantów, którzy całkowicie zagłuszyli miejscową publiczność. Lepiej mecz zaczęły gospodynie, wychodząc na szybkie prowadzenie 5:1 i mając kolejne szanse w ataku. Ogólny poziom zawodów był znacznie niższy niż nasza dwudniowa rywalizacja w Maladze. Obie strony popełniały mnóstwo niewymuszonych błędów, a wiele akcji było tak chaotycznych, że bodaj dwa razy, zgubiłem lot piłki, filmując to spotkanie. Spodziewałem się przykładowo podania po prostej do kołowej , tymczasem zawodniczka postanowiła zaskoczyć wszystkich i zagrać po skosie w tył. Najczęściej w aut. Niech za komentarz do amatorskiej organizacji obu klubów świadczy fakt, że byłem na trybunach jedyną osobą rejestrującą zawody (sic!), a po meczu kierownik Kristianstad zapytał, czy udostępnię mu materiały video. Drugi kwadrans meczu należał do gości, Turczynki prowadziły już 16:12, ale w ostatniej sekundzie pierwszej połowy piękny rzut z dystansu Rosjanki Julii Goliubewy przyniósł Kristianstad zmniejszenie strat.
Po zmianie stron mieliśmy powtórkę z rozrywki, czyli znów dominację gospodyń, które najpierw doprowadziły do remisu, a w 53’ prowadziły pewnie 25:22. Na niespełna siedem minut przed końcową syreną Szwedki miały aż 5 goli bezpieczeństwa, szybko uciszając tureckich kibiców. I wtedy zaczął się koszmar, bo straciły goli sześć, same nie rzucając ani jednego. Przyjezdni mogli celebrować niespodziewany sukces.
Ardesen wywalczył zatem awans do półfinału, a dla nas zaczyna się trzytygodniowa praca nad logistyką i perfekcyjnym rozpracowaniem rywala. W drugiej półfinałowej parze Rocasa Gran Canaria zmierzy się z Locomotivą Zagrzeb, zatem już w tej fazie turnieju dojdzie do starcia dwóch ostatnich triumfatorów rozgrywek Challenge Cup.
Relacja: Michał Pomorski





