LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Udany start III rundy; wracamy z Koszalina z tarczą!

news-big

 

Żarty się skończyły. 1 kwietnia, i nie jest to bynajmniej Prima Aprilis, rozpoczęła się runda mistrzowska rozgrywek PGNiG Superligi Kobiet. Dziesięć kolejek rozstrzygnie o kwestii medalistów, a wyrównana rywalizacja w fazie zasadniczej sprawiła, że jeszcze powszechniejsze stało się dość oklepane stwierdzenie „każdy może wygrać z każdym”.

MKS Lublin już trzeci raz w tym roku wyruszył do Koszalina, ale niestety, przyjazd mistrza kraju nie wzbudził wielkiego zainteresowania. Letnia wręcz aura sprawiła, że zapewne część sympatyków sportu wybrała plażowanie w Mielnie.

W pierwszym składzie trener Neven Hrupec wystawił Weronikę Gawlik, Małgorzatę Rolę, Dagmarę Nocuń, Joannę Drabik oraz Martę Gęgę, Kamilę Skrzyniarz i Katarzynę Kozimur. Właśnie ta ostatnia wywalczyła szybko karnego, niewykorzystanego jednak przez Gęgę. Rzut naszej rozgrywającej zastopowała Beata Kowalczyk. W rewanżu skuteczną akcją popisała się Izraelka Amit Izak. Dość nerwowy początek z obu stron dobrze obrazował coraz wyższą stawkę rywalizacji.

W 5.minucie, przy stanie 2:2, sytuacji sam na sam nie wykorzystała Nocuń, po drugiej stronie boiska z siódmego metra nawet w bramkę nie trafiła Romana Roszak. Świetną partię rozgrywała natomiast Kozimur, bezbłędna w podaniach i rzutach. Z pewnością gdyby nie dwie niewymuszone straty Marty Gęgi, przyjezdne utrzymywałyby się dłużej na prowadzeniu. Neven Hrupec wziął czas już na początku jedenastej minuty, gdy jego podopieczne remisowały 4:4.  Po powrocie na parkiet pierwszy błąd zanotowała popularna „Maślak”, dając się złapać na faul w ataku. Dobrze grą gospodyń w tym fragmencie zawodów dyrygowała Valentina Nestsiaruk, która już w pierwszym kwadransie zanotowała trzy trafienia. Nie będąc złośliwym, można było jednak napisać, że rządził w dużej mierze chaos. Na początku drugiego kwadransa ucierpiała Małgorzata Rola, a tuż po wejściu na boisko Aleksandry Uzar dobrej szansy nie wykorzystała szarpiąca Gęga. Dobrze, że Gawlik wygrała kolejne dwa starcie oko w oko z Nestsiaruk i Roszak, stojącymi na linii siódmego metra, bo przegrywaliśmy wciąż tylko 6:7.

Wspaniałe parady pani kapitan natchnęły przyjezdne do większej aktywności w ataku. Sytuacji było sporo,ale dopiero w 20.minucie MKS wrócił na +1, gdy kontrę dobrze sfinalizowała popularna „Gęsia”. Wcześniej kapitalną bramkę zanotowała Kozimur. Jeśli narzekamy na skuteczność przyjezdnych, cóż zatem napisać o postawie Energi, pudłującej na potęgę? Szczególnie w tym kontekście szkoda dobrych pozycji rzutowych i braku wypracowania sobie w miarę bezpiecznej przewagi już przed zmianą stron. W mecz nie mogła dobrze wejść Ivana Bożović, która tylko z karnego pokonała doświadczoną Kowalczyk. W 27.minucie MKS wyszedł na pierwsze +2 (czwarty gol Gęgi). Przed zmianą stron padł już tylko jeden gol, autorstwa Katarzyny Stasiak.

Drugą połowę, tak jak pierwszą od trafienia zaczęła Ami Izak, która wykorzystała karnego po swojej akcji. Pod nieobecność wykluczonej na dwie minuty Kozimur, Energa wróciła na minimalne prowadzenie. Pod koniec 35.minuty na 12:12 trafiła z drugiej linii Kamila Skrzyniarz. Niedługo potem Weronika Gawlik odbiła już trzeci rzut z linii siódmego metra! Co powiedzieć zatem o dwóch okazjach sam na sam Energi w ciągu dosłownie 5 sekund, po których tylko nasza kapitan wie, jak piłka nie znalazła się w siatce jej bramki? Trener Hrupec, widząc coraz większy chaos na parkiecie, przywołał swoje podopieczne na chwilę rozmowy. Było 13:13 i 40. minuta zawodów.

Pod koniec trzeciego kwadransa lublinianki wyszły na +2. Ładne bramki Skrzyniarz oraz Edyty Charzyńskiej były wynikiem lepszego rozgrywania piłki. A gdy Gawlik odbiła trudny rzut Roszak, Marta Gęga podwyższyła na 17:14. Tak wysokiej przewagi nie miała wcześniej żadna ze stron. Trenerka Anita Unijat wprowadziła między słupki Izabelę Prudzienicę. Akcję w ataku kończyła Monika Michałów, rzut reprezentantki Polski odbiła znakomita w sobotę Gawlik. W ostatni kwadrans MKS Selgros wchodził więc przy +3 i mając piłkę. W 50.minucie po dwóch golach Michałów zrobiło się już tylko 17:18.

Chwilę wcześniej sędziowie dopatrzyli się błędu zasłony Skrzyniarz i nie uznali gola aktywnej Kozimur. W 51.minucie do remisu doprowadziła Katarzyna Stasiak. Mecz można było zaczynać na nowo. Nie było jednak kontrowersji w przypadku kar dla Hanny Sądej i Dagmary Nocuń. Szkoda, że Bożović w dobrej pozycji, choć na prawym skrzydle, obiła tylko słupek bramki rywalek. Rosły emocje i rósł doping miejscowych. W 54.minucie Gawlik złapała „w zęby” przerzutkę Stasiak, a pod jej nieobecność między słupkami na pustą bramkę nie trafiła Michałów. Obie strony popełniały wciąż niewymuszone błędy. To była wojna nerwów.

W 57.minucie bomba Gęgi przyniosła stan 19:20. 40 sekund później z karnego wyrównała Nestsiaruk. Co gorsze, faulującą Sylwię Matuszczyk arbitrzy odesłali na ławkę. To jednak ostatnie złe wieści. Dobra akcja sprytnej Roli przyniosła rzut karny i wykluczenie dla Stasiak. Marta Gęga na 100 sekund przed końcową syreną trafiła pewnie na 20:21. W rewanżu w światło bramki nie pocelowała Nestsiaruk. Ostatnia minuta meczu to kapitalny rzut Kamili Skrzyniarz na 20:22. Energa miała już tylko 21 sekund na dokonanie rzeczy wręcz niemożliwej. Kibice nie wierzyli w swe zawodniczki, bo masowo zaczęli opuszczać trybuny. Tak oto po meczu, którego wynik cieszy ogromnie, mistrzynie Polski pokonały pierwszego z pięciu rywali w drodze po dwudzieste złoto dla Lublina.

Z Koszalina Michał Pomorski, fot. Krzysztof Lignarski

Energa AZS Koszalin – MKS Selgros Lublin 20:22 (10:11)
Energa: Kowalczyk, Prudzienica – Nestsiaruk 6, Stasiak 3, Michałów 3, Tracz 2, Roszak, Izak 2, Sądej 1, Chmiel 1, Kaczanowska, Błaszczyk.
MKS: Gawlik, Januchta – Gęga 8, Kozimur 5, Skrzyniarz 4, Rola 2, Bożović 1, Charzyńska 1, Drabik 1, Uzar, Matuszczyk, Nocuń.
Sędziowali: Łukasz Kamrowski i Damian Godzina 

Powrót do aktualności