Aktualności
Waleczność, zacięcie… i lekki niedosyt, czyli komentarze po meczu MKS FunFloor Lublin – Neptunes Nantes
Lubelskie szczypiornistki w starciu z trzecią siłą ligi francuskiej, Neptunes Nantes przegrały 29:34. Biało-zielone jednak zapewniły kibicom zebranym w hali Globus fenomenalne widowisko. Po meczu spytaliśmy trenerkę i zawodniczki, jak oceniają pierwszy w tym roku domowy mecz w ramach Ligi Europejskiej EHF.
EDYTA MAJDZIŃSKA:
W mojej ocenie to były dobre zawody. Zdaję sobie sprawę, z kim grał nasz zespół. Oczywiście złość sportowa i nasze chęci zawsze idą w tym kierunku, by każde zawody wygrać. Każdy z nas chce zwyciężać. Zabrakło paru minut, by powalczyć o pełną pulę. Między 25., a 30. minutą zrobiliśmy trzy dosyć proste błędy techniczne. Rywal nas za to wypunktował kontratakiem. Bardzo podobny schemat powtórzył się pod koniec meczu. To były te martwe momenty w naszej grze. Jestem jednak zdania, że z takim rywalem nie da się zagrać całego meczu na sto procent.
Przez większość meczu zespół realizował to, co wcześniej sobie założyliśmy. Jednak w końcówce rywal pokarał nas głównie za nieco słabszą organizację powrotu do obrony. Analizując na gorąco, mogę powiedzieć, że trochę zabrakło zmienniczek na skrzydłach i w bramce. Graliśmy przez 60 minut dwoma skrzydłowymi. Trochę po tych dwóch stronach pod koniec zabrakło koncentracji. Dziewczyny nadal realizowały założenia, ale koncentracja pozycji „jedynek” przy powrocie do obrony spadła i zaczęły być widoczne błędy. Z tego elementu rywal nas trochę „rozstrzelał”. Gratuluję jednak zespołowi, że zdołał rzucić tak utytułowanej drużynie 29 bramek. Świetne 50 minut w bramce rozegrała Paulina Wdowiak. Jesteśmy na takim etapie, że Paula nie mogła dostać nawet chwili odpoczynku. Tu również możemy żałować i być może to, by nam pomogło. To jest jednak tylko gdybanie. Każdy mecz jest inny, a ja nie mam zamiaru się usprawiedliwiać.
Nie wyobrażam sobie, by mój zespół nie walczył i nie pokazywał charakteru. To jest na pewno cecha, którą ja mam i staram się przenosić ją na wszystkie zawodniczki. Chcę, by to zacięcie i waleczność były naszymi głównymi atutami. Nie zapominamy oczywiście o elementach technicznych i przygotowaniu motorycznym. Mam nadzieję, że ten sezon w Lidze Europejskiej pokaże, jak dobry zespół budujemy w Lublinie. Pokaże, że pracujemy w dobrym kierunku i każdy w Europie będzie inaczej postrzegał nasz klub. W Polsce oczywiście jesteśmy bardzo szanowani i każdy wie, na co nas stać. Poza naszymi granicami jednak jest nieco inaczej. Mam nadzieję, że każdy będzie tu przyjeżdżał z respektem. Klub na tym zyska. Taki jest nasz cel. Liczę też na to, że dziewczyny sporo się nauczą, dzięki grze w tych rozgrywkach.
Uważam, że moje zawodniczki rozegrały świetne zawody z reprezentantkami Francji, Holandii, czy Szwecji. Jestem zadowolona z tego, co zrobiły. Gramy w Lidze Europejskiej, by się uczyć. Już widzę kilka elementów, które funkcjonowały lepiej, niż tydzień temu w Rumunii. Dziękuję drużynie za ten mecz. Dziękuję także kibicom za świetną atmosferę i to co zrobili. Szczególnie w końcówce bardzo czułam trybuny. Dziękuję, bo to dla nas bardzo ważne.
DARIA SZYNKARUK:
Czujemy niedosyt, bo byłyśmy naprawdę blisko. Rozegrałyśmy kolejne dobre zawody, ale zabrakło tego czegoś. Wiedziałyśmy, że nie jesteśmy faworytkami, ale tak jak powiedziałam w przedmeczowych wywiadach: żadna z nas nie położy się przed rywalem. Chcemy walczyć w każdym meczu niezależnie od klasy rywala. Chcemy pokazywać siłę naszej drużyny. Mam nadzieję, że w tym meczu się to udało. Szkoda tylko, że to nie my ostatecznie wygrałyśmy.
Będziemy wciąż trenować, by w końcu wygrać w Lidze Europejskiej. W meczu z Nantes było widać, że wyciągnęłyśmy wnioski z pierwszego spotkania. Jeśli wciąż to będzie iść w tym kierunku, to będzie dobrze. Poprawiłyśmy skuteczność rzutową i kilka innych mankamentów, które zawodziły. Udało nam się to dopracować. Czegoś jednak zabrakło w końcówce. Rywalki odskoczyły na trzy bramki i ciężko było nam je dogonić. Wcześniej grałyśmy „bramka za bramkę”. Może gdybyśmy miały jeszcze kilka minut, to by się udało. Mecz trwa jednak 60 minut. Rywalizowałyśmy z zawodniczkami światowej klasy i pokazałyśmy, że też możemy się liczyć w Europie. Walczymy do końca i pokazujemy swój charakter.
KINGA ACHRUK:
To był ciężki mecz. Przez ok. 45 minut utrzymywałyśmy wysokie tempo. Myślę, że stanęłyśmy na wysokości zadania i wypełniałyśmy nasze zadania. To wielki honor grać przeciwko tak utytułowanym zawodniczkom, jakie występują w zespole z Nantes. Myślę, że fajnie sobie radziłyśmy. Oczywiście piłka ręczna jest grą błędów i my się ich nie ustrzegłyśmy. Nawet nie wiem, czy popełniłyśmy ich wiele, ale przeciwniczki potrafiły je wykorzystać. W końcówce meczu trochę nam ten wynik odleciał.





