Aktualności
Walentynki z Valentiną


Specjalny wywiad z naszą dzisiejszą solenizantką
Lubisz swoje imię?
Tak, przynosi mi szczęście, jest charakterystyczne i wiąże się z nim zresztą anegdota. Właśnie 14 lutego 1988 roku, czyli na dwa i pół miesiąca przez moimi narodzinami tata postanowił, że dostanę imię po mojej mamie, żebym była taka jak ona. Dementuję więc pogłoski, że imię dostałam w hołdzie dla Valentiny Tiereszkowej (śmiech).
„Walentynki” to dla Ciebie zatem nie tylko dzień zakochanych, ale przede wszystkim imieniny?
To prawda, wspaniale wspominam przede wszystkim te dni, gdy byłam mała, a tata z racji na obecność dwóch Valentin w domu robił nam dużo prezentów, zaskakiwał, a nawet przygotowywał uroczyste śniadanie. Żeby nie było wątpliwości, kogo woła, mnie nazywał zdrobniale Valiuszą. Zawsze też drobne upominki, czy jakiś „surpriz” z okazji imienin miały dla mnie dziewczyny z zespołu, gdy występowałam już w Mińsku.
Sądzisz, że koleżanki z SPR-u będą pamiętać o Twoim święcie i zrobią Ci „surpriz”?
Mam nadzieję, że same skojarzą moje imię z popularnym dniem zakochanych i nie będą musiały nawet zaglądać na naszą stronę internetową. Pamięć, dobre słowo jest dla mnie ważniejsze niż prezenty. Taka właśnie jestem, mam dużo ciepła dla innych, a jak kocham, kocham z całego serca i oddałabym wszystko ukochanej osobie.
Pamiętasz, jak nazywała się Twoja pierwsza sympatia?
Pamiętam bardzo dobrze. Nazywał się Siergiej, byliśmy jeszcze chyba w przedszkolu, a kontakt utrzymujemy do dziś. Niedawno wypominałam mu, że gdy byłam mała podkochiwałam się w nim, a on na mnie nie zwracał uwagi. Dopiero po latach przyznał, że ja też się mu podobałam.
Lepiej późno niż wcale. Czy były jakieś wyjątkowe chwile, poza tymi rodzinnymi, związane z 14 lutego?
Kiedyś mój były chłopak, z którym mieszkałam zrobił mi wielką niespodziankę. Wracam do mieszkania z treningu, w środku jest ciemno, więc zapalam światło, a tu pięknie udekorowany pokój sercami, balonikami, na stole wykwintna kolacja, a w telewizorze leci mój ulubiony film romantyczny. Kilka lat minęło, ale takich chwil się nie zapomina.
Kibice pewnie chcieliby wiedzieć, czy teraz jesteś w kimś zakochana, czyli czy masz sympatię…
Jestem zakochana w piłce ręcznej. Na dziś to jedyna moja miłość, bo jestem „wolna dziewczynka” (śmiech). Moje serce jest otwarte, jak mówimy po rosyjsku. No i widzisz? Zarumieniłam się.





