LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Weronika Gawlik: Brakuje czasu na regenerację sił

news-big

 

Rozmowa z Weroniką Gawlik, kapitan MKS Selgros Lublin, przed środowym meczem (20 stycznia, g. 18, hala Globus) z Ruchem Chorzów.

Weronika, styczniowy terminarz macie wyjątkowo napięty. Gracie mecz za meczem, do tego doszły dalekie podróże, nie tylko po Polsce, ale i Europie. Teraz co prawda drugie starcie z rzędu u siebie, do tego rywal ciut łatwiejszy niż ostatnio, ale mimo wszystko macie prawo czuć zmęczenie takim natłokiem spotkań.

Mogę mówić w tym względzie jedynie za siebie. Na grudniowych mistrzostwach świata grałam mniej więcej po równo z Anią Wysokińską, w klubie dzielę w podobnych proporcjach czas z Kati Dzhukevą, dlatego obciążenie w moim przypadku nie jest takie wielkie. To zmęczenie widać bardziej po zawodniczkach z pola. Sytuację pogarszają też kontuzje, które znowu się przypałętały. Wypadła Krista Repelewska, wypadła Jessica Quintino. Wróciły co prawda Kamila Skrzyniarz i Asia Drabik, jednak obie są po bardzo długich rehabilitacjach. Wiem po sobie, że dojście do najwyższej formy zajmuje w takim przypadku trochę czasu.

Jedna rzecz to kontuzje i zmęczenie, druga to granie co trzy dni, krótkie przerwy między spotkaniami, potrzeba ciągłej koncentracji, myślenia o kolejnym rywalu. Praktycznie równo z końcową syreną jednego meczu, musicie o nim zapominać i skupiać się na następnym...

Dokładnie, to bardzo krótkie odstępy czasu. Zaraz po meczu jest odnowa, a potem taktyczne przygotowanie na kolejnego rywala. Nie ma kiedy podreperować sił, zregenerować się, przeprowadzić normalnego treningu. Wymusza to na nas ten terminarz. Ale wierzę, że nasza kadra trenerska wie, co robi, ma plan na tak trudny okres i ufam jej. Z drugiej strony mogę powiedzieć, że trzy dni to... wcale nie tak mało. Popatrzmy na ostatnie mistrzostwa świata. Tam grałyśmy albo dwa mecze w przeciągu 24 godzin albo co 48. To był dopiero problem, przy którym nasze trzy dni są niemal komfortem (śmiech).

Wspomniałaś o mistrzostwach, dlatego zostawmy na chwilę ligę i mecz z Ruchem. Trwają przecież mistrzostwa Europy mężczyzn. Ostatnio m.in. Agnieszka Kocela, czy Asia Szarawaga były na meczu Polaków z Macedonią. Ty też się wybierzesz na jakieś ich spotkanie, czy decydujesz się na oglądanie w domowym zaciszu?

Raczej to drugie. Dom, mąż, przyjaciele. Ostatnio tyle wyjazdów miałam, że mi póki co wystarczy. Oczywiście nie znaczy to, że nie będę całym sercem za naszymi szczypiornistami! Wręcz przeciwnie. Od 1 do 60 minuty w każdym meczu ściskam za nich kciuki.

No właśnie; trzeba je ściskać przez 60 minut, bo panowie przejęli Wasz styl z MŚ „na luzie jedną”, czyli wygrywania po ogromnych emocjach jedną bramką...

To już chyba trzeba nazywać stylem. Ale gdyby wygrywali wysoko, dziesięcioma, mecze byłyby nudne. A tak mamy emocje, mega doping, dramaturgię. Inna sprawa, że mecze, które w ten sposób się wygrywa są zapamiętywane na znacznie dłuższy czas niż wysokie, zdecydowane zwycięstwa.

Powrót do aktualności