LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Weronika Gawlik: Każdy mecz w Europie był dużym przeżyciem

news-big

 

- Mimo przegranych, miałyśmy też dobre akcje i nie możemy o tym zapomnieć - mówi Weronika Gawlik. Z bramkarką i kapitan MKS porozmawialiśmy o udziale naszej drużyny w Lidze Mistrzyń i Pucharze EHF, ale także o tym, jak mierzenie się z najlepszymi może wpłynąć na wyniki biało-zielonych w PGNiG Superlidze Kobiet. - To doświadczenie na pewno zaprocentuje - ocenia Weronika Gawlik.

Po ostatnim meczu w europejskich pucharach, z Odense, miałaś łzy w oczach.

Chyba każda z nas miała… A jeśli nie łzy, to bardzo mocno zaciśnięte zęby, żeby tych łez nie pokazać.

Rozczarowało was to, co wydarzyło się na boisku?

Tak, szczególnie po pierwszej połowie, w której grałyśmy jak równy z równym i utrzymywałyśmy z rywalkami kontakt. W drugiej niestety, biorąc pod uwagę ilość zawodniczek, jakie mamy, zabrakło nam sił.

To był jednak pierwszy mecz w sezonie, w którym przeciwnik miał w składzie jeszcze mniej piłkarek niż wy.

Niby tak, ale mówiąc szczerze, tak naprawdę jedna z nich zrobiła nam największą krzywdę. Mam tu na myśli oczywiście Ingwild Bakkerud, która łącznie rzuciła 12 bramek. Miała świetny dzień. W poprzednich spotkaniach również była ważnym ogniwem, ale ciężar sił rozkładał się na cały zespół. Tutaj, podczas nieobecności koleżanek, wzięła całą grę na swoje barki i wychodziło jej to co najmniej bardzo dobrze.

Cofnijmy się do waszych europejskich początków w tym sezonie, czyli do Ligi Mistrzyń. Jest taki mecz, który jakoś szczególnie zapadł ci w pamięć?

Pod względem sportowym raczej nie, choć każdy z nich na pewno był dużym przeżyciem emocjonalnym. Niestety widać było, że jeszcze odstajemy od europejskiej czołówki. Jeśli chodzi o inne doświadczenia, to zakodowała mi się w głowie piękna oprawa meczowa, jaką przygotowano w Rostowie.

Mówisz, że sportowo zespół odstawał od czołówki. Mierzyłyście się jednak z takimi gwiazdami piłki ręcznej, jak Cristina Neagu, Anna Vyakhireva, Estavana Polman, czy Marit Malm Frafjord.

Jako klub wiedzieliśmy, z kim będziemy się mierzyć. Mimo wszystko podjęliśmy decyzję o starcie w Lidze Mistrzyń i nie baliśmy się konfrontacji z najlepszymi. Dla nas te mecze były szansą na zdobycie doświadczenia. W Lublinie przez kilka lat nie było Champions League. Gdy grałyśmy w niej poprzednio skład był całkiem inny, więc w drużynie zostało mało zawodniczek, które ogrywały się już w Europie. Myślę, że dla młodych piłkarek, jakie mamy teraz w składzie, te spotkania były na wagę złota.

Po Lidze Mistrzyń przyszedł czas na Puchar EHF. Apetyty były duże, ale nadeszła fala kontuzji.

Uważam, że gdyby nie urazy, nasze występy mogłyby wyglądać zupełnie inaczej. W 11 osób bardzo trudno jest zagrać równo cały mecz, a już na pewno grać co trzy dni. Z każdym spotkaniem było widać, że mamy coraz mniej sił.

W Pucharze EHF grałyście w ogromnej mierze młodymi zawodniczkami, które mimo to starały się ciągnąć drużynę.

Szczególnie na początku stycznia, gdy wróciłyśmy do gry po przerwie. Trzeba docenić to, w jaki sposób Dominika Więckowska, czy Natalia Nosek weszły do drużyny. Radziły sobie świetnie, ale z każdym kolejnym meczem nam wszystkim czegoś brakowało. Nigdy nie gra się łatwo, gdy kilka spotkań z rzędu kończy się niesatysfakcjonującym wynikiem.

Myślisz, że doświadczenie, jakie zebrałyście w europejskich pucharach zaprocentuje, chociażby na polskich boiskach?

Gdy przyjdzie taki okres, że będziemy miały chwilę czasu na odpoczynek i regenerację, to na pewno tak.

Co wyniosłyście z tych spotkań w Europie?

Wiedzę, że mimo wszystko walka z silniejszym na papierze i naszpikowanym gwiazdami zespołem jest możliwa. Niejednokrotnie udało nam się oszukać te teoretycznie lepsze zawodniczki, czy pokonać bramkarkę, która zdobyła ostatnio mistrzostwo świata. Może były to epizody, ale miałyśmy też dobre akcje i nie możemy o tym zapomnieć. Nieprzypadkowo też Gabi Besen, czy Aneta Łabuda zostały wyróżnione przez EHF za obronę, czy bramkę.

Teraz skupiacie się na walce o mistrzostwo i Puchar Polski. Najbliższy mecz ze Startem Elbląg będzie szansą na „nowe otwarcie”?

Zdajemy sobie sprawę z tego, że w lidze miałyśmy jeszcze niedawno dziewięć punktów przewagi, a teraz zmalała ona do trzech „oczek”. To wciąż jest jednak zaliczka. Mam nadzieję, że nasze organizmy nieco się zregenerują i będzie nam łatwiej, bo nie będziemy grały tak często. Ważne jest też to, że wreszcie część zawodniczek wróciła do treningów i składu meczowego. Dzięki temu z optymizmem patrzymy w przyszłość.

Powrót do aktualności