Aktualności
Wierzę w nasze dziewczyny!

Z Michałem Pomorskim, spikerem MKS Selgros Lublin, dziennikarzem Handball Polska, ekspertem kobiecej piłki ręcznej, rozmawiamy o obawach i szansach przed turniejem kwalifikacyjnym do Champions League, mocnych i słabych stronach naszych rywalek oraz ich polskich odpowiednikach.
Przed nami turniej kwalifikacyjny do Champions League w Lublanie. Zespoły, które wezmą w nim udział (Krim Mercator, Indeco Conversano, IUVENTA Michalovce) są dla przeciętnego kibica piłki ręcznej w Polsce średnio znane, może poza tym ze Słowenii, który odnosił swego czasu duże sukcesy w Europie. Możesz pokrótce przybliżyć charakterystykę tych ekip, ocenić ich siłę?
Krim to jest absolutna legenda, jeśli chodzi o kobiecą piłkę ręczną; dwukrotny zwycięzca Ligi Mistrzyń, piąty zespół wszechczasów! Dlatego zresztą dostał prawo gry w tegorocznym turnieju kwalifikacyjnym. To bowiem tylko wicemistrz Słowenii, bo tytuł stracił po 21 latach hegemonii, przegrywając go gorszą różnicą bramek na rzecz RK Zagorje, który nie miał po prostu pieniędzy na Champions League i się wycofał z rozgrywek. Krim dostał coś na kształt dzikiej karty albo zaproszenia „za zasługi”. IUVENTA to z kolei najlepsza drużyna „czechosłowacka” ostatnich lat (czeskie i słowackie zespoły rywalizują w jednej lidze – przyp. aut.), My jej tak dobrze nie kojarzymy, bo nie grała w Lidze Mistrzyń, tak jak zresztą żadna inna drużyna z Czech czy ze Słowacji. IUVENTA jest jednak ogranym zespołem, ze względu na położenie geograficzne nie ma problemu ze znalezieniem atrakcyjnych sparingpartnerów. Mam słowackiego przyjaciela pracującego w EHF, który od dawna przekonuje mnie, że Michalovce nie są bez szans w półfinałowym starciu z Krimem, a przy dobrych wiatrach są w stanie awansować do CL. Ostatni zespół, Indeco, jest kompletnie anonimowy. Wprawdzie to prawdziwy dominator w Italii i drużyna, która ostatnie dwa sezony rok w rok kompletuje swoistego hat-tricka, nazywanego po włosku „la tripletta” (mistrzostwo, puchar i superpuchar Włoch), jednak w starciu z innymi europejskimi ekipami jest absolutnie bez szans. To inna kultura gry, inna klasa.
Czyli wylosowanie Indeco było dla nas najlepszym z możliwych losowań?
O ile w Lublanie nikt nie wysypie na parkiet piasku, to tak. Gdybyśmy grali z Indeco w piłkę plażową, bylibyśmy bez szans. Tam występują bowiem reprezentantki Włoch w tej dyscyplinie z MVP niedawnego turnieju w Nowym Sadzie Laurą Celeste Rotondo na czele. Na 1000 halowych meczów, 999 powinniśmy spokojnie wygrać, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Indeco to dość amatorska drużyna, która nie rozegrała jeszcze w tym sezonie żadnego meczu, nawet sparingowego! Italia jest niezwykle „rozciągniętym” krajem, tam są setki kilometrów do przejechania na jedno spotkanie, zespołów często po prostu na to nie stać. Turniej kwalifikacyjny do Champions League będzie w zasadzie pierwszym poważniejszym graniem Włoszek. Mieliśmy zatem gigantyczne szczęście, że trafiliśmy na nie w losowaniu. To zespół, który musimy pokonać facilmente, czyli z łatwością.
Kojarzysz ten team nie tylko ze względu na fakt świetnej znajomości europejskiego, kobiecego szczypiorniaka, ale też dlatego że Italia jest Ci szczególnie bliska i jesteś nawet lektorem języka włoskiego. Można chyba zatem stwierdzić, że Indeco nie ma przed Tobą tajemnic. Są jakieś rady, których mógłbyś udzielić Sabinie Włodek przed tym półfinałem?
Nie może zlekceważyć rywala, to jest podstawa. Nawet jak trafiasz na pozornych amatorów – tak się zresztą ten klub nazywał – Amatori Conversano - to trzeba się skupić od pierwszego gwizdka. Pierwsze 10 minut może być trudne dla lubelskiej ekipy. Tak to wygląda z egzotycznymi zespołami. Rzuty w szóstej, siódmej sekundzie ataku pozycyjnego, większość akcji rozwiązywana indywidualnie, dużo mniej elegancki i niezbyt ułożony szczypiorniak. Tak niestety wygląda włoska pallamano. Nie potrzeba tu wielu moich rad. Dziewczyny muszą po prostu wyjść na boisko i sobie poradzić z tym rywalem. Punto e basta. Koniec, kropka, skoro gramy z Włoszkami.
Gdyby porównać uczestników tego turnieju do siły lub stylu gry polskich drużyn, jakie by to były ekipy?
Trudne pytanie zadałeś. Nie chciałbym nikogo obrazić, ale... Indeco jest trochę jak KPR Kobierzyce. I tu i tu grają czołowe reprezentantki kraju w plażowej odmianie szczypiorniaka. Resztę zespołów ciężko porównać. Krim jest dojrzałą drużyną, ma dużo doświadczonych szczypiornistek, pamiętających świetne lata klubu. Jeśli szukać trochę na siłę odpowiednika w polskiej lidze, to byłoby to Zagłębie Lubin, które przez długi czas było bardzo doświadczonym i raczej wiekowym zespołem. IUVENTA z kolei to ekipa, którą najtrudniej zestawić z polskim odpowiednikiem. Dlatego przyjmę nieco inne kryterium; nieobliczalności zespołu. To drużyna, która potrafi ograć potencjalnie mocniejszego rywala, tak jak w Polsce robi to Start Elbląg czy Energa AZS Koszalin. Myślę, że na 10 potyczek z Lublinem IUVENTA mogłaby na tę chwilę wygrać nawet pięć z nich.

Z tego, co mówisz dość jasno wynika, że faworytem turnieju jest jego gospodarz, czyli Krim...
Owszem, ale ma również dużo trudniejszego półfinałowego rywala niż MKS. Ten mecz powinien kosztować Słowenki znacznie więcej siły, niż nas starcie z Włoszkami, gdzie mam nadzieję wygramy z dużym bagażem bramek, zbytnio się nie przemęczając.
Z IUVENTĄ graliśmy już sparing przedsezonowy. Myślisz, że trenerzy tego zespołu – wiedząc, że wkrótce czeka nas rywalizacja w tym samym turnieju kwalifikacyjnym – zakryli przed naszymi trenerkami niektóre karty?
Nie sądzę. Sparingi to specyficzne mecze, one i tak nigdy nie obrazują do końca tego, co będzie działo się w sezonie. Inna sprawa, że IUVENTA grała znacznie więcej test-meczów niż my i miała silniejszych rywali. My mieliśmy w zasadzie tylko jeden wartościowy turniej w Michalovcach. Wielka szkoda, że nie udało się pojechać do Budapesztu, ale zaproszenie było praktycznie na wrzesień, a jak wiadomo wtedy w Polsce zaczyna się już sezon. Żal też odwołanych sparingów z Gomel (kilka Białorusinek nie dostało wiz – przyp. aut.). IUVENTA nie tylko więcej sparowała, ale jest też w lepszym rytmie ligowym. W pierwszej kolejce zdeklasowała rywala – Sokoła Poruba, a przed turniejem czeka ją jeszcze jedna kolejka i starcie z Banikiem Most. Mimo wszystko, możemy wygrać, tak ze Słowaczkami, jak i Słowenkami. Potrzebny jest jednak klarowny komunikat: jedziemy do Lublany po awans, po dwa zwycięstwa! DNA naszej drużyny to gra w Europie, musimy mierzyć w najwyższe cele.
Co będzie zatem kluczem do osiągnięcia tego celu i wywalczenia awansu do Champions League?
Trudno powiedzieć tak na szybko... Na pewno spokojne pokonanie pierwszej przeszkody i wiara w to, że ten turniej jest do wygrania. To nie jest tak, że naszymi rywalkami w finale będą zespoły o klasę czy dwie klasy lepsze. Potrafią zagrać świetnie, ale to nie tak, że jesteśmy skazani na porażkę. Paradoksalnie lepiej nam się powinno grać w ewentualnym finale, niż w półfinale ze słabszymi Włoszkami. Bo to inna kultura gry, bardziej nam odpowiadająca. Dla niektórych dziewczyn to już ostatnia szansa na występ w Lidze Mistrzyń. Wierzę w ich ambicję i sportową klasę. Jestem teraz w Chorwacji, ale za kilka dni przyjadę do Lublany i chcę zobaczyć piękny turniej. Smaczku rywalizacji dodaje fakt, że turniej kwalifikacyjny odbędzie się w hali w parku Kodeljevo, czyli dokładnie tam, gdzie miał miejsce niezapomniany, prawdopodobnie najlepszy w historii mecz legendarnej siódemki Montexu Andrzeja Drużkowskiego. 11 goli Izy Puchacz, awans do ćwierćfinału. 24 lutego 2002. Tego się nie zapomina.
Jakie są najsłabsze strony Krimu i IUVENTY? W czym można upatrywać naszej szansy?
Z pewnością ze strony obu tych drużyn już w półfinale nie będzie żadnego czarowania. Obie muszą pokazać, na co je stać i rzucić na rywalki wszystko co mają. My nie mamy takiego ciśnienia na awans i z pewnych względów jest to dobre, bo zagramy bez presji. Zupełnie inaczej rzecz ma się z Krimem, który organizuje turniej i ma ogromną chrapkę na fazę grupową Champions League. Warto odnotować, że przed sezonem zespół opuściła jego absolutna liderka Tamara Mavsar. Pytanie, czy uda się sztabowi trenerskiemu wykreować jej następczynię? IUVENTA z kolei nie ma doświadczenia grania o taką stawkę, mentalność tej ekipy będzie dużym znakiem zapytania i może być tak, że gdyby udało się Michalovcom awansować do finału, zawodniczki mogłyby się za bardzo spiąć. To jest jednak tylko czyste gdybanie. Parkiet ma swoje prawa, a najprościej napisać, że zadecyduje dyspozycja dnia.





