Aktualności
Wilczek: Jestem w szoku


W niedzielę szczypiornistki SPR Lublin po raz drugi przegrały z Metalurgiem Skopje i odpadły z Pucharu Zdobywców Pucharów. Swoją cegiełkę dołożyli do tego sędziowie.
- Prawdę mówiąc, nie chciałabym zaczynać od pracy sędziów. Dziś jednak inaczej nie mogę. Gram w ręczną kilkanaście lat, jeździłam po różnych krajach, gdzie sędziowanie czasami było skandaliczne, ale czegoś takiego to już dawno nie widziałam. Śmiem twierdzić, że w rewanżu, gdyby był rozegrany w hali Globus wygralibyśmy z Metalurgiem 10 bramkami - mówi Ewa Wilczek.
- Arbitrzy pilnowali świetnie wyniku. Metalurg to nie jest rywal klasę gorszy od nas, ale jestem przekonana, że w następnej rundzie przepadnie z kretesem. Oczywiście, takie sędziowanie to nie może być jedyny powód naszego niepowodzenia. W takich meczach trzeba być kilka razy lepszym od rywala, by nawet pan z gwizdkiem nie mógł ci odebrać sukcesu wywalczonego wielką pracą. Dawno tak nie wyglądałam jak dziś, nie pamiętam, kiedy mnie tak poobijano, a przeciwniczki przecież nie dostawały w ogóle kar za przewinienia. Po naszej stronie zawaliła skuteczność rzutowa w ważnych momentach. Trzeba było grać więcej do pewnej piłki, czasem może dłużej rozgrywać akcje. Jestem jednak cały czas w szoku, że w XXI wieku dzieją się takie rzeczy, jak przez dwa dni w Skopje. Jest mi bardzo przykro, bo pragnęłyśmy tego awansu, choć granie dwukrotnie na wyjeździe było dużą przeszkodą. Pozostaje nam walka o mistrzostwo Polski - dodała nasza kołowa.





