Aktualności
Wróciłam do domu, MKS jest mi pisany

Rozmawiamy z Valą Nestsiaruk o powrocie do Lublina, czyli jej drugiego domu, sportowym przeznaczeniu, walce o powrót na szczyt, a także o tym, co jest wyjątkowego w trenerze Robercie Lisie.
Kibice odebrali Twój powrót do MKS Perły, jak powrót do domu. Traktujesz ten transfer w podobny sposób?
Tak. Od zawsze mówiłam, że Lublin to mój drugi dom. To tutaj był mój początek przygody z profesjonalnym sportem poza Białorusią, także bardzo się cieszę, że wróciłam. Mam nadzieję, że wszystkim wyjdzie to na dobre.
Mało jednak brakowało, a mogłabyś grać nie w polskiej Superlidze, a w niemieckiej Bundeslidze...
Zgadza się, jak jednak widać życie lubi pisać różne scenariusze. Nie wyszło tak, jak pierwotnie zakładałam; chciałam spróbować czegoś nowego, sprawdzić się w innych warunkach i innej lidze. Stało się jednak inaczej (klub, w którym Vala miała grać borykał się ze sporymi problemami finansowymi - przyp. aut.), MKS jest chyba moim przeznaczeniem i było mi pisane zostać w Polsce oraz trafić z powrotem do Lublina (śmiech).
Poprzedni sezon był dla nas słaby. Kibice marzą, aby odzyskać tytuł. Zapytam Cię o ten temat, choć nieco przewrotnie: jak bardzo Metraco Zagłębie Lubin i Vistal Gdynia są w stanie Wam przeszkodzić w drodze do realizacji tego celu?
Do każdego trzeba podchodzić z takim samym respektem, nie tylko do Zagłębia i Vistalu. I my to robimy; obojętnie czy gramy z nimi, czy z Ruchem i Kobierzycami, szanujemy przeciwnika. W końcu każdy zdobyty punkt, niezależnie od tego z kim się grało, ma taką samą wagę. Fakt faktem jednak Zagłębie dokonało wielu zmian minionego lata, kilka zawodniczek wróciło do Lubina i na pewno czeka nas ciekawa, ciężka walka. Bardzo bym chciała powiedzieć, że na 100% ją wygramy, ale póki co wiem jedynie tyle, że nie mogę się doczekać tych spotkań. Wszystkich kibiców czeka na pewno dobre widowisko, walka, dużo wylanego potu, mam tylko nadzieję, że obędzie się bez krwi (śmiech) Damy z siebie wszystko! Forma cały czas rośnie, a my idziemy do przodu.
Kinga Achruk ochrzciła Cię „swoim ziomkiem”. Wcześniej się nie znałyście, więc można stwierdzić, że bardzo szybko złapałyście świetny kontakt i się polubiłyście?
To bardzo ważne, aby szybko się porozumieć, nawiązać owocną współpracę. Kinga daje tej drużynie mnóstwo siły. Znakomicie się z nią współpracuje, cieszę się z jej asyst, zdobytych bramek, czy obrony. Dużo się od niej uczę, zawsze jak czegoś potrzebuję, to mi podpowie. Ona zdobyła mnóstwo doświadczenia odkąd wyjechała z Polski. Teraz, po powrocie, to jeszcze lepsza zawodniczka.
Jesteśmy w trakcie reprezentacyjnej przerwy, która potrwa niemal do drugiego tygodnia października. Po znakomitym początku sezonu nie boisz się, że wypadniecie z rytmu po takim „odpoczynku”?
Nie mam takich obaw i mam nadzieję, że każda z dziewczyn myśli tak samo. Najważniejsze jest zachowanie odpowiedniej koncentracji i świadomości różnic pomiędzy klubem, a kadrą. Każda z nas musi się odpowiednio przestawić przyjeżdżając na zgrupowanie oraz wyjeżdżając z niego. To kwestia zarówno psychiczna, jak i fizyczna.
Mówiliśmy o celach ligowych, ale zostaje nam jeszcze gra w europejskich pucharach. To może zakłócić w jakiś sposób rywalizację na krajowym podwórku?
Nie wydaje mi się. Zresztą efekt może być nawet odwrotny. Przy tylu zmianach, które przeszedł MKS Perła przed tym sezonem, może być niedosyt gry i meczów. Poza tym rywalizacja w Europie to zawsze inna bajka; inne zespoły, inny styl, a do tego fajne przeżycie i przygoda.
Jeśli mówiło się o obawach, które są związane z objęciem stanowiska trenera MKS przez Roberta Lisa, na pierwszym miejscu wymieniało się fakt, że nie pracował dotąd z kobiecymi zespołami, co może skutkować słabym zrozumieniem. Komunikacja podczas spotkań wygląda jednak wzorowo; szkoleniowiec przekazuje Wam sporo informacji, rozmawia z Wami, dużo tłumaczy. W rzeczywistości wygląda to tak samo, jak "na obrazku", czy można odnieść tylko takie wrażenie patrząc z boku?
Nie, jest dokładnie tak jak mówisz i jak widać to z perspektywy kibica. Trener potrafi trochę z nami pożartować, ma duży dystans, a każda z nas złapała z nim fajny kontakt. Jest naprawdę super; nie spotkałam się jeszcze w karierze z czymś takim, żeby ktoś prowadził tyle indywidualnych rozmów z zawodnikami. Trener poświęca nam mnóstwo czasu, często dyskutujemy, ma dużo cennych uwag, które naprawdę się przydają. Nasza współpraca przebiega w fajnym i sympatycznym klimacie. Wiadomo, zdarza się że krzyknie, ale jest to w granicach zdrowego rozsądku (śmiech). Czasem ktoś narzeka, że trener nie ma dla niego czasu. Ten szkoleniowiec ma czas dla wszystkich. Myślę, że inne dziewczyny mogą to potwierdzić.





