LublinPGEEl-VoltLubelskieORLEN SUPERLIGA

Zadanie w zakresie wspierania i upowszechniania kultury fizycznej realizowane jest przy pomocy finansowej Miasta Lublin

KONTRAST

żółto-czarna wersja

czarno-żółta wersja

biało-czarna wersja

tryb normalny

Przełącz na język angielski

Aktualności

Znamy obu finalistów, będą skandynawskie derby

news-big

 

Znamy już obu finalistów trwających od początku listopada EHF Euro 2022. W niedzielnym meczu o złoto zmierzą się drużyny narodowe Norwegii i Danii. Te pierwsze, dość niespodziewanie, pokonały aż ośmioma bramkami stawiane w roli faworytek Francuzki.

- W której reprezentacji chciałybyście zagrać, oczywiście spośród tych grających jeszcze w turnieju? - zapytałem przed półfinałami Eduardę Amorim i Anję Althaus. Obie zawodniczki po chwili zastanowienia powiedziały, ze na pewno w tej, która zdobędzie medal, a musząc wybrać, postawiłyby na Danię. Drugie pytanie wywołało jeszcze większy uśmiech na twarzach legendarnych szczypiornistek. - W której drużynie wybiegałybyście w pierwszej siódemce? - zagaiłem. I znów pełna zgoda przyjaciółek z parkietu, dziś w żadnej, w czasach świetności, w każdej!

Pierwsza faza spotkania Danii z Czarnogórą była pojedynkiem skrzydłowych. Jovanka Radicević i Enna Friis po kilku minutach miały na swym koncie po trzy gole, a że potężnie rzucała też Djurdjina Jauković, Montenegro dość szybko uzyskało trzybramkową przewagę (3:6, 8'). Skandynawki doprowadziły do remisu jeszcze przed upływem początkowego kwadransa, korzystając także z oddanych za darmo piłek, po nieskutecznych rzutach rywalek przez całe boisko. Gdy w 16 minucie rezerwowa Kristina Jorgensen trafiła na 7:6, o czas poprosiła Bojana Popović. Pewnie gdyby nie Sandra Toft, grupowe rywalki Polek z Podgoricy poprawiłyby rezultat, a tak po dwóch trafieniach Mie Hojlund Dunki wyszły na +3, wykluczając dodatkowo rekonwalescentkę Miilenę Raicević. Chwilę potem na boisku zobaczyliśmy Djurdjinę Malović, która zaczęła od łatwej straty, ale w kolejnej akcji pokonała Toft. Mające więcej argumentów w ataku Skandynawki zeszły na przewę, prowadząc 14:10. Aż pięć goli było autorstwa 23-letniej lewoskrzydłowej Friis.

Druga połowa rozpoczęła się od koncertu Mariny Rajcić w bramce Czarnogóry. Znakomita postawa dobrze nam znanej zawodniczki Siofoku dała wielki impuls piłkarkom Bojany Popović, które w 36' zanotowały trafienie kontaktowe, a minutę później wyrównały na 14:14. Dopiero wtedy przebudziła się prawie dwumetrowa Mette Tranborg. Podstawowe pytanie, jakie zadawaliśmy sobie w tym momencie dotyczyło zmęczenia ekipy Montenegro, grającej praktycznie jedną siódemką w każdym istotnym meczu. W ostatni kwadrans rywalizacji wchodziliśmy przy +3 dla drużyny Jespera Jensena, ale już w 49 minucie kołowa Rikke Iversen rzuciła na 20:15. Sytuacja popularnych Lwic była nie do pozazdroszczenia. Jedynie Itana Grbić indywidualnymi akcjami przedzierała się przez twardą defensywę Dunek. Wydawało się zatem pewne, że zwycięzcą pierwszego półfinału będą szczypiornistki ze Skandynawii. Na 150 sekund przed końcową syreną znakomicie dysponowana Grbić przegrała starcie oko w oko z rezerwową Altheą Reinhardt, co okazało się decydującym ciosem zadanym Czarnogórkom.

- Nie ma słów, by opisać moją dumę z zespołu. Mieliśmy okres chwały pod koniec lat 90-tych i na początku XXI wieku, ale prawda jest taka, że zagramy w finale mistrzostw Europy po 18 latach przerwy. W Danii są zawsze wysokie oczekiwania wobec naszej drużyny i duże zainteresowanie ze strony kibiców. Nie mam preferencji co do finałowego przeciwnika. Moje serce będzie bliżej Norwegii, ale awans do finału Francji oznaczać dla nas będzie automatyczną kwalifikację olimpijską, dlatego rozum podpowiada mi co innego niż serce - powiedział na konferencji prasowej Jesper Jensen, którego pamiętamy z hali Globus, gdy przyjechał do Lublina z ekipą Team Esbjerg w sezonie 2019/2020.

 
Dania - Czarnogóra  27:23 (14:10)


To miał być przedwczesny finał i ale pod względem emocji spodziewałem się czegoś więcej. To Francuzki miały dominować, wykorzystując ubytki kadrowe rywalek ze Skandynawii. Rzeczywistość okazała się dramatyczna dla ekipy Oliviera Krumbholza, szczególnie po zmianie stron. 

Na trybunach  Sanna Solberg, Kari Grimsbo, Marit Frafjord, w roli ekspertek wystąpiły Karoline Dyhre Breivang i Camilla Herrem. Patrząc na ewidentny problemy w pierwszej linii, trener Thorir Hergeirsson  pewnie chciałby w półfinale z Francją skorzystać z doświadczenia choćby jednej z wymienionych piłkarek.

Siłą mistrzyń świata, nie tylko na tym turnieju, jest za to rozegranie z genialną środkową Stine Oftedal na czele. Piłkarka Gyori Audi ETO w pierwszym kwadransie trzykrotnie zaskoczyła Cleopatre Darleux rzutami z podłoża, posyłając piłkę kąśliwie tuż nad podłożem. Norweżki prowadziły 6:4, ale wtedy do gry włączyła Chloe Valentini, która jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Bouquet wystąpiła w hali Globus przy okazji pucharowego meczu MKS-u  z Besançon. Bardzo słabo prezentowała się w pierwszej połowie Nora Mork, trafiająca jedynie z karnych, ale niedokładna we współpracy z kołową i rozgrywającymi. W drużynie Francji najlepsze wrażenie robiła jak zwykle kołowa Pauletta Moppa, a pierwszą połowę zwieńczyły dwie przepiękne parady Silje Solberg, dzięki którym Norweżki zeszły w lepszych nastrojach niż rywalki, prowadząc minimalnie 12:11.

Drugą odsłonę od ataku zaczęły Trójkolorowe, ale momentalnie nadziały się na pierwszą tego dnia kontrę, sfinalizowaną cudownie przez krytykowaną wcześniej Mork. Francuzki, które do tej pory nie miały godnego siebie rywala w turnieju, przeżywały gorszy okres. W 36 minucie sprytna dobitka prawoskrzydłowej Stine Skogrand przyniosła stan 17:14 i pierwszą w piątek tak wysoką przewagę jednej ze stron. Wicemistrzynie świata mimo znacznie szerszej ławki, znakomitych postaci drugiego planu, w ogóle nie mogły "ugryźć" rywalek. Znakomicie rzucała za to Henny Reistad, absolutna bohaterka zeszłorocznego finału mistrzostw świata w Grannolers.  

W 46 minucie przy stanie 20:17 dla Skandynawek  rezerwowa Katrine Lunde została trafiona z karnego przez Grace Zaadi, ale videoanaliza nie okazała się "śmiertelna" dla francuskiej rozgrywającej, która mogła dostać czerwoną kartkę. Norweżki nie wykorzystały jednak od razu okazji na bezpieczniejsze +4. Kolejna taka szansa przyszła po efektownej obronie Solberg. Tym razem dość przeciętna lewoskrzydłowa  (jak na norweskie standardy) Amalie Naes Andersen rzuciła skutecznie i na 10 minut przed końcem było 23:19. Francuzki zaczęły się gubić, choć nawet norwescy dziennikarze stawiali je w roli zdecydowanych faworytek starcia. Już w 52 minucie Olivier Krumbholz wykorzystał ostatnią przerwę na żądanie, ale jego ekipa miała już pięć oczek straty. Gdy w 55' Reistad trafiła na 27:20, już nic nie mogło zagrozić skandynawskim derbom w wielkim finale EHF Euro 2022.  O trzecie miejsce powalczą piłkarki Francji i Czarnogóry, a nas równie mocno interesują wydarzenia z soboty, gdy dojdzie do losowania rywala Polek na drodze do przyszłorocznego mundialu. 

Warto podkreślić, że piątkowe mecze z trybun Areny Stożice śledzili przedstawiciele naszego klubu. 

Norwegia - Francja  28:20 (12:11)

 
z Lublany Michał Pomorski
Powrót do aktualności